Czy zgadzasz się na bezpłatny dzień próbny?

Próbny dzień za darmo? Właściwie to na początku mojej kariery zawodowej byłam BARDZO podatna na takie rzeczy. Wydawało mi się że w życiu najważniejsze jest to żeby mieć pracę i nie miało dla mnie znaczenia jaka to będzie praca.

Byłam nawet kiedyś na zastępstwie za moją siostrę na degustacji jogurtów, a jogurtów nienawidzę czystą, szczerą nienawiścią. Dodam że kiedyś byłam zmuszona do tego żeby jeść jogurty i w sumie jadłam je, ale z moim psem, który właściwie zjadał większość kubka. Psa już nie mam. Oczywiście nie przez jogurty. Generalnie nabiału unikam (nie z kaprysu i nie z mody), no poza śmietanką do kawy.

Na początku swojej kariery zawodowej roznosiłam ulotki i to po Starym Bielsku, a sama umowa nie była podpisana na mnie tylko na chyba sąsiadkę, bo ja miałam 14 albo 15 lat. Była to bardzo wymagająca i ciężka praca.

Co ciężkiego jest w roznoszeniu ulotek?

Ulotki! Noszenie przy sobie tysiąca ulotek i powolne rozkładanie ich po danym terenie jest bardzo męczące. Gorzej jeśli trzeba te gazetki wcześniej zwijać w rulonik, ściągać gumką recepturką potem odpowiednio zapakować żeby się nie zniszczyły i jednocześnie dobrze wyglądały. Reasumując była to ciężka praca, która wymagała wiele cierpliwości i siły w nogach. Nie zapomnę chyba do końca życia tego, że wylądowałam z setką zawiniętych ulotek na ul. Sobieskiego w Starym Bielsku, a ten kto tam był albo mieszka, ten wie że ta ulica jest strasznie długa i kręta, a właściwie to są dwie bardzo długie ulice, które są do siebie prostopadłe. Ja się tam wtedy troszkę zaplątałam. To było 15 lat temu, więc nie do końca ogarniałam rzeczywistość tak jak należy… Ale się udało, żyję i wróciłam do domu.

To była moja pierwsza praca. Nie miałam dnia próbnego, a jedynie chyba 3 dni na rozniesienie iluś tam tysięcy ulotek. Niektóre ulotki trafiły w miejsce przeznaczenia, a niektóre niestety zabłądziły i możliwe że zainteresowani po dziś dzień nie otrzymali swojej zawiniętej i spiętej gumką recepturką ulotki. Udało się. Hajs też się zgadzał.

Potem. Co ja robiłam potem?

Stałam na degustacjach zwykle na zastępstwo za innych. I tutaj się właśnie pojawiły te jogurty o których wspomniałam na samym początku. Za to zdarzenie, również otrzymałam pieniądze i tutaj też nie miałam dnia próbnego ani komisji, która by mogła ocenić czy ładnie stoję i czy mój uśmiech jest wystarczająco szeroki by móc promować jakieś tam produkty.

Takich promocji było bardzo dużo. Nie zapomnę premiery Noki i serii N. Stałam wtedy z koleżanką w Tesco do którego był bardzo ciężki dojazd, a my mówiłyśmy tylko „Zapraszamy tu”, ludzie przychodzili, a my zarobiłyśmy na tym ogromne pieniądze. To były czasy kiedy ludzie za godzinę dostawali po 4-5 złotych, a my dostałyśmy za godzinę podać 3 razy tyle.

Nagle stałyśmy się bogate. Niestety te miliony z promocji Noki szybko się rozeszły.

Postanowiłam zmienić swoje życie i zmieniłam branżę na gastronomię i to pełną parą. Zatrudniłam się w kawiarni i to dopiero tutaj pojawił się pierwszy dzień próbny. Nie był to jednak darmowy dzień, bo jak to w kawiarni- dostawałam napiwki, więc to zupełnie nie jak w obecnych czasach. Wtedy też zaczęłam zbierać doświadczenie w pracy z klientem i właśnie to doświadczenie ewoluuje i zbiera swoje żniwo po dziś dzień. Te wszystkie lata wiele mnie nauczyły. Poza tym praca w gastronomii uczy życia, zdobywania przestrzeni, zakreślania granic i barier, szkoli język i sprawdza uczciwość.

Dlaczego?

Zbyt cięty język spowoduje, że ktoś może wylecieć. Obsługa lub klient. Właściwie od ciebie zawsze zależy w jaki sposób pracujesz. Zwykle osoba, która tworzy problem ma zwracaną uwagę, czasami zbyt subtelnie i zbyt delikatnie ale to wynika z przekonania, które jest stale powielane i właściwie nie ma w nim racji, a brzmi ono „klient ma zawsze rację” i „klient nasz pan”.

Trzeba zwrócić bardzo mocno uwagę na to, że w gastronomii nie ma klientów, są goście. Gość niekoniecznie musi mieć rację, jest tylko gościem. Jest u ciebie, ty jesteś gospodarzem, on jest na twoim terytorium, więc to ty ustalasz zasady.

Możesz się stale kajać i przepraszać, albo ustalić zasady i się ich trzymać

Praca za barem i z klientem spodobała mi się wtedy do tego stopnia, że nawet po przeprowadzce do Krakowa, to kontynuowałam. I tutaj opcje były podzielone, jedni chcieli żebym przyszła na dzień próbny by mogli sprawdzić czy jestem w stanie sklecić choćby jedno zdanie, a inni już na rozmowie o pracę pytali od kiedy mogę zacząć i jaką chcę umowę.

Myślę że taka praca jest dla każdego bardzo przydatna i bardzo rozwojowa, nawet jeśli się tego człowiek nie spodziewa, to tak jest. Taka praca pozwala na zdobycie pewnego luzu oraz ułatwi kontakt z innymi ludźmi.

Kontakty międzyludzkie są bardzo ważne

Ja do tej pory pracuję z ludźmi lecz teraz coraz mocniej przechodzę na pracę zdalną, więc kontakt z drugim człowiekiem mam mailowy, a czasami telefoniczny.

Powoli kończy się face to face

Doszłam do swojej granicy, gdzie dotarło do mnie, że nie chcę tego osobiście robić do końca życia. Nie chcę do końca życia podawać kluczyków czy drinków, uważam że to idealna pora i że doskonale się stało, że wpadłam na to teraz, a nie za 50 czy 60 lat, bo wtedy to już mogłoby być za późno.

Dni próbne nie tylko pokazują samemu pracodawcy czy delikwent się nadaje na dane stanowisko

Ludzie, którzy wysyłają swoje CV bardzo często mają wrażenie z samego ogłoszenia, że praca super, ogłoszenie super, miejsce też super, a w dodatku jest blisko, hajs będzie się zgadzał, ubezpieczenia popłacone, karty benefitowe będą, premie pewnie też, bo przecież ta firma taka super i wszystko super. Takim ludziom wydaje się, że złapali boga za ręce, pięty czy choćby za kawałek szmaty.

Bardzo często tak jest, a tylko czasami tak nie jest

No i kiedy już w człowieku zrodzi się przekonanie, że został stworzony na takie stanowisko i ta firma czeka właśnie na niego i właściwie to już jest super, a jak nie to jakoś to będzie. Zwykle idzie na rozmowę, a potem na ten dzień próbny i okazuje się, że no nie. Coś nie zaiskrzyło, a jeżeli nie zaiskrzyło na pierwszy rzut, to już nie będzie miłość od pierwszego wejrzenia, a Syzyfowa praca.

Będzie to właściwie tak jakby związać się z takim Sebą. Gościem który bije wszystkich dookoła ale mnie nie uderzy, jest z rodziny patologicznej, siedział, pobił matkę, ale będzie dobrze. Jakoś to będzie. Kocha mnie, więc nie podniesie na mnie ręki, a jak podniesie to przez pomyłkę, bo przecież tego nie chciał. Samo się zrobiło. Przypadek.

No nie!

Pewne rzeczy trzeba brać takimi jakie są. Jeżeli idę do pracy jako pozycjoner, a wiem że jestem noga, dupa, matoł czy cokolwiek i nie dam rady, ale idę bo może akurat mnie to wciągnie i pochłonie. Próbuję i okazuje się, że słabo mi idzie i sprawia radości tyle co wizja obrania tony ziemniaków, a przyjemność porównywalna do sprzątania tygodniowej kociej kuwety, to wydaje mi się, że nie ma sensu się męczyć, co dzień po 8 godzin.

Etat

Co dzień, nie licząc weekendów i świąt. Co dzień po 8 godzin pełnych męki i ubolewania nad własnym losem. Jeśli coś raz nie wyszło, drugi raz też nie, to raczej nic się nie zmieni. Nie dostanę nagle olśnienia, błogosławieństwa i nagle stanę się mistrzem, wizjonerem, sławnym specjalistą, który jest najlepszy nie tylko w całej wsi ale i świecie. Nie. Trzeba zwyczajnie podziękować i spróbować w czymś co jest bardziej po drodze z posiadanymi predyspozycjami.

Niewiele osób potrafi iść do zupełnie nowej branży i wejść w nią z przytupem.

Chociaż w sumie wielu z nas na to czeka. Począwszy od dziecka wszystkie dziewczynki, jak oglądały bajki z księżniczkami, to cały czas marzyły o tym by spotkać tego księcia. I nagle idąc do warzywniaka po buraki spotkały swojego partnera na całe życie, tego wyśnionego i wymarzonego. On oczywiście o tym nie wie. One się w nim kochają rzucają wszystko i naprawiają się dla niego ale on nadal nie wie o ich istnieniu. I nagle! Boom! On idzie ulicą i upadła mu cebula, ona ja podniosła, a on z tej całej wdzięczności się w niej zakochał i po tygodniu byli już szczęśliwym małżeństwem.

To właśnie na tym polega, dlatego bajki są przedstawione w taki sposób. Tak samo życie człowieka jest w taki sposób przedstawiane. Masz granice i kiedy dochodzisz do jej bram, to to co jest dalej zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Twoje szczęśliwe zakończenie leży tylko i wyłącznie w twoich rękach.

Czy to że pójdziesz na taką rozmowę o pracę i czy się w ogóle na to zdecydujesz, bo właściwie nie każdy ma ochotę i chęć na to by iść do kogoś i pracować choćby jeden dzień za darmo. Czasami ten okres próbny trwa znacznie dłużej, to w sumie jest taka nadzieja i szansa dawana dla obu stron.

Czy zaiskrzy?

Jeśli zaiskrzy to super, bo być może ten jeden dzień zostanie wynagrodzony na koniec miesiąca, może jakaś premia, bony, wino, no cokolwiek. Od ciebie to zależy, ile z siebie dasz i czy się sprawdzisz. By twoja praca nie była wykonywana „jakoś” tylko „super”.

Trzeba być dobrym, szczęśliwym i spełnionym człowiekiem, we właściwym miejscu i czasie

Szczęście jest ważne w życiu, ale czy opłacimy nim rachunki? Nie!

Doświadczeniem? Też nie!

Można być szczęśliwym, wykształconym z doświadczeniem i bezrobotnym

Jeśli idę na rozmowę o pracę i wszystkie warunki mi opowiadają, a ktoś proponuje darmowy dzień próbny, to dlaczego nie? Warto spróbować. No chyba że chcesz ale nie chcesz.

Ponad pół roku temu uczyłam taką dziewczynę obsługi programu. Szukała pracy, przyszła na rozmowę, przyszła na dzień próbny, więc wykonała już spory kawałek. Jednak na tym dniu próbnym tak strasznie narzekała i użalała się nad sobą, że ja już wiedziałam, że to nie jest właściwa osoba na to miejsce. Dopiero tutaj nasze drogi się rozeszły.

Nie mam z tym problemu by pójść na darmowy dzień próbny czy wykonać jakieś drobne zadanie za darmo by pokazać jak wygląda ze mną współpraca.

Warto dawać szansę.

Każdemu.

Dodaj komentarz