Zdalna praca dla każdego

Od jakiegoś czasu przeglądam różnie ogłoszenia z pracą którą można wykonywać zdalnie, kontaktuję się z różnymi osobami  i wiesz co? Nie jest to takie kolorowe jak mogłoby się wydawać.

Ogłoszenie brzmi tak, że wzbudza w człowieku wrażenie i jakieś takie wewnętrzne poczucie, że właśnie przed nim rodzi się możliwość i szansa aplikacji do pracy marzeń. Przystępna, dodatkowa, przyjemna, ciekawa, więc kontaktujesz się i dowiadujesz że twoim zadniem będzie „zjadanie” owoców i warzyw w kapsułkach. Współpracę możesz rozpocząć na dwa sposoby. W obu musisz zapłacić za te produkty i je „zjadać”. 100 zł miesięcznie i namawianie, a nie przepraszam nie namawianie, a rekomendowanie tego cudownego produktu innym na własnym koncie na FB. Swoją drogą dostałam zaproszenie do jakiejś tajnej grupy i oznaczona w niej pod jakimiś filmikami z dziewczyną i jej niechlujną wymową. Powiem szczerze. Było ciężo. Z bólem serca udało mi się obejrzeć oba filmy. Kobieta która w samych superlatywach wypowiadała się o produktach tej marki z taką manierą i zaciśniętą szczęką  wymawiała „Marketing” czy „Networking”, że oczami wyobraźni widziałam Krupę i jej „Tap Madl”. Dodam że w ciągu 20 minut filmu powiedziała około 120 razy „zjadać”. Nie, nie „jeść”, „konsumować”, „zjeść”, itd. Zawsze, tylko i wyłącznie „zjadać”.

Tajemnicze konta bankowe

Jest też druga grupa ludzi, którzy piszą wyniosłe ogłoszenie, a sama praca ma polegać na zakładaniu kont w bankach i szukaniu osób które zrobią to samo. Oczywiście od razu dostaje się link na który trzeba wejść razem z instrukcją jakie konto założyć. Dostałam też informację, że owe konto mogę usunąć już po 2 miesiącach i nie będę na tym stratna. Zadaniem w tej pracy jest chyba głównie wyszukiwanie w sieci naiwnych młodych osób, a pod nazwą „nowa praca” jest tylko i wyłącznie wciskanie nikomu niepotrzebnych produktów bankowych.

To już w sumie chyba lepiej zostać telemarketerem.

Z tymi duszyczkami człowiek ma kontakt telefoniczny i słucha jak pięknie recytują wyuczone regułki i łamacze języków. Długie i wyszukane zdania, które mają zachęcać i podjudzać do zakupów, a zwykle powodują rzucanie słuchawką. Sztuczne przemowy i przekonywanie na siłę do drugiego numeru, odkurzacza, komputera, telefonu, itd. Ja szczerze podziwiam osoby, które faktycznie się z tego utrzymują, bo wydaje się że ciężko przekonać nieznajomych ludzi do oferowanych dóbr. Musieli chyba długo nad tym pracować, bo muszą w jakiś magiczny i kreatywny sposób każde „nie” przekuwać w „tak”.

Mnie osobiście bardzo denerwują takie telefony, a zwłaszcza gdy mówię „nie dziękuję”, a postać po drugiej stronie, która mówi że dzwoni z ul. Postępu w Warszawie równie dobrze może dzwoni z budki z frytkami stojącej na końcu Twojej ulicy. Wszyscy kłamią. Taka pointa tego akapitu. Nie ufaj telemarketerowi, który do Ciebie dzwoni możliwe że z Wygwizdowia Dolnego i oferuje Ci willę. Może i willę dostaniesz ale do spłaty w ratach albo na pocztówce z Tunezji.

Co jeszcze mnie irytuje?

To że mówię takiemu delikwentowi że nie chcę, nie potrzebuję, nie mam czasu na pierdoły i tłumaczenie się, a ktoś mnie ciągnie za język. Na siłę i wbrew mojej woli. To będzie za mocne co teraz powiem, ale czuję się jakby ktoś chciał mnie za mój stary wiosenny płaszcz zaciągnąć w pobliskie krzaki. Nie lubię się czuć wykorzystywana i dręczona. Lubię się dobrze czuć w moim życiu. Rozumiem w pełni że to czyjaś praca i ktoś musi to robić ale wydaje mi się, że musi się znaleźć jakaś osoba, która dla tych ludzi zrobi dodatkowe szkolenie z taktu i poczucia stylu w rozmowie.

Przykładowo dziś. Dzwoni do mnie człowiek i mówi „Dzwonię do pani w sprawie domeny esprawnuki, która się kończy 20 marca”. Odpowiadam panu że chodzi mu chyba o „eSprawunki”. Pan że owszem i znowu powtarza „esprawnuki”. Mówi że niezapłacona i że chciałby mi zaproponować jakieś super oferty przedłużenia i cudów na kiju. Niestety pan się rozłączył w połowie mojego zdania. Dlaczego? Może byłam zbyt nieprzyjemna, ponieważ odpowiedziałam „Dzwoni pan do mnie nie wiem skąd, a nawet nie wiem jak się pan nazywa, bo się pan nie przedstawił. Dzwoni pan do mnie w sprawie i właściwie nie wie w jakiej, bo myli pan nazwę firmy do której wybiera numer, a na koniec proponuje pan mi korzystną ofertę na coś co jest już zapłacone” i pan mi tu strzelił słuchawką. Wiesz, może to ten pedantyzm w obsłudze klienta albo niechęć do oszołomów ale zwyczajnie nie lubię jak mi ktoś zajmuje czas, a właściwie nie powinien tego robić. Jestem w stanie zrozumieć że gość wykonuje takich telefonów 100 dziennie i mógłby się pomylić ale bez jaj. Czytał nazwę mi do słuchawki dukając. Skomplikowana nie jest. Jest po polsku. Prosta, łatwa, przystępna. Dobra nie czepiam się już. Zmęczony był.

Czy telemarketer może się sam rozłączyć w czasie rozmowy nawet jeśli nie jest obrażany ani nie są wykorzystywane niecenzuralne słowa? Mi się to ostatnio zdarza coraz częściej. Panienki z urażonymi dumami albo panowie z piskliwymi głosikami, którzy pewnie po odłożeniu słuchawki przeczesują swoimi cieniutkimi paluszkami swoje długie farbowane włosy i mówią, że jestem jędzą.

Jestem świadoma, że wydzwaniają do mnie tak często bo mam sklep internetowy i to przecież jest super pretekst żeby zaoferować mi wiatr z pola i igłę ze stogu siana, którą muszę sobie sama poszukać. Zdecydowanie wolę dostawać SPAM niż odbierać takie telefony od natrętów i rozkapryszonych, sfochowanych dzieciaków.

Musisz chcieć skoro starasz się o pracę

Od kliku dni rozmawiam z pewną młodą damą na Facebooku. Owa dziewczynka bardzo chce żebym założyła Skype. Zaproponowałam, że możemy porozmawiać przez telefon albo jak już musi mi coś pokazać, to może mi to przesłać mailem. Okazało się, że nie możemy, bo przez telefon tego nie załatwimy. Zapytałam czy to chodzi o to że musi mi coś pokazać na żywo w czasie rozmowy, to odpowiedziała że „nie”. Generalnie nie używam Skype i nie potrzebuję. Robiłam do tego programu kilka razy podchody ale niestety do mnie nie przemawia i za każdym razem usuwam. Zwyczajnie między nami nie zaiskrzyło i nic nas nie łączy. Dziewczynka mi odpowiedziała, że jest to oferta pracy, a skoro ja nie mam ochoty założyć Skype żeby z nią porozmawiać, to ona mi chyba podziękuje. Czasy mamy dziwne. Teraz już nie wiadomo czy ktoś nie ma pieniędzy na koncie czy zapomniał, że telefon nie służy tylko do robienia selfie, obsługiwania Instagrama i Facebooka ale też do rozmawiania.

W taki sposób sobie podziękowałyśmy. Czy marudzę? Nie. Do zwykłej rozmowy wystarczy telefon i jest zdecydowanie wygodniejszy niż rozmowa na Skype zwłaszcza, że z internetem różnie bywa i czasami słyszy się pół jednego słowa z długiego zdania. Próba wymuszenia założenia aplikacji jest tak samo mile widziana jak dostawanie maili od potencjalnego pracodawcy z zaproszeniem na rozmowę o pracę. Najlepiej jeszcze tego samego dnia.

Niesamowite i wyjątkowe programy inwestycyjne

Są jeszcze programy w których trzeba najpierw zainwestować by później móc coś wyciągnąć. Zwykle to ok. 15-20 $, a co ciekawe ludzie się jakoś na to chętniej godzą niż w przypadku gdy ktoś im mówi że mają zainwestować 80-100 zł. Wymyślają wtedy 200 powodów dlaczego taka inwestycja jest zła i starają się przekonać kogoś i siebie, że to wyrzucanie ciężko zarobionych pieniędzy w błoto. Może nie znają kursu walut albo tak działa na społeczność możliwość zarabiania w obcej walucie, mimo że nikt nie może im zagwarantować że odzyskają włożone wcześniej pieniądze.

Wisienka na torcie – prawie jak czarny las

Dostałam ofertę pracy od jakiegoś dziwnego człowieka, który sam się do mnie odezwał, ponieważ poszukiwał kogoś do nauki masażu stóp. Koniecznie musi to być kobieta z ładnymi stopami. Co ciekawe, to pan płaci za możliwość wykonania masażu. Ja oczywiście popłynęłam w swojej wyobraźni o co tak naprawdę chodzi z tym masażem, bo nawet panie które się uczą robić paznokcie chcą żeby im zapłacić nie za ich czas ale chociaż za wykorzystane materiały. Tutaj pojawia się zwykle ciekawa niespodzianka, bo cena od kobiety która się uczy i takiej która robi paznokcie od lat jest zwykle taka sama 50 zł. Zapytałam kiedyś dziewczynę która od dawna robi paznokcie i bierze tyle samo, dlaczego tak jest. Odpowiedziała że to jest zwykłe zawyżanie ceny, a możliwe że dziewczyny się tak tłumaczą jakby im coś nie wyszło. W sumie racja. Najłatwiej odpowiedzieć „nie wiem, nie znam się, dopiero się uczę”.

Czy warto szukać dalej?

Owszem! Może uda mi się znaleźć w końcu ciekawą dodatkową pracę w której zamiast wydawać czy dokładać do interesu będę mogła na nim zarabiać czy dorabiać. I co równie ważne by zapłata za pracę była adekwatna do zainwestowanego czasu.

Uda się?

Myślę że przyjdzie na to odpowiedni moment w moim życiu.

Wiara czyni cuda.

Podobno.

Dodaj komentarz