Zaproszenie do grona „znajomych”

Mieszkam w Krakowie od września 2009 roku, bo przyjechałam tu na studia. Wtedy kilka osób z mojego liceum odwróciło się do mnie plecami, bo niby chciałabym być taka światowa i cudowna. Kiedy wracałam do Bielska na weekendy, urlop, święta, itd. i wychodziłam z domu po przysłowiowy chleb, to spotykałam na swojej drodze te osoby i odwracały ode mnie wzrok. Udawały że mnie nie znają. Teraz po tylu latach zapraszają mnie do znajomych. Czy to ma jakiś sens? Jeśli kogoś nie toleruję, nie chcę znać, omijam, to robię tak w każdym aspekcie mojego życia. Bez owijania w bawełnę, sztucznego cudowania i malowania palcem po wodzie.

Jak to sobie ludzie wyobrażają, że tutaj odwrócą się do mnie dupskiem kiedy stanę obok nich przed kioskiem w kolejce po bilet, a kiedy wrócą do domu, to polajkują mi zdjęcie i napiszą, że świetnie wyszłam? Ile jest takich osób, które się chcą wybrać na kawę, piwo czy sok i tak odwlekają, odwlekają, odkładają i zmyślają. To jest takie zwykłe oszukiwanie i okłamywanie nie tyle kogoś, co samego siebie.

Wczoraj oglądałam taki serial i tam pan powiedział „pójdę z tobą na piwo ale najwcześniej za pół roku, bo teraz mam za małe dziecko”. I wiesz co pomyślałam?

Wódki mu dać!

Ile już razy się spotkałam z tym, że proszę czy pytam kogoś o coś, a ktoś mi lejąc wodę obiecuje gruszki na wierzbie. O zgrozo, aż nie chcę liczyć i wysilać się na wspomnienia. Ile razy ktoś się do mnie odezwał i umawiał. Tylko po to by odwołać w ostatniej chwili? Ach! Ale wiesz co w tym wszystkim jest najlepsze?

Kłamstwo ma krótkie nogi. Właściwie, to ma takie nibynóżki. Wydaje Ci się że stworzyłeś coś dobrego, stabilnie stojącego na nogach i puszczasz, to w eter, a to po chwili do ciebie wraca jak mokra plama po przejechanym pomidorze.

Chcesz być kimś, to bądź kimś i nie oszukuj siebie i innych.

Wierzę w karmę. Wierzę w to że zarówno dobro jak i zło do mnie wróci. Nie mam zamiaru kłamać i kombinować. Jeśli nie mam zamiaru gdzieś iść to nie idę. Ba! Nawet nie mówię że pójdę. Mówię szczerze jak jest.

Świat jest wielki i każdy z nas powinien w nim odnaleźć siebie i swoje miejsce na ziemi. Najlepiej stabilne. Jeśli jednak takie nie jest, to małymi kroczkami trzeba dążyć do tego by było idealne.

Niby ideały nie istnieją, a jednak każdy ma swój.

Broni go niczym mój kot swojej tasiemki, która została mu podarowana od rozpakowanej paczki zaraz po dostarczeniu przez kuriera. Może była świeża i stąd takie przesadne zachowanie. Kiedy się nią nie bawi, to odkłada sobie w ustronne miejsce, a robi to tylko po to by z pełną pompą wyciągnąć w odpowiednim momencie, wybiec i wyłudzić zabawę mimo że człowiek ora nosem po kołdrze i walczy z zamykającymi się powiekami.

Kot ma na imię Gotham.

Tak, uwielbiam Batmana.

Kot ma na imię Gotham, ponieważ zawsze chciałam powiedzieć: „Muszę wracać, bo Gotham mnie potrzebuje”.

Co ciekawe większość z ludzi z mojego liceum zdawało na maturze geografię, a jakoś nie przyszło im do głowy, że z Krakowa do Bielska jest niecałe 100 km i że świat nie zaczyna się w Krakowie, a w naszych głowach.

Wszystkie granice są w nas.

Kiss. Peace and Love!

Dodaj komentarz