Zakupy spożywcze w mieście

Gdzie najlepiej robić zakupy spożywcze?

Doskonałe pytanie, które powinno być skierowane do każdego o różnych porach dnia i nocy oraz w różnych stadiach upojenia alkoholowego czy po innych używkach – czekoladzie, kawie, książkach, itd. W końcu każdy z nas jest konsumentem, mimo że nie każdy lubi zakupy.

Skąd wzięłam akurat taki temat?

Szukam sobie dodatkowej pracy. Wiadomo są wakacje, a ja mam własną działalność, więc mogę wykorzystać obie sytuacje i je owocnie połączyć. Zwłaszcza, że pod koniec lipca jedziemy nad morze. Polskie morze, więc bez szaleństw. Chociaż już kilka razy słyszałam, że plebs jedzie za granicę, a szlachta zostaje i jedzie nad nasze morze albo w góry.

Wiesz. Powiem to raz, konkretnie i prosto z mostu -> gówno prawda.

Dlaczego w taki sposób? Łatwiej dotrze niż bajerowanie i gdybym tworzyła do tego śmieszną ubraną w cudowne kolorowe wyszukane słowa historię, jak to pięknie jest w Polsce i jak to cudownie jest za granicą. Uważam że każdy z nas powinien zwiedzać świat, bo to otwiera oczy. To już nie są te czasy, że wszystko co z Ameryki jest lepsze, z Chin dobre, a z Polski beznadziejne. Wszystko wraca do normy i na szczęście (w końcu!) zauważyłam, że coraz więcej ludzi woli sięgać po nasze produkty. Jeść nie tylko, to co drogie i ładne, ale też to swojskie.

Przez bardzo długi czas patrzyłam jak ludzie wokół mnie ładują do koszyka tylko najdroższe produkty, bo podobno takie są najlepsze. Ja tam wolałam iść pod halę i kupić od pomidorowego pana kilogram różnych pomidorów i mieć z głowy. Jeść pyszne warzywa, które mają cudowny smak. Inni chodzili do sklepów ze zdrową żywnością. 🙂 Kochani. Ja Was wszystkich bardzo lubię i szanuję ale nawet na takim Nowym Kleparzu w Krakowie jest miła starsza pani, która sprzedaje produkty ze swojego ogródka i dobrze się z tym ma. Ja ją uwielbiam.

Czy ona mnie okłamuje? Możliwe. Nie wiem.

Zaufałam jej i nie jest mi z tym źle. Jem produkty, które smakiem przypominają mi te z dzieciństwa. Dokładnie takie jak te, które jadłam spędzając wakacje u rodziny na wsi. Oczywiście nadal jest spore grono osób, które po zamknięciu Almy nie wiedzą gdzie robić zakupy, bo przecież Alma to była najwyższa półka, a teraz to niewiadomo co zrobić.

Głodować!

Ja nie mam zamiaru.

Obok mnie jest taka mała Żabka. Sklep, jak sklep mogłoby się powiedzieć ale nie! Ta Żabka to miejsce do którego strach wejść. Pierwszą myśl jest bałagan ale to nie koniec. Tam jest wszystko, to co przychodzi Ci do głowy myśląc o sklepie z najgorszych koszmarów. Snów które mogą budzić w nocy największych konsumentów, pedantów i zakupoholików.

Jest bałagan.

Syf okropny, że aż ciśnie się na usta słowo burdel. Brakuje produktów na półkach. Wygląda jakby przeszło tam tornado. Ceny są porozrzucane na oślep. Weszłam tam dziś tylko po masło, a musiałam sobie sama otworzyć fabryczny karton ciśnięty na sam koniec tej wielkiej lodówy i wyciągnąć kostkę masła. Spojrzałam na datę i okazało się być przeterminowane. Jaka cena przy nim była? Mleko UHT 3,2% –  2,20 zł. Tadam! Kraków to studenckie miasto, więc od wejścia witają nas kraty z piwami i jedynym miejscem w całym sklepie, gdzie są pełne półki to lodówka z alkoholem. Sam stan wizualny to jeszcze nic. Wchodzę do sklepu. Jest pusto, tylko ja i pani za ladą. Spojrzałam na nią i powiedziałam „dzień dobry” ona spojrzała na mnie i nic. Zero. Nawet powieka jej nie drgnęła, kącik ust nawet nie podniósł się o milimetr w choćby subtelnym uśmiechu. Nic. Wzięłam inne masło znalezione między serem żółtym, a parówkami podeszłam do kobiety z zapytaniem czy może mi podać cenę, a ta wyrwała mi to masło z ręki, coś pisnęło i cisza.Tak sobie stałyśmy w tej ciszy oczekując.

W końcu po chwili zapytam raz jeszcze „Ile kosztuje to masło?”, I co usłyszałam? „Przecież widać cenę!” Och! Ja uwielbiam takie zmęczone życiem kobiety, które swoją frustrację przelewają na zupełnie obce osoby. Postanowiłam odpowiedzieć tym samym tonem, bo jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. „ Może i widać lecz ekran jest odwrócony w pani stronę, a ja nie mam zdolności paranormalnych i nie umiem czytać w myślach”. Dogadałyśmy się w końcu. Ja wzięłam to masło, bo potrzebowałam, a dziś jest święto, więc Maciek zamknięty, a we Freshu do ceny masła doliczyli chyba połowę dniówki pani na kasie.

Jedno w tym wszystkim jest pewne.

Pilnować trzeba się wszędzie i żyć zgodnie ze sobą

Można powiedzieć, że kobieta sfrustrowana, bo jest święto i ona musi być w pracy, a ja sobie według niej zbijam bąki i przychodzę, zawracam jej głowę i chcę tylko głupie masło. Mogłaby tak pomyśleć. Jednak ja kupiłam to masło i wróciłam do mojej listy rzeczy do zrobienia na dziś by móc w przyszłym miesiącu kupić sobie kolejne masło, zapłacić rachunki, kupić smakołyki dla kota i pojechać nad morze.

Każdy orze jak może.

Zmienia się tylko poziom kultury i taktu.

Czasami dzieli nas przepaść.