Za darmo, to za drogo

Pomóż komuś i obniż cenę, a on Ci powie, że to i tak za drogo i poprosi o jeszcze mały rabat. Takie już mamy czasy, że za usługi pana Złotej Rączki trzeba zapłacić, gorzej jak to jest pan związany z budowlanką, co to nie jedno przeżył i doświadczenie sprawiło, że lepiej widzi po małym piwku.Dodatkowe koszty

Do tej koperty wypchanej złotówkami trzeba doliczyć jeszcze ze skrzynkę alkoholu. W końcu usługi mają, to do siebie, że trzeba za nie zapłacić z określonego budżetu, w którym usilnie człowiek chce się zmieścić. Jeśli dodatkowym kosztem powodującym nadszarpnięcie budżetu jest nowy kran, logo czy opisy na stronę główną, to jakoś łatwiej przychodzi przekroczenie tej „niewidzialnej” linii i uszczuplenie konta jednak, jeśli chodzi o dorzucenie jakiejkolwiek kwoty tylko po to żeby nasz specjalista mógł zamoczyć usta w czymś innym, bo inaczej nie wie czy ściana jest prosta, a logo ładne albo czy pisany tekst ma sens, to chyba czas najwyższy poszukać innego speca. Nie, nie skazuję na bezrobocie wszystkich, którzy w czasie pracy twórczej w domowym zaciszu wypiją sobie piwo czy lampkę wina, jednak umiar ma znaczenie.

Niestety jest spore grono ludzi, którzy za dodatkowy koszt uważają już samo poszukiwanie człowieka, który coś dla nich zrobi niezależnie, co by to było nawet, jeśli nie mają o tym zielonego pojęcia już na dzień dobry pojawia się w ich głowach neon „dlaczego tak dużo?”, który ich gnębi i wyniszcza powoli, bo dlaczego mają za coś płacić. Łatwiej poprosić kogoś po znajomości, która jest stara wyłącznie z samego powiedzenia. Magiczne słowo „płacić” jest ciężkim orzechem do zgryzienia, a powiedzenie znajomemu, że nie będzie się dla niego pracowało za darmo często nie przychodzi tak łatwo.

Blokada i suchość w gardle

Jakby się tak głębiej nad tym zastanowić, to powinno być łatwiej, skoro osobę zna się od lat i doskonale wie jak reaguje na różne nawet najdziwniejsze sytuacje no, ale.. Propozycja wymiany oko za oko, ząb za ząb… Tylko czy za to oko lub za ten ząb uda się kupić chleb? Masło? Bigos? Brokuły? Mięso? Waluta bywa rożna, a zarobienie na drobne przyjemności jak masło do chleba jest potrzebą. Klient potrzebuje usługi, a my potrzebujemy pieniędzy, więc powinno nam się łatwo zgrać. Pozornie, bo przecież wydzieracie klientowi ostatni grosz, bo, za co on zatankuje swojego mercedesa? Absolutny brak serca.

„Skoro już wyceniłeś, to teraz wyjaśnij, dlaczego chcesz za to tak dużo? Przecież, to dla Ciebie chwila roboty.”

Ile czasu trzeba poświęcić, żeby to faktycznie była chwila? Ile książek, lat, korepetycji, nerwów, kursów, godzin, zarwanych nocy i wyrwanych włosów? Tego już nikt nie przelicza, nie dodaje, nie pamięta o tym, że człowiek nie rodzi się z fachem w ręku. Musiał poświęcić ogromną część swojego życia, by móc coś zrobić szybko, sprawnie i konkretnie, a nie męczyć się z tym przez pół roku.

To nie takie proste

Rok temu znajomy zwrócił się do mnie o pomoc w napisaniu jednego z dłuższych tekstów jego życia, a jak twierdził „polski zawsze słabo szedł”. Dogadaliśmy się wstępnie i wszystko szło w miarę, do momentu pierwszych poprawek. Doszło do sytuacji „płacę, więc wymagam”, ściąganie mnie do domu przed komputer tylko, po to by dodać przecinek. Dla niego, to pewnie był wysiłek nie z tej ziemi, czego nie rozumiem. Myślcie, co chcecie, ale nie rozumiem. Klient, to klient i taka „obsługa” ma swoje dobre i złe strony, jednak dodatkowe przywileje i ogromna zniżka wydawało się, że będą działały w dwie strony. Miała być współpraca, a wyszło jak zwykle. Na koniec podczas rozliczenia usłyszałam „jestem biednym studentem i nie mam pracy, weź obniż jeszcze cenę” i wiecie, co sobie wtedy pomyślałam? Zaczęłam żałować, że w ogóle podjęłam się tego zlecenia. Trzeba mieć tupet. Dlaczego? Czas jest cenny, jeśli pracuję nad czymś większym przez dłuższy okres czasu, to zdarza się, że brakuje mi go na inne prace, a co za tym idzie saldo konta zwiększa się z mniejszym impetem. Poświęcam swój czas i obiecuję gruszki na wierzbie. Czas był, gruszki też porządne, a co w zamian? Niedocenienie. Brak jakiejkolwiek ogłady. Mój neon zaczął świecić jaśniejszym światłem i nie zgodziłam się na obniżenie ceny w zamian za nagranie większej ilości kontaktów. Pracowanie za darmo, bo ktoś da mój numer kolejnej osobie i ta kolejna osoba powie tak samo. Będę harować jak wół, a moją zapłatą będzie „dam Twój numer…”. Może nie jestem książkowym przykładem konsumenta idealnego, ale za coś żyć trzeba. Słowami się nie najem i nie ubiorę.

Obraza majestatu

„Nie pracuję za darmo, nie rusza mnie, to że studiujesz ani to, że nie masz pracy, trzeba było o tym myśleć wcześniej. Dogadaliśmy się i ja się wywiązałam z danego słowa, teraz Twoja kolej.” Seria fochów i błagania, bo biedny student. Serio? Pojęcie biedny student już dawno straciło na wartości. Poza tym wystarczy wejść na byle, jaki portal z ogłoszeniami, gdzie znajdzie się kilkadziesiąt ofert pracy, bo studenci są na topie. Fakt łatwiej troszkę pożerować na czyimś sumieniu i prosić o zniżkę zniżki i jeszcze jakiś mały rabacik. Czas najwyższy iść do pracy i nie być już „biednym studentem” użalającym się nad własnym losem i narzekającym na brak czegoś, co jest na wyciągnięcie ręki.

Urzekła mnie Twoja historia

Nie jest tak, że za każde kiwnięcie palcem każę sobie płacić, zdarza się, że pracuję za darmo. I ku mojemu zaskoczeniu nawet w takiej współpracy można zostać oszukanym ciekawe zjawisko prawda?  W wakacje zwrócił się do mnie pan w średnim wieku, który prosił mnie o napisanie opisów na stronę jego cukierni w zamian za próbki ciastek, których się w końcu zrzekłam. Cukiernia z tradycjami. Pan zaraz po odebraniu ode mnie maila z tekstami już się do mnie nie odezwał, zapadł się pod ziemię, moje teksty owszem pojawiły się po jakimś czasie na stronie, ale co z tego? Dziwne uczucie dać tekst do wglądu, a w zamian uzyskać ciszę i później zobaczyć, to w Internecie. Czy to jest coś na kształt kradzieży? Moja pomyłka i porażka? Tym razem nie było tej radości oglądając swoje dzieło w „obcym” miejscu, pojawił się niesmak i zwątpienie w ludzi.

Czy za darmo, to już za dużo i trzeba dorzucić coś jeszcze dla wyrównania nieistniejącego rachunku, żeby biorącemu się opłacało, a dający przecież zrobi, to w pięć minut, więc co mu za różnica czy zrobi 5 czy 20.

 

My tu gadu gadu, a pracować trzeba.

 

Link do zdjęcia: http://www.flickr.com/photos/usnationalarchives/3904009716/