Wybór współpracowników i pracowników

Czy zdajesz sobie sprawę ile nerwów może napsuć źle dobrana księgowa? Ja się o tym przekonałam na własnej skórze i generalnie wszystkim dookoła radzę się teraz zastanowić dwa razy nad swoim wyborem.

Do pewnych rzeczy trudno się przyznać ale do innych czemu nie.

Właściwie, to ja mam zawsze „czemu nie”, człowiek się uczy na własnych błędach, a ja nie mam problemu z opowiadaniem o nich, bo i dlaczego?

Wybrałam sobie złą księgową, która na dzień dobry chciała ode mnie 300 zł, za początek współpracy i co miesiąc coś tam sobie gmerała ale bez przekonania i bez celu. Na zadane pytania łaskawie odpowiadała po tygodniu i to w taki sposób, że właściwie nie odpowiadała, a naprowadzała na cel.

Zwykle na własną rękę znajdywałam już odpowiedź albo pytałam innych mądrych głów. Faktury też sobie sama wystawiałam. Ona mi właściwie wysyłała maila raz w miesiącu ze swoją fakturą i mailem ile wynosi ubezpieczenie zdrowotne, a ile społeczne.

Rozstałyśmy się z jej fochem i małymi groźbami, ale co mi to?

Niechaj jej się dobrze wiedzie i niech się owocniej ogłasza, bo chyba marniutko idzie. Jednak to nie moja sprawa.

Te wszystkie nieporozumienia chyba trochę wynikają z mojego zachowania czy raczej punktu wyjścia. Zatrudniłam ową kobietę niemal na początku prowadzenia własnej działalności gospodarczej, a więc nie chciałam w swoją DG ładować więcej niż zarabiam, bo sam ZUS, co miesiąc trochę boli. Już nie tak bardzo jak na początku ale zawsze.

Od tamtej pory coraz uważniej zwracam uwagę na to z kim współpracuję i wyraźniej staram się stawiać granice. Dlaczego?

Swoją działalność prowadzę z własnego domu i kiedy ktoś stara się mnie wyprowadzić z równowagi, to nie bardzo mam jak tą złość wyładować. Inaczej mają ludzie, którzy wracają ze swojego etatu do domu, bo nawet idąc na piechotę czy jadąc rowerem mają chwilę czasu na spalenie złości.

Cóż!

Nie wszystko jest dla każdego ale każdy sobie może pozwolić na wszystko.

Widzisz, powoli staram się rozwijać własną markę i rozglądam się za osobami z którymi mogłabym współpracować. W pierwszej linii jest oczywiście Ojciec Sukcesu i moja rodzina. Wiem, co mówią o wychodzeniu z rodziną na zdjęciach. My na szczęście nie mamy zbyt wiele rodzinnych zdjęć, więc taka „przyjemność” nas ominęła przez te wszystkie lata.

Poza tym już kilka razy szukałam ludzi do pomocy i wiem jak chętnie się zgłaszają. Właściwie to chętniej wyciągają rękę po pieniądze niż po zadania do wykonania. Nie mam zielonego pojęcia skąd to się w ludziach bierze ale niestety tak to wygląda i to już od dłuższego czasu.

Ja od siebie na koniec dodam tylko byś nawet kilka razy sprawdzał kto się do Ciebie zgłasza, bo zgłaszać się mogą różni ludzie i nie od wszystkich znajomości można się tak łatwo wyplątać.

Dodaj komentarz