Współpraca z blogerami… barter?

Jakiś czas temu rozmawiałam z Ojcem Sukcesu odnośnie blogerów, którzy wyciągają do firm swoją chłonną dłoń i otwarte konta bankowe.

Śmialiśmy się z tego, że każdy teraz chce być popularny i być kimś więcej niż tylko człowiekiem wstającym, co dzień na 9 do pracy i wracający z niej po 8 godzinach cudownego i jakże wygodnego etatu. Większość chciałaby być w jakimś stopniu popularna chociaż może nie aż tak by być rozpoznawalna na ulicy podczas sobotniego spaceru do Żabki po ziemniaki do obiadu.

Takie mamy czasy, że każdy chciałby być kimś ale nie każdy wie jak to osiągnąć i ima się różnych dziwnych rzeczy na oślep. Ludzie szukają i chwała im za to. Może akurat mi się uda. Nie mam nic przeciwko temu.

Problem się pojawia dopiero w momencie, kiedy człowiek liczy na pieniądze i to duże pieniądze, a nie daje nic od siebie. Osobiście nigdy nie pisałam do firm czy marek by prosić o produkty, które mogłabym ponosić, stosować przez chwilę (albo udawać jak to się zdarzało naszej blogerskiej śmietance z salonów) czy poużywać. Fajnie by było, no ale… Wychodzę z założenia, że jeśli już w mojej (nazwijmy to roboczo) karierze nastąpi moment kiedy będę coś sprawdzała i opisywała, to ktoś się odezwie do mnie pierwszy z dobrymi chęciami i pomysłem na współpracę. Będę wtedy czuła, że osiągnęłam ten moment w którym piszę dobrze i świetnie się to czyta, a poza tym ktoś mnie gdzieś tam znalazł w eterze i docenił.

Oczywiście zawalam w tym momencie, bo mogłabym podsyłać swoją cudowną pstrokatą ofertę do każdej firmy i oferować gruszki na wierzbie. Mogłabym. Mogłabym też wciskać Ci mojego bloga do czytania przy śniadaniu, obiedzie, kolacji czy podczas jazdy tramwajem, autem, rowerem, itd. Nie robię tego, bo wiem, że co za dużo to nie zdrowo. Nie piszę na siłę ale wtedy kiedy czuję, że to jest to.

Niestety tak już mam.

Dbam o Twój i mój wzrok, a także o to byś z większą chęcią do mnie wracał i nie musiał się przekopywać przez bezwartościowe treści.

Do czego zmierzam.

Wczoraj napisały do mnie dwie blogerki, które weszły na stronę mojego sklepu i postanowiły złożyć    mi ofertę współpracy. Niekorzystnej dla mnie pod każdym względem. Chciałyby dostać ode mnie produkty i je testować. Na koniec wrzucić krótki wpis z linkiem do sklepu. Ekstra. Tylko jak można testować wiklinowy koszyk, chustecznik albo herbaciarkę? Nie żebym była zamknięta w jakimś ograniczonym pudełeczku ale kurcze no nie wiem jak.

Nikomu niczego nie zabraniam i generalnie fajnie, że wyciągają po coś swoją dłoń ale główny problem polegał na tym, że dziewczyny wysłały do mnie oficjalnego maila z ofertą w której było tyle błędów, że aż ręce opadały po czytaniu tego. Rozumiem że każdy popełnia błędy i nie każdy jest alfą i omegą ale przecież takie rzeczy powinny być idealne. Powinny takie być by przekonać adresata maila do współpracy. Ja przeżyłam szok i niedowierzanie. Pomyślałam sobie, że dziewczyny może bardzo chciały i na szybko do mnie napisały i stąd się wzięły te wszystkie błędy. Weszłam na linki do ich bloga, który mi wysłały i tam wcale nie było lepiej.

Wiem że każdy może być blogerem, bo to wcale nie jest wyczyn. Problem leży w tym, że taki bloger walczy słowem pisanym i tym przebija się do świata. Powinien zwracać uwagę na błędy i wszelkie niedoskonałości. Jakieś drobne gafy mogą się przytrafić. Jednak nie aż tyle. Zrozumiałe.

Dziewczyny zaproponowały mi też, że będą robiły profesjonalne zdjęcia. Te które miały wołały o pomstę do nieba. Kto teraz dodaje zdjęcia z nałożonymi gwiazdeczkami i rozbłyskami, które powodują odruch wyłączający stronę. 

Sama nie wiem. Najbardziej rozbawiło mnie rozliczenie. Dziewczyny chcą by wysyłać im produkty, one sobie je „potestują” wrzucą na bloga krótki wpis, możliwe że nakręcą jakiś filmik. Ktoś pomyśli podręcznikowy przykład barteru ale nie. Trzeba im jeszcze za to zapłacić.

Cennika nie dostałam.

Cytuję „Nasze zaangażowanie jest adekwatne do zaangażowania z Państwa strony”.

Reasumując… Daj co łaska… Ej! Dlaczego tak mało?

Oczywiście życzę im świetlanej przyszłości.

A co!

  • ~Paulina

    Powiem Ci,ze sama zamierzam rozpoczac wspolprace z kilkoma firmami z mojej miejscowosci. Czekam jednak az moja strona sie nieco rozwinaie,zamierzam rowniez zakupic lepszy aparat do zdjec.
    Trzeba umiec spojrzec na siebie krytycznie. Nie ma sensu leciec z motyka na slonce.

    *brak pl znakow,komentarz na szybko z telefonu 🙂

    • angelika

      Ja stosuję metodę małych kroczków i nie narzekam. 🙂

  • Jestem tego samego zdania. Uważam, że nie należy za wszelką cenę dążyć do rozpoznawalności. Ostatnio miałam propozycje współpracy za kupony 😉 od całkiem dużych firm. Z jednej strony poczułam zażenowanie a z drugiej trochę się ucieszyłam, że ktoś gdzieś wynalazł mojego bloga, którego prowadzę zaledwie od pół roku. Oczywiście, nie przyjęłam propozycji. Wychodzę z założenia, że jeśli „rozwinę skrzydła” przyjdą lepsze oferty. Nie wyobrażam sobie pisania do firm i oferowania współpracy na takiej zasadzie jaką opisałaś w poście. Pozdrawiam.

  • Ciekawy temat poruszyłaś. Rozbawiło mnie testowanie koszyczka wiklinowego, może ja mogłabym testować pamiętniki i pióra? A tak poważnie to opisane dziewczyny skojarzyły mi się z „gwiazdeczkami”, które po wygraniu lokalnego konkursu piękności chcą zawojować świat i rozsyłają swoje amatorskie zdjęcia do najlepszych agencji 🙂

  • Przepiękne opowiedziane z dużą dawką racji. Sam prowadzę od niedawna swój serwis zamkowy i sam jestem za tym, żeby nawiązywać kontakty z firmami, jednak nie wysłałbym propozycji współpracy z błędami. Z moich krótkich doświadczeń wynika, że firmy też nie są do końca w porządku. Albo w ogóle nie odpowiadają (co jest, wg mnie, najgorszym z możliwych rozwiązań), albo nawiązany kontakt z bliżej nieznanych powodów przerywają. I nie chodzi tu (przy najmniej u mnie) o testowanie produktów. Jak mam np. napisać informację o zbliżającej się imprezie, jak sam organizator na własnej stronie podaje lakoniczną wzmiankę i nie odpowiada na maile?

  • Ja chyba zostanę szarym bloguchem . nie potrafię się zmuszać do pisania za hajs 🙂 taka postać jaką mam bardzo mi odpowiada

  • Niestety, coraz więcej blogów powstaje przede wszystkim po to, aby na nich zarabiać. Ludzie piszą szybko, niedbale, byle więcej. Osobiście uważam, że nie jestem jeszcze na etapie zaczynania współpracy z firmami, chcę najpierw zbudować sobie grupę zaangażowanych odbiorców, którzy rzeczywiście interesują się tym o czym piszę, a dopiero później będę myśleć o współpracach 🙂

  • Zbieracze darów losu/ Kiedyś były żebrolajki, teraz są żebrodarylosu 😉

  • Doskonale wiem o czym piszesz. To jest przerażające, jak wiele osób chce otworzyć bloga tylko dla zysku. No i dzieje się, szybki blog na darmowej platformie. Do tego wpisy które wyglądają wszystkie tak samo – zmieniają się jedynie te „profesjonalne zdjęcia” z jeszcze bardziej profesjonalnymi graficznymi modyfikacjami, które zapierają dech w piersiach (jak mogłaś napisać, że powodują odruch zamykający stronę, hehehehe). No i jest blog. Sam dostawałem naprawdę wiele ofert odnośnie współpracy. Testowanie wikliny – tu Cię zaskoczę, jak ludzie za darmo dostaną to potrafią cuda zrobić.

    Jednak w całej tej zabawie bardziej boli mnie zupełnie inna kwestia. W środowisku blogowym siedzę już kilka lat – wielu osobom pomagałem, wielu tłumaczyłem, co za tym idzie – wiele akcji widziałem. I prawdę mówiąc – widząc podejście blogerek, do firmy / marki kiedy już dostaną „SWÓJ PRODUKT DO TESTÓW” po prostu jestem mocno zniesmaczony. Wiele razy słyszałem coś w stylu „Przysłali mi wózek” – niepotrzebnie zgodziłam się na filmik, teraz muszę im to zrobić. A efekt tej pracy jest na ogół powodujący wymioty, bo nie da się zrobić czegoś dobrze – robiąc to jedynie „dla gratisu”.

    Myślę, że ten temat – warto poruszać, może chociaż kilka tego typu blogerek stwierdzi – kurdę, a co mi tam. Inwestuję we wszystko, kosmetyki, życie, jedzenie na mieście itd – to zainwestuję w bloga, posiedzę dłużej, napiszę post – który nie jest tylko reklamą, zrobię coś. W ten sposób faktycznie – blogosfera by rosła. Niestety dla wielu przedsiębiorców, którzy w blogosferę nigdy głębiej nie zajrzeli, kojarzy się ona wyłącznie z żebraniem.

    • Angelika

      Ja właściwie raz jeden wzięłam coś od kogoś na zasadzie barteru i były to płatki kukurydziane. Zrobiłam piękne zdjęcia, napisałam tekst na którego końcu poprosiłam ludzi o jakieś przepisy na wykorzystanie tych płatków. Finalnie skończyło się na tym, że mimo iż płatków takich nie jadam napisałam coś dobrego, umieściłam wpis i nikt nie miał wrażenia, że to jest obok mnie. Jak skończyły płatki? Dałam ogłoszenie, że oddam karton wypełniony płatkami i po dwóch dniach przyszła jakaś miła pani z synem. Jej syn się tak strasznie cieszył z tych płatków, że aż mi się łza w oku zakręciła. Jeśli znowu dostałabym taką możliwość by coś dostać i oddać komuś kto tego potrzebuje, to zrobiłabym to bez zastanowienia.

      W ubiegłym tygodniu skontaktowała się ze mną firma, która zaoferowała mi wysłanie kartki za darmo, a w zamian za to napiszę o tym na blogu. Super! Szkoda tylko, że wymagali ode mnie sztucznego tekstu wg. ich schematu, bo tak sobie to wymyślili i tak ma być. Podziękowałam z dopiskiem „przesłane do mnie instrukcje i Państwa oczekiwania nie pasują do założeń i zasad na jakich prowadzę mojego bloga”. Zatem jeśli ktoś chce coś robić, to niech w to wsadzi swoje serce, zamiast porywać się, bo coś jest za darmo i narzekać, że ktoś chce coś w zamian.