Wolisz odbijać się od dna czy odradzać z popiołów?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma różnicy między odbijaniem się od dnia, a odradzaniem z popiołów, bo przecież w obu przypadkach chodzi o to samo. Ale czy do końca tak jest?

Chciałam na wstępie przytoczyć pobrane z encyklopedii pochodzenie Feniksa i ku mojemu zdziwieniu (jakże ogromnemu z resztą) dowiedziałam się, że Feniks, to też demon! Dasz wiarę? W życiu by mi coś takiego nie przyszło do głowy. Jestem zaskoczona tak bardzo, że aż postanowiłam ci o tym przy okazji napisać. Człowiek się uczy przez całe życie i są jednak jeszcze rzeczy na tym świecie, które mogą mnie jeszcze jakoś zaskoczyć. 🙂 Super!

Z informacji jakie znalazłam wynika, że Feniks (zależnie od autora i czasów) żył od 300 do 1470 lat, był bezpłciowy, kojarzony z wonnymi roślinami, purpurą, złotem oraz ogromnymi piórami. Feniks wracał do swej postaci przez trzy dni (przez co doczekał się również porównania do zmartwychwstania Jezusa).

  1. Robak – o cudownym iście zachęcającym zapachu „piękniejszym niż róża”
  2. Pisklę
  3. Dorosły Feniks

Czy ty się odradzasz w kilka dni czy potrzebujesz kilku minut?

Mam czasami takie dni, gdzie dopada mnie wszystko, co tylko może i mogłoby mnie dopaść. Wtedy pojawia się u mnie kryzys i to pod każdym względem. Gdzie szukać rozwiązania? W oczekiwaniu? W przyjaciołach? Znajomych? W pracy? Widzisz. Jest to właściwie zależne od wielkości beznadziejności jaka na mnie spada. Czasami wystarczy, że sama sobie powiem „Daj spokój, inni mają gorzej” i kiedy jestem już na „j”, to spada ze mnie wielki głaz i to daje mi w sekundzie ogromnego kopa do pracy i działam jak rakieta. Robię notatki, analizuję, sprawdzam, tworzę nowe, próbuję, itd. W jednej chwili pojawia się doskonały start i podkład pod najbliższy czas.

Jednak są też takie dni w których powiedzenie tych kilku słów przyprawia mnie o mdłości, bo przecież ja to wszystko wiem. Przecież nie chcę się porównywać do innych i nie życzę sobie by ktokolwiek i kiedykolwiek to robił. Poza tym co mnie inni obchodzą? Ja mam swoje problemy, a oni mają swoje. Zwykle przecież nie znam tych ludzi, zatem dlaczego w takiej chwili kiedy ja mam źle mam się przejmować tym, że gdzieś tam komuś też jest źle? Przecież to w niczym nie pomaga.

Takie sytuacje pojawiły się w moim życiu zaledwie kilka razy i było one związane z traumatycznymi przeżyciami, jakich nigdy nikomu życzyła nie będę. Na szczęście z natury jestem dość twarda i nie poddaję się po spotkaniu z jedną kłodą. Złe rzeczy wypieram z głowy i idę dalej. Może mam dobrą konstrukcję psychiczną, którą wypracowałam przez lata. Tego nie wiem. Czasami kiedy czuję, że mi się coś zaczyna kumulować, to wyrzucam to z siebie. Zwykle rozpoczynam moją salwę nienawiści od „Muszę się wygadać i będę narzekać”, a kończę słowami „Dziękuję, pomogło”.

Oczywiście nie mam zamiaru twierdzić, że tobie też pomoże

Jednak wiele osób twierdzi, że powiedzenie wszystkiego złego na głos powoduje uczucie ulgi, więc chyba warto spróbować. Jeśli boisz się i wstydzisz kierować to do ludzi, to mów do psa, kołdry, płotu, obrazu albo spisuj na kartce, a potem czytaj na głos- nie ma znaczenia. Ja czasami gadam do kota albo do siebie. Chociaż zwykle jak mówię do siebie, to w celu upomnienia i sprowadzenia na ziemię. 🙂

Znajomy zdradził mi też taki magiczny zwrot, który również powoduje, że jest lepiej, bo wzbudza szybką analizę czy dana rzecz faktycznie powinna wzbudzać taką reakcję? Czy powinno się tym zawracać głowę? Czy warto tracić na coś czas?

I tutaj słowem wstępu. Jestem świadoma, że czytają mnie osoby w różnym wieku i z różnych grup społecznych za co wam dziękuję, lubię, pozdrawiam i zapraszam na kawę. Lecz w tym przypadku pragnę zwrócić uwagę, że w tym przypadku ten zwrot nie jest postrzegany jako przekleństwo lecz lekarstwo na zło wszechświata.

Tak, mocno naciągam rzeczywistość, jabłko nie stanie się gruszką, ale taka jest prawda. Ten magiczny zwrot to „Pierdol to”. I zwykle jest tak, że zachowanie jakie się pojawia jest przesadne i powinno zostać ukrócone tu i teraz. Co do tego nie ma wątpliwości.

Spadanie na dno jest dla ludzi o mocnych nerwach

To jakby o dawnej ja. Kiedyś, jeszcze dawno, dawno temu nie potrafiłam uwalniać z siebie złych rzeczy i je w sobie kumulowałam, zbierałam, układałam i nagle wybuchałam za dużo mówiąc, pokazując, przekazując, komunikując. Zwykle nic dobrego z tego nie wynikało, a skąd się to brało? Z przekonania, że nikogo nie obchodzi co mam w głowie. Najważniejsze żeby innym było dobrze i żeby byli zadowoleni. Ja zawsze schodziłam na dalszy plan i jakoś mi się z tym całkiem dobrze żyło.

Schodziłam powoli schodami w dół, potem pomagałam sobie trochę windą jak już zabrakło schodów, potem trochę skakałam, bo w windzie skończyły się piętra, a na koniec spadałam. Coraz niżej i niżej. To były ciężkie momenty dla mnie wewnętrznie, bo w środku miałam tajfun, a z zewnątrz byłam pięknie uśmiechniętą, niezwykle pomocną dziewczyną, która zawsze znajdzie czas i miejsce w sercu by komuś pomóc, doradzić czy porozmawiać. Od serca, spokojnie i z wnioskami.

Przebywanie na dnie zaczynało mnie nudzić i męczyć, bo ileż można siedzieć w jednym miejscu? Jak można ciągle siedzieć pod kołdrą naburmuszoną miną i wmawiać sobie, że jestem beznadziejna? Niedługo, bo ja przecież nie jestem beznadziejna, głupia, brzydka, itd. Całe życie jest przede mną, tyle możliwości, szans. Tyle rzeczy do zobaczenia, tyle miejsc do zwiedzenia.

Na początku swego życia zawsze spadałam na dno. Od jakichś 15 lat odradzam się jak Feniks. Już nie siadam w kącie użalając się nad sobą. Teraz kiedy mam gorszy dzień, to zaczynam robić mniejsze rzeczy, odsypiam, czytam książki, bawię się z kotem, bo to mi pomaga. Następnego dnia jestem jak nowo narodzona, bo znam swoją wartość i wiem jak bardzo ważny jest mój czas.

Czy chcesz za kilka lat opowiadać swoim wnukom bajkę na dobranoc o księżniczce, która sama sobie zgotowała taki los i jest już za późno by coś naprawiła czy zmieniła?

Czy zdajesz sobie sprawę, że zawsze są możliwości i szanse?

Czy wiesz że jedyne ograniczenia jakie istnieją, to te które wykreowałeś i pielęgnujesz w sobie samodzielnie?

Zatem jak to jest u Ciebie?

Odradzasz się z popiołów jak Feniks czy spadasz na dno?

1 komentarz

  1. Właśnie spędziłam ponad tydzień z synkiem w szpitalu dziecięcym.

    Myślałam, że byłam na dnie, gdy znalazłam się z nim w szpitalu 600km od domu, póki mąż był w domu z resztą dzieci.

    Nic tak nie pomaga zrozumieć, że inni mają gorzej, jak spotkanie dzieci nieuleczalnie chorych i ich rodziców. Nagle wszelkie problemy stają się małe i nieistotne.

    Osobiście, wolę nie koncentrować się na tym, że ktoś inny ma gorzej. Wolę aktywnie odnajdywać pozytywne rzeczy w moim życiu, i nimi się cieszyć. ❤️

Dodaj komentarz