SOR – to nie tak jak myślisz kotku

Do tej pory za każdym razem gdy szłam na SOR, to miałam jakieś dziwne szczęście, bo nie stałam w kolejkach i cała procedura od mojego wejścia aż do wyjścia łącznie trwała jakąś godzinę.

Najwidoczniej do tej pory robiłam sobie krzywdę w najmniej obleganych terminach, jednak wczoraj skończyło się moje szczęście. Na wstępnie jeszcze dodam że nie jestem stałym bywalcem w takich miejscach jak SOR, to był mój 3 albo 4 raz w życiu.

Zauważyłam że każdy nowo przybyty po wizycie w rejestracji dostaje swój magiczny kolor oraz opaskę z numerem PESEL. Taką wiesz jaką dostaje dziecko przy porodzie. Swoją drogą, ja mam swoją do tej pory. 🙂

Wracając. Tym razem siedziałam tam prawie 4 godziny, więc jakoś bardzo strasznie nie było i nie zjadło mi to połowy dnia, chociaż jeden pan po 22 powiedział, że siedzi od 16, więc chyba przyszedł z katarem albo inną pierdołą, bo lekarze już go znali. Zamiast tracić swój nadmiar czasu wśród chorych, połamanych i obolałych na oddziale ratunkowym, mógłby iść do kawiarni, zapisać się na jakieś zajęcia, warsztaty, no cokolwiek.

Byłam tam wieczorem, więc napatrzyłam się na różne zjawiska, które w większości mnie zaskoczyły. Może to kwestia lokalizacji. Najbliżej z domu mam na ul. Kopernika, a to w sumie jest centrum i najwięcej ludzi tutaj lgnie chociaż nie wiem dlaczego zjeżdżają tutaj nie tylko z całego Krakowa ale też z Huty, z resztą mniejsza z tym.

Ciąża

Spotkałam ciężarną dziewczynę, która już chyba przywykła do tego że musi korzystać z przywileju pierwszeństwa jaki przysługuje ciężarnej kobiecie. Chciała trochę wyłudzić pierwszeństwo mimo że cały czas miała miejsce siedzące i bolała ją stopa, a było całe mnóstwo innych osób, które miały większe urazy. Możesz mnie zlinczować za mój stosunek do kobiet przy nadziei ale ja uważam, że ciąża to nie choroba i nie ma sensu sobie pobłażać czy wyłudzać noszenie na rękach przez innych.

Kobieta na wózku z laską

Była też starsza pani z kobietą o lasce siedzącą cały czas na wózku, która ciągle zaczepiała pielęgniarki i lekarzy by przyspieszyć sprawę. Jednak stan starszej pani nie zagrażał jej życiu i zdrowiu, więc ciągle im powtarzano że muszą czekać na swoją kolej, a gdy ona nastąpi, to zostaną poproszone. I tutaj okazuje się, że starsi ludzie mają słuch wybiórczy, bo jakimś sposobem ani jedna ani druga tego nie słyszały. Prychały i wzruszały ramionami, by po chwili znów zapytać ile jeszcze. Ja jestem osobą niezwykle spokojną ale nienawidzę kiedy ktoś mi zadaje jedno i to samo pytanie kilka razy.

Okazało się również, że tak samo denerwuje mnie jak ktoś tak nęka inną osobę, a ja to słyszę. Nie chcesz wiedzieć, co sobie w głowie myślałam. No nie chcesz… Byłam zła i jak sobie o tym tylko pomyślę, to nadal trochę jestem, bo w takich przypadkach czasami okazuje się, że jestem wredna i z przyjemnością bym powiedziała takiej osobie „skoro nie rozumiesz co do ciebie mówię, to będziesz sobie czekać aż zrozumiesz, bo ja nie mam zamiaru powtarzać jeszcze raz i tracić mojego czasu”.

Można z tego wywnioskować, że byłabym złym nauczycielem, bo z przyjemnością bym kogoś rozszarpała swoimi świeżo malowanymi (mam cudowny lakier! jest boski i niesamowity) i obciętymi paznokciami gdyby ktoś zadał mi jedno i to samo pytanie kilka razy ale okazuje się, że akurat jestem cierpliwym nauczycielem. Widocznie przycisk zdenerwowania nie pojawia się u mnie za każdym razem. 🙂 Taki plus.

Mili panowie

Byli też dwaj panowie, którzy coś tam remontowali czy sprzątali, nie pamiętam. Byli przy tym na delikatnym gazie i dobrze się bawili, bo przynajmniej mimo obrażeń jakie mieli, to nie czuli bólu jaki czuć powinni. Niestety przez to musieli trochę dłużej czekać. Taka szkoda. Jeden z tych panów był bardzo miły, a drugi miał chyba problem z żoną, która była dość nerwową kobietą. Trochę jej tam nakłamali, może się bali że się zdenerwuje albo zwyczajnie nie chcieli jej martwić – nie wiem. Swoją drogą myślisz że żona mogłaby przeoczyć gips na ręce swojego męża, szwy na barku czy bandaż na głowie? Hmmmm… Wiem że to mężczyźni są wzrokowcami ale kobiety znają dokładnie „rzeczy” które do nich należą. 🙂

Nie wspomnę o dwóch parach, które wędrowały cały czas i robiły sztuczny tłum. Przeszkadzały, zachowywały się nieodpowiednio, wkurzały wręcz, bo stały w tych pokoikach segregacji między łóżkami i kotarami i gadały bzdury, zaglądały przez ramię. Przy zwróceniu im uwagi, nadawały jak katarynki jak bardzo jest im z tego powodu źle, bo przecież są zainteresowane i na bierząco muszą wiedzieć co się dzieje. Nic nie dawało tłumaczenie, że ludzie tu potrzebują odpoczynku i jak będą coś robić, to będą informować, a tym samym wołać. Wyganianie tych osób powodowało automatyczne wylewanie pomyj na osoby udzielające pomocy. Czego nie rozumiem. Ja trafiłam do wspaniałych osób, które mimo mojego bólu mnie nie szarpały, nie poganiały, były cierpliwe i niezwykle pomocne.

Możliwe że jest to zależne od nastawienia

Ja nie chciałam iść na SOR, czekałam aż mi przejdzie. Poszłam tylko dlatego że moja dłoń składała się z trzech serdelków które bardzo bolały i powodowały wrażenie, że zaraz mi pęknie skóra na dłoni. Ja zawsze uważam że moja krzywda nie jest taka zła, bo są ludzie, którzy mają gorzej i to oni powinni iść czy mieć pierwszeństwo. Miałam wprost wyrzuty sumienia, że tam poszłam, bo miałam wrażenie że zabieram czas, który mógłby być wykorzystany dla osób, które faktycznie tej pomocy potrzebują, bo ja przecież nie umieram. Jeszcze.

Wszystko jest zależne od nas i naszego podejścia. Wczoraj zauważyłam że było wiele osób, które powinny wyjść i pójść do lekarza pierwszego kontaktu, ponieważ byłaby to adekwatna pomoc. Widziałam że kilka osób przyszło by zwyczajnie zajmować miejsce i zabierać tlen.

Nie, nie jestem lekarzem, jednak kiedy przychodzi człowiek i mówi że przyszedł bo złamał sobie paznokieć, to mam ochotę sama mu go obejrzeć, pilnikować – czego nie robię nawet dla swoich paznokci – a potem wysłać do domu.

W tym miejscu mam do ciebie ogromną prośbę. Następnym razem nie idź do lekarza z byle pierdółką, a jeśli już pójdziesz, to czekaj cierpliwie na swoją kolej. Nie domagaj się pomocy. Lekarze mają większe doświadczenie i sami potrafią doskonale ocenić jak długo i czy w ogóle możesz czekać.

Jakim cudem?

Pół roku temu czekając w kolejce do ginekologa na cytologię, którą muszę robić co pół roku, spotkałam się z kobietą, która specjalnie przyszła spóźniona o jakieś 40 minut, bo jej się nie chciało wcześniej przychodzić i czekać w kolejce, bo ona z doświadczenia wie, że kolejka się opóźnia. Kłóciła się mocno, niemal przykleiła do drzwi, zachowywała się jak ci wszyscy obrońcy drzew jakich można oglądać w telewizji. Była przy tym tak bardzo żałosna, że do tej pory ją pamiętam. Mówiła że uczy na Uniwersytecie Jagielońskim. Kłaniała mi się nawet prześmiewczo, ale to było tak bardzo smutne i przykre, że aż zaczęłam się zastanawiać nad poziomem kultury i taktu osób, które przekazują tą całą mądrą wiedzę na studiach. Jak osoba, która sama jest śmieszna i nie prezentuje żadnego „standardowego” poziomu kultury, może pomagać innym zdobyć wyższe wykształcenie, które z tego co zauważyłam w obecnych czasach straciło trochę na wartości.

Chociaż z drugiej strony teraz nawet konserwator powierzchni płaskich musi mieć wyższe wykształcenie co najmniej inżyniera i znać chociaż dwa języki obce. Najlepiej komunikatywnie. Przecież musi płynnie przeprowadzić rozmowę o wymianie worków na śmieci i ręczników, bo o brudy trzeba pytać płynnie i czysto.

Wychodzi na to że wykształcenie może mieć już każdy, ale specjalistami zostają nieliczni

Rozumiem i jestem w pełni świadoma, że jeszcze nie raz wyląduję w kolejce do lekarza i będę musiała ten czas spędzić z obcymi mi osobami. Rodzice mnie uczyli (bardzo mocno sobie to cenię) by szanować ludzi niezależnie od tego czy ich znam czy nie. Wiesz, to że rzucisz komuś raz na czas kilka groszy na ulicy, to wcale nie znaczy że będziesz nagle gorszym czy lepszym człowiekiem. Różnie można postrzegać takową pomoc, lecz jeśli to sprawi że choćby na chwilę poczujesz się lepiej, to to zrób.

Jeśli jednak umawiasz się na spotkanie, to przyjdź te kilka minut wcześniej. Po co? Po to by później nie robić z siebie żenującej istoty jak ta dziewczynka z UJ.

Kilka dni temu czytałam jak dziewczyna na FB pytała, co ma zrobić, bo umówiła się na spotkanie służbowe z chłopakiem z innego województwa. On przyjechał do niej. Ona nie przyszła na spotkanie, bo jej coś tam wypadło. Nie, nie raczyła o tym poinformować wcześniej tego chłopaka. Milczała i nie wiedziała, że jeśli się z kimś umawia, a nie może przyjść to musi tego kogoś poinformować, bo takie „nieudane” spotkanie generuje koszty. Koszty które ten chłopak chciał odzyskać, bo on się zjawił, a został łagodnie powiedziawszy olany. Dziewczyna radziła się co ma zrobić, bo umowy nie podpisali, to dlaczego ona ma płacić za dojazd i była ogromnie zaskoczona gdy jej powiedzieliśmy, że umowa ustna również obowiązuje, a jej zachowanie jest niepoważne i nieodpowiednie. Zwłaszcza że stara się z siebie zrobić wielkiego przedsiębiorcę i właściciela poważnej firmy. No śmiech na sali.

Nie ma sensu wyrzucać pieniędzy w błoto

Pieniędzy które można dobrze wykorzystać, zainwestować czy przekazać dla osób, które tych pieniędzy mocno potrzebują.

Dobra docierając już do brzegu. Mam dziś w głowie kilka wniosków, ale chciałabym byś tym razem po przeczytaniu tego tekstu podzielił się swoimi. Byłoby mi bardzo miło, a ja pewnie jeszcze wrócę do tematu, bo zbliża się mój termin wizyty kontrolnej i cytologii.

Tu nie chodzi o to „co poeta miał na myśli”, bo ja nie jestem poetą i nigdy nim nie będę. Chciałabym tylko poznać twoje zdanie na poruszane przeze mnie kwestie.

Jedno jest pewne.

Szanujmy innych i ich czas, a ten szacunek do nas wróci.