Test kosmetyków pod oczy w moim wykonaniu

Nie spodziewaj się po tym teście cudów i wyniosłych słów. Jeśli myślisz że ten tekst wprowadzi cię na wyższy poziom wtajemniczenia, to być może tak będzie chociaż zakładam, że nie odkryję niczego nadzwyczajnego.

Będę szczera do bólu, więc nie znajdziesz tutaj zbędnej bajery czy wynoszenia czegoś na piedestały. Poznasz (tylko) moje zdanie. Ten tekst NIE jest sponsorowany, więc również proszę się nie doszukiwać.

Już wspominałam że mam ogromne fioletowe wory pod oczami i z tego co zauważyłam to taki mamy znak czasów i nie tylko ja na to cierpię. Postanowiłam w końcu coś z tym zrobić. Pierwsza myśl jaka pojawiła się w mojej głowie, to… zamalować!

A jakże!

To taka mała naleciałość u ludzi urodzonych w latach 80. Jeśli coś nie działa to uderz, to na pewno się naprawi. I tak serio, to tak ta metoda nadal potrafi zdziałać cuda. 🙂

Od razu również zaznaczę, że nie jestem mistrzem makijażu i nie umiem konturować twarzy. Nie mam tylu kosmetyków. Nie mam nawet tych wszystkich pędzli, pacynek, i innych przyrządów, które pozwalają namalować nową piękną niepokalaną twarz. Nie oglądam filmików na YT jak się umalować. Nie, nie mam na to czasu. Moim zadaniem było usunięcie worów i cieni spod moich oczu.

Zamalować!

Pierwszym wariantem był korektor dopasowany do koloru skóry i tutaj pojawił się problem, bo miałam wrażenie, że to zupełnie nic nie daje. Nic. Serio. Zero efektu, a w niektóre dni miałam nawet wrażenie, że jest jeszcze gorzej.

Jaśniejszy korektor. O panie! Tutaj już pojawił się jakiś efekt, który można było zauważyć i ocenić na plus. To był Korektor kryjąco-rozświetlający z olejkiem arganowym odcień light od Eveline.

Nadszedł moment w którym gdzieś usłyszałam, że taki korektor można nałożyć również na podkład i w niektórych przypadkach robi lepsze wrażenie. Prawda to. Chociaż to chyba też zależy od dnia. W niektóre dni miałam wrażenie jasnych ciapek pod oczami, a w niektóre dni moje wory znikały i to było coś. Efekt… WOW!

Testowałam również korektory w płynie, sztyfcie i te w postaci kremów.

Mam dość suchą skórę, więc najwygodniej było mi nakładać korektor w płynie. Sztyft powodował że miałam złudzenie tarcia i nie, to nie było przyjemne. Krem, w  przypadku kremu muszę wspomnieć, że poza korektorem w kolorze mojej skóry i jaśniejszej stałam się (chwilowo) dumną posiadaczką tego w kolorze zielonym.

Gdzieś czytałam że zielony korektor zakryje WSZYSTKIE niedoskonałości. W tym miejscu musisz wiedzieć, że byłam mocno rozczarowana kiedy okazało się, że zakrywa wszystkie poza moimi. Żal, smutek i mówi się trudno.

Kiedy zamalowywanie nie dało zbyt wiele dobrego musiałam przedsięwziąć inne kroki.

Kremy i żele pod oczy

Tak musiałam spróbować kilku by móc wybrać, ten jeden jedyny najlepszy. Znowu bywało różnie ale poniżej możesz znaleźć wszystko do czego musiałam dojść i sprawdzić na własnej skórze.

Bio-żel ze świetlikiem i prowitamina B5

Jeśli gdzieś widzisz, to kupuj bez zastanowienia. Mam go od jakiegoś czasu i musze przyznać, że jest znakomity. Na opakowaniu napisali „Wpływa kojąco na podrażnienia” i z tym się zgodzę, ponieważ w tym roku kiedy pojawiły się pierwsze oznaki wiosny, to i u mnie pojawiło się uczulenie, przez które ciągle swędziała mnie okolica oczu. Zatem poza łagodzeniem cieni pod oczami, ten żel również łagodził skutki pierwszego w życiu uczulenia na pyłki. Polecam! Już po kilku dniach użytkowania moje cienie pod oczami nie były już tak widoczne, a worki jakby gdzieś zniknęły. Zatem jeszcze raz polecam. Warto.

Kuracja drenująca – Żel pod oczy przeciw obrzękom i Żel pod oczy korygujący cienie

Oba te produkty należą do marki Ziaja lecz z czerwonym napisem med oraz Klinika zdrowej skóry. Oba te produkty działają pozostawiając skórę nawilżoną i gładką. Czy znikają cienie i worki? Nie zanotowałam jeszcze wielkiego i piorunującego efektu. Zarówno cienie jak i worki są lecz nieco mniejsze i subtelniejsze. Jednak nadal są.

Krem pod oczy wygładzający

Napisali „przywraca jednolity i zdrowy koloryt skóry”. Owszem kolor stał się po nim zdecydowanie jaśniejszy. Jednak nie usunął worków tylko cienie. Rozumiem w pełni, bo od tego był. Ode mnie 5 z plusem. 🙂

Maski na twarz

Tak, również tego musiałam spróbować, ponieważ gdzieś w mojej głowie zrodziła się myśl, a później plan, że przecież takie maski działają odżywczo. Skóra jest wypoczęta i nawilżona.

Żeby nałożyć taką maskę skórę trzeba wcześniej nie tylko dokładnie umyć, najlepiej wcześniej oczyścić używając jakiegoś pilingu. Super! Jednak w moim przypadku to chyba nie był strzał w 10, ponieważ na mojej twarzy nie ma wyprysków i innych. Jest ona teraz sucha i pojawiło się coś na kształt uczulenia w postaci dziwnych wypukłości, których wcześniej nie miałam. Miałam gładką skórę. Zjawisko ciekawe i w życiu bym nie wiedziała, że coś takiego może się pojawić. Przez to musiałam przerwać testy.

Inne sposoby

Innymi sposobami na złagodzenie objawów zmęczenia, jest przede wszystkim wysypianie się i odpowiednia dieta. Bez tego ani jedna metoda nie będzie długotrwała, a raczej będzie porównywalna do walki z wiatrakami czy Syzyfowej pracy. Kolejnym mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach bardziej przystępnym sposobem są chłodne okłady.

Kiedy pojawiło się moje uczulenie, to właśnie w taki sposób łagodziłam podrażnienie, swędzenie i pieczenie. Było to najlepsze rozwiązanie. Wiele osób stosuje okłady z ogórków czy torebek herbaty. Stosowałam i polecam. Znakomite efekty i odpoczynek dla samego oka.

Ostatnim i najważniejszym rozwiązaniem jest… akceptacja.

Wiesz że nawet te najsłynniejsze blogerki, modelki, wokalistki czy aktorki mają niedoskonałości skóry i nie budzą się piękne i nieskalane darami natury? Zaakceptowanie siebie takim jakim się jest potrafi zdziałać największe cuda.

Polecam!

 

P.S
By stworzyć ten test korzystałam z marek: Eveline, Isana, Ziaja i AA.