Szukam osób do pracy

Nadszedł taki moment, że musiałam szukać ludzi do pracy i powiem Ci szczerze, że to nie jest taka prosta sprawa jakby się wydawało.

Wydaje się, że dajesz ogłoszenie i tłum ludzi wysyła Ci swoje CV i przez to wyraża swoją chęć do pracy, a tu nie! Ogłoszenie jest dobrze napisane i wyraźnie, dużymi literkami, no i oczywiście po polsku.

Problem polega na tym, że ludzie nie czytają tych ogłoszeń, widzą tylko „szukam osoby, która…” i niestety już nie mają czasu żeby doczytać owe ogłoszenie do końca, bo w tle już im się pojawiają małe rozbiegane kotki, dom sąsiadki, nowe paznokcie koleżanki, itd. I piszą w komentarzu pod ogłoszeniem „proszę o info na priv”, a ci bardziej leniwi piszą „priv” i wiesz co?  Gdyby doczytali do końca, to by zobaczyli, że w treści ogłoszenia jest napisane „zainteresowane osoby proszę o kontakt w prywatnej wiadomości”.

I to wiesz nie chodzi o to że jestem wielką hrabiną z małym stadkiem much w nosie, które toczą zażartą walkę z kozami. Nie. Chodzi o to że kiedy ja szukałam pracy miałam język w gębie i swoje CV albo zapytanie wysyłałam, a nie rzucałam niczym ochłap – dajesz pracę, to sam do mnie napisz, a jak napiszesz, to ja się zastanowię czy warto w ogóle wziąć taką ofertę pod uwagę.

To jeszcze nic. Proponowałam pracę moim znajomym, bo to wiesz zawsze jakoś tak lepiej pracować z kimś kogo się zna. Powiedziałam tylko że chodzi o galerię sztuki, a każda z tych osób znalazła po 5 powodów dlaczego nie chcą tej pracy. Nie pytały nawet o warunki, pieniądze, godziny, lokalizację, nic. Zero. I w tym akapicie najważniejsze jest to, że pytałam osoby, które zawsze narzekają na brak hajsu i ciągle powtarzają, że szukają dodatkowej pracy. Ja Was wszystkich narzekających uprzejmie proszę wsadźcie te swoje narzekania głęboko w dupsko i nie trujcie bez powodu, bo marnujecie tym czas, słowa i energię. Jedną koleżankę aż zapytałam „po co narzekasz skoro nic z tym nie zrobisz?”, a bo jakoś tak, że jednak woli posiedzieć w domu i kupić sobie pasztet zamiast szynki. Git.

Czy kit?

Ludzie narzekają, bo każdy narzeka. Mi też się zdarza, to oczywiste. Ale narzekam i zmieniam, to co mi nie pasuje, bo tak powinno być, a raczej ja tak uważam, że tak to powinno działać.

Denerwuje mnie to że moi znajomi narzekają na brak pieniędzy, czasami nawet chcą pożyczać, a a jak proponuję dorobienie, a nie pożyczenie, to wszyscy mówią „Nie”. Jednogłośnie.

Dobra, zostawmy moich znajomych, bo już pewnie mają czerwone uszy i mają krosty na języku.

Dodałam też drugie ogłoszenie o poszukiwaniu blogerów do napisania artykułów u siebie na stronie/ blogu. Wiem że się nie podcina gałęzi na której się siedzi i że właściwie, to jest mój prywatny blog, a także służbowy, bo podpięty do mojego sklepu ale powiem to szczerze, było mi wstyd rozmawiać z tymi ludźmi.

Raczej było mi wstyd za nich. Dlaczego?

Zawsze uważałam, że nawet w prywatnych wiadomościach czy w SMS trzeba używać polskich znaków, interpunkcji, małych i dużych liter oraz całej reszty składającej się na piękną polszczyznę. Generalnie na co dzień w każdej przesyłanej wiadomości powinny być zachowane wszelkie zasady pisowni dokładnie takie same jak kiedyś w listach, kartkach, itd. Piszą do mnie osoby, które pracują słowem, a w taki sposób, że mnie zatykało i się zastanawiałam „ w jaki sposób ty mnie chcesz człowieku kupić i zachęcić do współpracy, jak nie umiesz zdania poprawnie napisać”. Ja też nie jestem bez winy, bo od wieków cierpię na szalejące przecinki i to jest taka moja mocna wada, której mimo walki nie da się usunąć. Trudno jakoś z tym żyję i daję sobie radę.

Najgorsze było w tym to że te osoby myślały o sobie jako o wielkich blogerach, co to mają miliony zleceń. Jedna dziewczyna do mnie napisała, że wpis sponsorowany u niej to 1000 (słownie: jeden tysiąc) złotych. Zobaczyłam jej „cudo” i podziękowałam. Następna chciała żebym napisała tekst i jej wysłała, to ona to opublikuje za 100 zł. Jeszcze inna powiedziała, żebym napisała tekst i wysłała jej zdjęcia, ona sobie mój tekst poprawi po swojemu i opublikuje, kiedy powiedziałam, że jeśli już się zdecyduję na wysłanie jej tekstu, to nie chcę by w nim cokolwiek poprawiała. W odpowiedzi zwrotnej usłyszałam, że owa pani od początku tak robi, że bierze czyjeś teksty i sobie zmienia jak coś jej nie pasuje i takie publikuje. Czy to naruszenie praw autorskich czy to tylko taki mój wymysł?

Moi drodzy, rozumiem że chęć bycia sławnym blogerem u niektórych jest ogromna i wielka że ciężko to opisać ale bardzo uprzejmie Was proszę nie porywajcie się z motyką na słońce, bo marnujecie czas, nie tylko swój ale też osoby, która weryfikuje treści, sprawdza kompetencje.

Zaskoczyło mnie też to że w obu przypadkach osoby szukające pracy pisały do mnie na „Ty”, a niektóre z nich dodatkowo zapraszały mnie do znajomych.

Czy to wszystko się dzieje naprawdę?

Czy ja śnię?

Uszczypnij mnie!

  1. Dzieje się dzieje 🙂 ostatnio pracuje dodatkowo jako rekruter zewnętrzny dla firmy energetycznej. Praca, którą oferuje jest całkiem niezła: jest podstawa, samochód firmowy, telefon, tablet i premie… A odpowiedzi jak kot naplakal… A jak już są to CV serio wołają o pomstę do nieba…! No, ale przecież pracy nie ma… Nie ma i trzeba wyjeżdżać…. :/ wkurza mnie to okropnie! No nic jak juz sobie ponarzekalam to zabieram się do pracy. Jeśli chciałabys nawiązać jakaś współprace blogowa… Zapraszam 🙂 Ps: Przepraszam za pisownię, ale pisze telefonem, który robi co mu się podoba 😉

      • Angelika, 28 września 2016, 13:01
      • Autor

      To prawda, ciągle słyszę że w Polsce nie ma pracy, a jest jej pełno.

      W sprawie współpracy na pewno się odezwę:)

  2. A co jest złego w zwracaniu się na „Ty” do blogera przy nawiązywaniu współpracy? 🙂 Chyba czegoś nie zrozumiałam w tej historii ;).

      • Angelika, 3 października 2016, 15:47
      • Autor

      Czy jak idziesz na spotkanie z rekruterem, który ma na imię np. Anna, to mówisz do niej „Anka weź mi przewiń na czym polega współpraca” czy „Czy mogłaby mi Pani…”. Czy jak piszesz maila w którym zamieszczasz swoje CV piszesz „Cześć tu Jagna wysyłam do Ciebie CV, bo jestem spoko”? Czy ubierasz to w bardziej wyszukane słowa? Pewne zasady obowiązują wszędzie, a nie tylko w mailach czy poważnych rozmowach. Jak widzisz sama jestem blogerką ale zwyczajny szlag mnie trafia jak nieznajome osoby, mówią do mnie na „ty” albo słoneczko, kwiatuszku, itp. Wiesz najpierw trzeba kogoś poznać, a nie przeskakiwać od razu 5 kroków, bo to zazwyczaj prowadzi w odwrotnym kierunku.

    • Karka, 3 października 2016, 15:57

    Chyba po prostu wśród młodych jest ostatnio zbyt dużo bylejakości, a przy tym arogancji i braku szacunku. I piszę to ja – od dosyć niedawna przedstawicielka dwudziestolatków… Na szczęście są też wśród nas osoby, które potrafią odnaleźć się we współczesnym świecie z klasą, i to im wróżę sukces. Pozdrawiam serdecznie!

  3. Na jakich portalach były zamieszczone ogłoszenia? Jakich użytkowników te strony przyciągają? A poza tym zmieniają się realia społeczne i takie zachowania będą coraz częstsze.

    • Ola, 7 października 2016, 19:18

    Witaj,

    Dużo miałaś ostatnio rozczarowania.

    Dziwi mnie strasznie to, że nikt nie chciał pracować w galerii. Z przyjemnością odpowiedziałabym na taką ofertę.

    Niestety zaciera się u nas granica – nie wiem jak to nazwać – „szacunku’ do wybranych stanowisk. Widać przez to, że im nie zależy.

    Pozdrawiam

      • Angelika, 11 października 2016, 15:44
      • Autor

      Jeśli poszukujesz pracy, to jak najbardziej zapraszam. 🙂

  4. Uważam, że przy współpracy blogerskiej nie powinno zwracać się na Pan/Pani. Dla mnie to brzmi jakoś tak sztywno ;). Jeśli zaś chodzi o pozostałe aspekty – mnie też denerwuje, gdy ktoś uważa się za wielkiego blogera/wielką blogerkę, a tekst na blogu tak pisany, że mam wrażenie, iż mój czteromiesięczny synek lepiej by napisał ;).

      • Angelika, 12 października 2016, 11:24
      • Autor

      Z szacunku i dobrego wychowania do każdej nieznajomej osoby powinno się początkowo mówić na Pan/Pani. Dopiero gdy obie strony wyrażą chęć i zgodę można przejść na „Ty”. Tego mnie uczono wiele lat temu i do tej pory wyznaję taką zasadę.

Dodaj komentarz