Rozdaję ksiazki za darmo

Po studiach zostało mi już tylko wspomnienie, kilka książek i pytanie „Dlaczego taki kierunek?”. Pytanie, to słyszę coraz rzadziej, a moje ksiazki dojrzewały przez te wszystkie lata by dostać swoją drugą szansę.

W końcu się doczekały i postanowiłam je przekazać w dobre potrzebujące ręce.

Wystawiłam je na gumtree, jako „oddam za darmo”. Chętnych było bez liku, ale po podaniu adresu odbioru nagle zainteresowanie spadło. Do tej pory nikt ich nie odebrał. Dodam, że odbiór w rynku, więc pozornie mało kłopotliwy, a jednak. 

Wydawałoby się, że oferta kusząca i ksiazki znikną z mojej półki w mgnieniu oka, ale nie. Chyba lepiej było zaoferować odbiór własny na wygwizdowiu albo, jako „kup teraz”. Ciągle ktoś narzeka, że nie ma pieniędzy, bo wszystko kosztuje i ceny stale rosną. Mówi się, że nawet ta państwowa edukacja kosztuje, a i owszem, bo przecież podręczniki trzeba kupić, a to kolejny koszt. Kosmos. Studenty chodzą i kserują masowo. Oszczędzają, bo tak trzeba. Taka moda, a kiedy ksiazki spadają z nieba, to nie ma, kto po nie wyciągnąć ręki.

Może to, dlatego że jak ktoś chce komuś coś dać, to w słowie dać kryje się daj coś w zamian albo, że towar jest zniszczony na tyle, że dotychczasowy użytkownik jest „zmęczony” przedmiotem i w taki sposób się go pozbywa. Nie wiem. Tak czy siak nie robiłabym sobie problemu z zapisywaniem tytułów i autorów, wystawianiem oferty i noszeniem kilku książek do pracy za darmo, dla żartu lub po to, żeby ktoś mógł mnie zrobić w konia. Przecież śmiech to zdrowie.

Zaproponowałam termin i godziny. Wywiązałam się z swojej części umowy. Poszłam na rękę, bo mogłam powiedzieć, że nie interesuje mnie to, że ktoś mieszka na drugim końcu miasta, niech jedzie do mnie i czeka aż łaskawie wrócę z pracy. Dlatego wybrałam miejsce odbioru, jako centrum miasta. Według ogłoszeń wynajmuj mieszkań zewsząd do rynku jest blisko. Więc nie ma, co narzekać skoro blisko i rzut beretem.

Teraz po czasie wiem, że źle zrobiłam ułatwiając komuś życie. Można przecież zrobić spacer dla zdrowia, a w drodze powrotnej zagłębić się w nowej lekturze.

Książki, które chciałam oddać nie są zniszczone.  Noszą delikatne oznaki wcześniejszego użytkowania, zaledwie jedna z tuzina jest delikatnie popisana ołówkiem. Dbanie o ksiazki w pełni zawdzięczam moim rodzicom, szczególnie mamie, która od małego uczyła mnie i moją siostrę, że ksiazki nie gryzą, a wyjście do biblioteki i szperanie pośród setek tytułów jest ciekawe. Rodzice uczyli mnie, że dbać trzeba o wszystko. Nawet o najdrobniejsze rzeczy, bo będę mogła się tym cieszyć dłużej.

Na wszystkie osoby, które odpowiedziały na moje ogłoszenie zaledwie jedna weszła ze mną w interakcję negując podany przeze mnie termin, ale po krótkiej wymianie zdań słuch po zainteresowanym zaginął. Takie życie, widocznie ksiazki póki, co nie są im aż tak potrzebne. Reszta milczy, nie powiedzą żadnego dziękuję, ani nawet dzięki, spoko czy już nie potrzebuję. Nic.

Tak, to się kończy, kiedy człowiek stara się być miły, dobry i uczynny i chce coś komuś podarować za darmo z dobrego serca, jako pomoc, która powinna owocować. Okazuje się, że tym, którym powinno zależeć mają to głęboko w… nosie, bo wolą dalej użalać się nad swoim smutnym losem i dalej nie mieć się, z czego uczyć. Biedactwa.

Zraziłam się. Wyciągam pomocną dłoń, a tu nie dość, że rękę chcą odciąć, to jeszcze bluzgi, że tą dłoń wyciągam, bo przecież powinnam ją włożyć do kieszeni, a ksiazki sprzedać jak Bóg przykazał za ciężkie pieniądze. Wtedy nie dość, że chętni by byli na odbiór, to ja ksiazki by dalej żyły swoim życiem. Wszyscy byliby szczęśliwi, a moje konto bogatsze.

Nie oczekuję, że ktokolwiek będzie mnie nosił na rękach za mój gest. Czy będzie się kajał przede mną, przynosił czekoladki i dziękował. Nie. Robię, to z własnej woli, bo tak chcę. Oczekuję jedynie ludzkiej prostej odpowiedzi. Albo odpowiada albo nie. Przyjdę, albo nie. Takie zwykłe ludzkie zachowanie z odrobiną kultury i taktu.

 

Tak wiele czy tak niewiele?

Sama już nie wiem.

 

 

Link do zdjęcia: http://www.flickr.com/photos/statelibraryqueensland/6752662507/sizes/l