Przeklęty dach!

Jeśli kiedykolwiek będziesz się zastanawiać czy zamieszkać na poddaszu, to… Nie rób tego!

Mieszkam tu od ponad roku i od jakiegoś czasu mam problem z przeklętym dachem, a raczej z osobami, które nam ten dach remontują.

Sytuacja jest następująca. W środku mamy kilka takich super dizajnerskich belek w ciemnym drewnie. Mieszkanie wygląda super, jest takie stylowe i eleganckie, a w dodatku w samym centrum, więc tym bardziej jest super.

Opcja super kończy się w momencie, gdy o 4 nad ranem budzi cię dźwięk strumienia wody, a doskonale wiesz, że jesteś w domu. Interesująca sprawa, zwłaszcza jak się ma młodego i głupiutkiego kota w domu. I przez sen się człowiek zaczyna zastanawiać czy to ta mała kudłata łajza coś znowu nabroiła czy świat się kończy.

Wtedy akurat kończył się świat i wolne miski w kuchni.

Panowie przyszli po tygodniu oglądać, gdzie cieknie i analizować. Suche ślady olewali, bo przecież pada, więc skoro suche to stare. Nie dało się im przegadać, że minął tydzień i już wyschło. Nie i już.

Oglądali, a następnego dnia przyszli z ogromną drabiną i zostali z nami na 13 dni. Ta 13 w tym przypadku okazała się być dla nas szczęśliwa, mimo że w połowie naprawiania, gdy już podobno było „gotowe” znowu zaczęła nam cieknąć woda z sufitu. U sąsiada pęczniały ściany.

Wiesz ja do panów robotników nigdy nic nie mam. Jak trzeba to nawet herbatę im zrobię i wpuszczę na szybkie siku, ale kiedy ktoś mi wmawia, że jeśli cieknie dach, to trudno, to szlag mnie trafia tak bardzo, że aż szkoda słów i czasu na rozmawianie o tym.

Muszę oczywiście jeszcze dodać, że to był chyba 3 raz tych panów tuż po generalnym remoncie, który sami przeprowadzili. Oczywiście każde ich przyjście jest nieodpłatne, bo w ramach reklamacji usług.

Do trzech razy sztuka? Czy brak umiejętności?

Ja przykładowo grafikiem nie jestem. Jakieś tam proste grafiki czy obróbkę zdjęcia jestem w stanie zrobić ale żeby brać z tym związane zlecenia, to nie ma takiej możliwości. Wyłożyłabym się tuż na progu współpracy.

Jeśli ktoś nie potrafi czegoś robić, to nie powinien się do tego zabierać. Najpierw niech się nauczy.

Dodatkowo muszę się jeszcze podzielić moją irytacją wynikającą z tego, że posiadam 4 okna dachowe. Pierwszego dnia nie wiedziałam, że panowie zaczną kiedy ja będę jeszcze spała i panowie sobie hasali po dachu w czasie kiedy my jeszcze spaliśmy.

Pracuję w domu, jako wirtualna asystentka, więc światło jest mi potrzebne, najlepiej naturalne, bo wzrok to ja już nie mam pierwszej jakości. I co? Jeden z panów co jakiś czas robił obchód i zaglądał w okna. Czasami machał, czasami się uśmiechał. Przez kilka dni miałam zasłonięte całkiem wszystkie okna i żyliśmy niczym w ciemnej norze.

Ciemność na początku jesieni nie jest niczym przyjemnym. Nie polecam nikomu.

Swoją drogą nie wiem na co ten człowiek liczył zaglądając w okna pracownikowi biurowemu. Nie wiem.

Może chciał podejrzeć co robię aktualnie na drutach?

Dobrego dnia!

Dodaj komentarz