Postanowienia noworoczne

Jaką tym razem złożyłeś obietnicę swojemu organizmowi? Dla ilu ludzi będziesz przyjemniejszy? Czy odkryjesz w sobie nowe podkłady kultury i taktu? Będziesz efektywniejszy w pracy? Pewnie będziesz też pomagać i sprzątać swoje brudy.

Oczywiście, że będziesz robić te kilka rzeczy. Nie będziesz już pić, palić, przeklinać, szukać zaczepki, przestaniesz rozrzucać brudne skarpetki, zaczniesz grzecznie przychodzić wcześniej do pracy, przykładać się do każdej wykonywanej czynności i robić wszystko o co tylko ktoś cię poprosi, będziesz sprzątać, włączać pralkę, zmywać naczynia, wyrzucać śmieci, wyprowadzać psa, sprzątać kuwetę, robić śniadania do łóżka, chodzić na obiadki w niedzielę do teściowej z uśmiechem na twarzy, zapiszesz się na siłownię albo fitness, zaczniesz stosować dietę cud i będziesz sobie wmawiać, że życie właśnie stało się piękne.

Stało się, a i owszem. Może nawet cały czas takie było ale nie do końca zdawałeś sobie wcześniej z tego sprawę, chociaż nie wiem dlaczego.

Sprawianie komuś przyjemności, poprawianie humoru, pomoc czy wsparcie, generalnie czyjś uśmiech powoduje, że i nam się robi lepiej na sercu. Ruch podnosi poziom endorfin w krwi, stąd dobre samopoczucie. Dieta? Oczywiście, że będziesz się czuć lepiej i dobrze sypiać bez ciągłego objadania się, jedzenia fast foodów czy pochłaniania niezliczonych ilości jedzenia i coli przed snem.

Te wszystkie postanowienia w moim odczuciu są o dupę rozbić. Pewnie robisz wielkie oczy i myślisz sobie, że zwariowałam, upadłam na głowę czy cokolwiek. Już teraz mówię, że nic z tych rzeczy. Najzwyczajniej w świecie nie rozumiem, jak się ma do tego nowy rok? Bo od pierwszego stycznia jest znacznie lepiej niż od października? Nonsens.

Jeśli mam zamiar coś zacząć, to nie czekam z tym do pierwszego, ostatniego, soboty, środy, czy zaćmienia słońca, biorę się w garść i zaczynam. Nie zwalam też na innych tego, że mi nie wyszło, bo co oni mają do tego? Jeśli powinęła mi się noga, to tylko i wyłącznie przez własne lenistwo, brak czasu, chęci czy coś tam. Widocznie nie byłam jeszcze gotowa na zmiany lub nie chciałam ich wystarczająco bardzo i dlatego mi się to nie udało. Od razu mówię, że nie działa tutaj zasada w stylu to jest moja wina i mogę ją zwalić na kogo chcę. Nie ma takiej możliwości.

Nie! I kropka

Widzisz w listopadzie ubiegłego roku, więc jakby nie patrzeć całkiem niedawno postanowiłam pozbyć się swojego jednego jedynego nałogu, a co! Chciałam być kobietą idealną- bez wad. Byłam nią przez całe 10 dni, co i tak uważam za ogromny sukces, ale przestałam. Wróciłam do swojego dawnego ja (papierosów), bo tego chciałam i już. Nie było w tym drugiego dna ani latających talerzy. Najprościej w świecie, to była moja zachcianka i zmieniłam zdanie, jak to kobieta. Oczywiście musiałam przy tym niejednokrotnie wysłuchać jak to źle robię, bo przecież 10 dni to już coś i jeśli mi się to udało, to uda mi się wytrzymać jeszcze dłużej. Wiem, że źle i kilka razy dowiedziałam się, jak bardzo jestem głupia, bo psuję swój mały sukces zamiast się go trzymać, celebrować i cieszyć się z tego co mam. Fizycznie sama za siebie trzymałam kciuki, ale psychicznie toczyłam z sobą ogromną i ciężką walkę. Za bardzo chciałam poczuć dym, który powoli będzie się rozprzestrzeniał po moich płucach, zamknąć oczy i delektować się chwilą samotności na świeżym krakowskim powietrzu, bo palenie w zamkniętych pomieszczeniach nawet po tylu latach palenia przyprawia mnie o zawroty głowy i niesmak.

No i właśnie… palarnie

Czy lubisz te minimalistyczne pomieszczenia do których idziesz sobie zapalić, ale w gruncie rzeczy nie musisz nic robić, bo smród już tam panujący, zawiesina dymu, którą można ciąć nożem jest na tyle przerażająca, że czasami cofa mnie przed samym wejściem. Szczerze, to ja unikam ich jak ognia. Jestem emerytowanym palaczem. Nie lubię zapachu papierosów. Nie lubię palarni. Nie lubię nie mieć zapalniczki przy sobie. Nie lubię palić w pośpiechu. Lubię patrzeć na wypuszczany dym. Lubię palić na zewnątrz. Na dworze. Tak pochodzę ze śląska i my wychodzimy na dwór nie na pole.

I coś co pokochałam mieszkając w schronisku górskim i nigdy nie zapomnę. Ławeczka przed schroniskiem, środek lata, kubek gorącej kawy, słuchawki w uszach i papieros. O niebiosa.

Mimo że nie palę już od kilku dni, to moim postanowieniem noworocznym jest właśnie pojechać w góry, rano wstać i przypomnieć sobie wspaniałe czasy. Absurdalne… wiem.

Dodaj komentarz