Póki mieszkasz pod moim dachem!

Zasady są w życiu bardzo ważne. Najważniejsze by tych zasad przestrzegać. Chociaż w sumie największe znaczenie ma kto nam je tworzy.

Jako maluch byłam strasznym niejadkiem i zawsze słyszałam „Nigdzie nie pójdziesz dopóki nie zjesz wszystkiego” i tak siedziałam nad kanapką przez 2 godziny. Nie dlatego że kanapka była niedobra. Właściwie to chyba był taki mój mały bunt albo próba zwrócenia na siebie uwagi. Przecież byłam zawsze tą mniejszą i mniej popularną, mniej fajniejszą. Ale to nic. Osiągnęłam wiele bez tej całej popularności, piedestałów, poklepywań po plecach, opowiadań czy niemal legend o mojej cudowności i rewelacyjności.

Później słyszałam „Zjedz mięso, a ziemniaki zostaw”, następnie „Zjedz ile możesz”. I tak to jedzenie było całe życie ze mną, a raczej problemy z nim. Myślisz że to była taka dieta fit? Nie, nie ja nie z tych. Jak tak sięgnę pamięcią to pamiętam tylko jedną dietę, która trwała kilka minut, ponieważ akurat naszła mnie ochota na czekoladę. Wychodzę z założenia, że trzeba jeść to na co człowiek ma ochotę, bo nie ma sensu oszukiwać organizmu i zamiast ogórków jeść dżem, bo wtedy zjemy więcej, a nasz brzuch zamieni się chwilowo w śmietnik i balon, który potrzebuje spokoju i ciszy by się ogarnąć i odpocząć. Smakują mi różne rzeczy. Nie przepadam za rybami i ich nie jem. Poza śledziem od czasu do czasu.

Praktycznie nie używam soli, nie dlatego że „Sól to biała śmierć” ale dlatego że zwyczajnie nie przepadam za słonymi lub zbyt słonymi potrawami. Chociaż nie wyobrażam sobie niesłonych frytek czy orzeszków ziemnych.

Przyzwyczajenia

Ojciec Sukcesu kiedyś zbierając się do sklepu zapytał mnie o zachciankę i pamiętam jak dziś, że ja wtedy przez pół dnia marzyłam o orzeszkach ziemnych. No serio, aż czułam ich smak, zapach i widziałam je oczami wyobraźni niemal wszędzie. Dostałam te orzeszki, niestety niesolone ale prażone. Niedobre, że aż strach. Nie zjedliśmy ich. Nadal leżą w szafce, a od ich zakupu minęło już dobrych kilka miesięcy. Możliwe że to było nawet przed naszą przeprowadzą we wrześniu. 🙂

Czasami te przyzwyczajenia wynosimy z domu, jak na przykład tajemnicze nieświadome składanie skarpetek w małe kuleczki, które uwielbia mój kot. Jak dodawanie śmietany do pomidorowej dopiero na talerzu i to w ilościach takich, że zupa robi się niemal zimna.

Jest wiele takich sytuacji, które mieszkając pod jednym dachem z kimś innym nabywamy. Ja przykładowo nauczyłam Ojca Sukcesu żeby nie wkładał pomidorów do lodówki, bo tracą smak. Teraz walczę z tym żebyśmy nie chowali masła, chociaż mieszkamy na poddaszu i może to i lepiej jeść zimne niż rozchorować się od przegrzanej, roztopionej, tłustej ciapki.

Wielu nowych rzeczy nauczyłam się mieszkając na studiach z obcymi ludźmi. Wielu. Nawet tego żeby pilnować własnych noży, bo ktoś ci może ukraść jak będzie się wyprowadzał z wynajmowanego od ciebie pokoju.

Swoją drogą pozdrawiam cię droga koleżanko z mieszkania na Azorach, mam nadzieję, że mój nóż służy ci dobrze do tej pory. 🙂 Mam również nadzieję, że twój chłopak nie musi ci już mówić w co masz się ubrać i o której pójść do toalety. To by było na tyle jeśli chodzi o moje prywatne, niemal personalne wycieczki do moich byłych współlokatorów. 🙂

Teraz będzie bardziej ogólnikowo

Mieszkałam z różnymi ludźmi i czasami byłam w szoku. Pierwsze mieszkanie wynajmowałam z parą z Białegostoku, która nieświadomie nauczyła mnie zaciągać. Biada dla moich bliskich, bo to było zaraz po tym jak zjechałam z gór gdzie mieszkałam przez 6 miesięcy i już trochę zaciągałam, a po mieszkaniu z M. i D. zaciągałam jeszcze bardziej. Wyobraź to sobie zaciąganie z gór i z Białegostoku w jednym miejscu. Mówiłam śmiesznie. W tym czasie nauczyłam się też, że ciuchy to najlepszy dywan, mycie podłogi to już generalne porządki, a umycie okna, to już szczyt szczytów na który nie warto się wspinać. Dodam jeszcze że zmywanie naczyń groziło porażeniem i powykręcaniem dłoni we wszystkie możliwe strony. Okazało się, że ta para wcale nie była taka leniwa, to byli bardzo młodzi, mądrzy i dojrzali ludzie za których całe życie sprzątali rodzice.

Moi rodzice rzadko po mnie sprzątali. Chyba ostatni raz jak byłam mała i jeszcze nie wiedziałam, co to znaczy sprzątać. Kiedy tylko zrozumiałam, to skończyło się to piękne i leniwe życie dziecka, które może się bawić i nie zwracać uwagi na klocki wbijające się w stopy czy zapomniane zabawki w dość niewidocznych miejscach.

Wiele razy na Facebooku czytam krótkie posty umęczonych kobiet, które pytają skąd reszta bierze siłę na sprzątanie, gotowanie, prasowanie, robienie zakupów, czesanie kota, wychodzenie do pracy, itd. Odpowiedź na to pytanie jest niezwykle prosta… Z podziału obowiązków i wyrzuceniu z codziennego życia rzeczy, które nie mają znaczenia.

Niezwykłe prawda?

Zatem jak dziecku się mówiło „Póki mieszkasz pod moim dachem”, to teraz możesz osobie z którą wspólnie żyjesz trochę zmienić i powiedzieć „Póki mieszkamy pod jednym dachem”. Naucz go/ją włączać pralkę, wstawiać zmywarkę, używać kuchenki i otwierać lodówkę.

Proste rozwiązania są najlepsze i zaoszczędzają nasz czas.

Cenny czas.

Ja pracuję na godziny. 🙂

  • Mamy dużo wspólnego – m.in część o soli 😀
    Świetny post, aż nieświadomie porównuje się do swojego życia 🙂
    Pozdrawiam

    • Angelika

      Czad! Zapraszam po więcej. 🙂

  • Ania

    Trafiłam przypadkiem! I gdy zobaczyłam słowo Azory, myślę oho! 🙂 Krakowianka! Wynajmuję mieszkanie w Krakowie już od 4 lat i nadal jestem zdziwiona, jak bardzo młodzi ludzie są życiowo nieporadni, bo nikt ich wcześniej nie nauczył: zmywać, prać, dbać o porządek we wspólnych pomieszczeniach. A co jeszcze bardziej mnie zadziwia? Że w większości są to młode kobiety (młodych chłopaków jeszcze zrozumiem 😉 )! Dlatego jestem wdzięczna rodzicom, że nigdy mnie nie wyręczali 🙂 taki już chyba urok mieszkań studenckich.

    Pozdrawiam!

    • Angelika

      Mieszkam w Krakowie już jakieś 8 lat (chociaż ciągle nie mogę się doliczyć jak to się stało), więc jestem przyszywanym Krakusem ale kocham to miasto jak swoje. 🙂

      Dokładnie tak jest. Niestety ta ich domowa nieporadność bardzo często objawia się również w pracy, gdzie nie trzeba trzepać dywanów, myć okien, odkurzać czy wstawiać pralki. Dla niektórych umycie po sobie raz w tygodniu kubka, to szczyt możliwości, więc robią to zwykle w piątki, bo przez pozostałe 4 dni pracy się nastrajają na te kilka chwil glorii i chwały. 🙂 Miłego dnia

  • Dlatego swoje córki wychowuję inaczej niż mnie wychowywano 😉 W moim słowniku nie ma pojęcia, że mieszkają pod moim dachem. Mieszkamy pod naszym dachem 🙂

  • Moi rodzice też mi tak często robili, nie z wegetarianizmem, ale np. z wydawaniem kasy, późnym wracaniem. Na szczęście mieszkam daleko. Wracam czasami.

    • Angelika

      Jak?

      Kurka wodna chyba nie przeczytałaś tekstu. 🙂

      Mimo to pozdrawiam Cię serdecznie. 🙂

  • Ja wiele rzeczy zmieniłam w swoim codziennym zachowaniu, odkąd zamieszkałam z mężem. I zupełnie inaczej gotuję 😉
    A siły na sprzątanie biorę stąd, że jak nie mam siły, to nie sprzątam. Czasem są ważniejsze rzeczy w życiu niż porządek. A czasem mąż wróci z pracy i posprząta 😉