Parasolka dla każdego!

Z góry zapowiem, że nie będzie to tekst o miłości, radości, gwiazdkach z nieba i biegających wokół mnie (na co dzień) jednorożcach.

Niestety nie. Nie tym razem, dlaczego? Bo świat na co dzień nie rzyga tęczą, nie ma ku temu powodów.

Święty Mikołaj też nie istnieje!

Wyszłam dziś do pracy. Nie ukrywajmy daleko nie mam, ale dzięki temu można pięknie podkreślić moc pewnych zdarzeń jakie się dzieją. Dasz wiarę że w czasie mojej 5 (słownie: pięcio) minutowej podróży na nogach w boskim granatowym przeciwdeszczowym płaszczu i z parasolką w ręce, to ja zwykle musiałam zabierać parasol znad głowy by ktoś z naprzeciwka, również z parasolem mógł przejść?

To się wydaje takie nic, zarazem coś i jednocześnie cokolwiek

Jednak idąc po ulicy w tym płaszczu z parasolką i starych butach, jak każdy staram się nie zmoknąć, bo przecież jest jeszcze wcześnie, dzień się dopiero rozpoczął, więc przemoczone ciuchy czy zmęczone życiem trampki nie będą mi potrzebne, bo muszę przetrwać do końca. Przy okazji się nie przeziębić, bo i po co mi to?

Sezon na taką walkę, kto zrobi gest i weźmie sobie parasolkę znad głowy uważam za otwarty. Wszystkie osoby, które mnie dziś ochlapały i zmusiły do moknięcia serdecznie pozdrawiam środkowym palcem, bo jest piękny i świeżo malowany.

Porozmawiajmy o pogodzie

Tak. Na blogu, tu i teraz będzie o pogodzie, bo mnie już zwyczajnie trafia szlag kiedy widzę jak zachowują się ludzie wokół mnie, gdy tylko zobaczą kilka kropel deszczu. Kiedy myślą tylko i wyłącznie o sobie mając wszystkich dookoła w swoich najciemniejszych zakamarkach.

Samochody

Kiedy idę ulicą i widzę jak wygląda komunikacja w takie deszczowe dni, to mam takie dziwne wrażenie, że nagle ale to NAGLE ktoś czy też jakaś magiczna siła odebrała, co najmniej co drugiej osobie umiejętności prowadzenia samochodu szybciej niż w ślimaczym tempie. Ba! Najchętniej to oni by chyba wyszli z domu, wsiedli do swojego pięknego samochodu na kredyt i nacisnęli ukryty guzik teleportacji. By w mgnieniu oka przenieść się do punku B. Na szczęście czary z Power Rangers mamy już dawno za sobą. I czas najwyższy uwierzyć w siebie, swoje umiejętności i przestać być zawalidrogą.

Trzeba mieć też na uwadze, że inni się spieszą do pracy. Tak! Dokładnie w tych momentach kiedy jedni się boją jechać szybciej niż 30, bo pada deszcz, to inni muszą dojechać do pracy, a nie mogą, bo w kimś właśnie obudziła się nieporadna sierotka. Tylko czekać aż się popłacze.

Chociaż w sumie takie zawalidrogi są znacznie lepsze od kierowców, którzy owszem widzą kałużę i nic sobie z tego nie robią i jadą. Przecież ich nie ochlapie, a że ktoś na chodniku będzie mokry, to już przecież pieszego sprawa. Plebs chodzi pieszo.

Jeśli myślisz że ochlapanie lodowatą i brudną wodą jest przyjemne, to zastanów się jeszcze raz nad swoim zachowaniem. Jeśli to nic nie da, to napisz do mnie, kto wie może jak będzie dużo takich zgłoszeń, to rozszerzę swoją działalność o odbijaniu piłeczki. Ktoś kogoś ochlapał błotem i syfem z ulicy? To trzeba mu oddać. Oko za oko. Ząb za ząb. Błoto za błoto.

Przecież to istna przyjemność chodzić z błotem i w wilgotnych ciuchach przez resztę dnia. Sama ostatnio dojechałam na ważne spotkanie ze śladami po błocie na płaszczu, bo komuś się spieszyło i nie zważał na nic i nikogo, poza czubkiem własnego nosa. Było mi tak bardzo zimno i źle, że mam nadzieję że moje salwy gniewu nie spowodowały niczego złego u ciebie drogi kierowco. Wystarczy żeby ci brakło papieru toaletowego. Będzie to wystarczająca kara.

Do tego wszystkiego dochodzi obowiązkowy przymus dojechania jak najszybciej, a co za tym rodzą się takie sytuacje, że się stoi na pasach po kilka minut i marznie, bo życie ma cenne więc nie wtargnie na jezdnię, a sygnalizacji jak na złość nie ma.

Czeka i czeka. Niecierpliwie. Bo jak ma czekać?

Ludzie

Gdy zaczyna padać, to ludzie się zachowują jak śnięte rybki albo święte krowy (wybierz sobie). Serio. Jadę rowerem, a tu nagle jakaś łajza wychodzi nie na pasach, bo jej spieszno. Gdyby się choćby rozejrzała, to pół biedy. Jednak każdy kto jeździ rowerem wie, że hamowanie rowerem w deszczu nie należy do najprzyjemniejszych.

Ludzie z parasolkami na rowerach. Wiesz że takie zjawisko istnieje? Tak, serio, serio. Wiesz jest, mokro, zimno, ślisko, niedobrze. Ryzyko wypadku na rowerze rośnie, bo wszelkie dziury na drodze i chodnikach są pozakrywane. I co? Jedzie taka gwiazda na rowerze i w jednej ręce trzyma parasol. Dlaczego? Bo płaszcze przeciwdeszczowe nosi plebs, a ona jest gwiazda. Każda gwiazda nosi piękną dużą parasolkę. Szkoda tylko że niezależnie czy gwiazda czy plebs, to i tak po wypadku wyląduje na chirurgi szczękowej na Rydygiera.

Wszędzie parasolki. Wiem, bo też mam parasolkę, lecz jednocześnie mam jakiś taki utarty w głowie zwyczaj, że jak gdzieś wchodzę, to zamiast rzucać moją parasolkę (w dodatku rozłożoną) komuś pod nogi, to ją składam i trzymam przy nodze niczym psa. Dlaczego? Nie wiem, tak zostałam wychowana by nie robić syfu u kogoś, a jak już przez przypadek zrobię, to staram się to posprzątać i to niezależnie od tego gdzie wtedy jestem i u kogo.

Tak wiem doskonale że do ludzie prowadzą samochody. Wiem też że istnieje takie prawdopodobieństwo, że to jedni i ci sami ludzie należą do wszystkich grup. Możliwie.

Ja tylko proszę o jedno.

Uważaj! Bo ja wcale nie chcę zmoknąć. Kiedy chcę zmoknąć, to jadę do Bielska, zakładam gumowce i idę z moją chrześnicą po deszczu na spacer, po łące i kałużach. Wtedy mam w nosie czy jestem mokra czy rozmazana.

Zabawa to zabawa.

Widzisz to?

Weź to sobie do serca.

Dodaj komentarz