Obsłuż mnie wzorowo

Wchodzisz do sklepu i słyszysz ćwierkliwe „dzień dobry”, patrzysz na panią, która z uśmiechem numer cztery stara się uspokoić po małym starciu z klientem, który ma więcej problemów niż zębów, palców i lat.

Odpowiadasz?

Skinieniem głowy, uśmiechem czy gębowo?

Od obsługi wymaga się wszelkiej pomocy i to nieograniczonej. Musimy doskonale znać asortyment i jego dokładny skład, ale też ulice, lokalizację parkometrów, okolicznych sklepów, drogi na Wawel, wiedzieć gdzie są najbliższe toalety i jak najszybciej gdzieś dojechać.

Kiedy powiedziałam jednemu pozornie miłemu panu, że nie wiem gdzie jest jakaś tam ulica, to niemal zabił mnie wzrokiem i zapytał jak to możliwe, że nie wiem tak prostej rzeczy skoro mieszkam i pracuję w Krakowie. Powinnam znać miasto jak własną kieszeń.

Niestety mam strasznie mało kieszeni.

Innym razem nie chciałam rozmienić pani pieniędzy na bilon. Prawie mi wykrzyczała, że ona teraz nie ma jak zapłacić za parking i to tylko wyłącznie przeze mnie. Zarzuciła mi też, że zawsze powinnyśmy mieć wystarczającą ilość drobnych żeby wystarczyło na wydawanie i rozmienianie. Niestety nie jesteśmy fontanną, gdzie ludzie wrzucają monety i mówią życzenia. Bilon nam się nie mnoży, a szkoda.

Zastanawiasz się czasami jak to jest, że wchodzisz do sklepu mając nienajlepszy humor i niezbyt specjalnie, bo pewnie nieświadomie rozładowujesz swoje nerwy na panience po drugiej stronie, a ona mimo wszystko się do ciebie dalej uśmiecha, szczerze doradza i na koniec będzie ci życzyła miłego dnia? Ona tego nie robi żeby ci dopiec. Sama ma swoje problemy i na pewno nie jesteś pierwszą osobą, która skacze jej do gardła. Ona po prostu taka jest. Jeśli brzmi przy tym sztucznie, to oznacza tylko jedno, takie są standardy firmy.

Masz wyrzuty sumienia?

Tylko jeden (cyfrą: 1) raz zdarzyło mi się, że pan mnie prawie rozszarpał i dzięki bogu dzieliły nas lodówki. Wyszedł prawie trzaskając drzwiami, ale po jakiejś godzinie wrócił i zaczął przepraszać za swoje zachowanie i tłumaczyć się, że to nie jest najlepszy okres w jego życiu i tak jakoś wyszło, że znalazł się w nieodpowiednim miejscu i o nieodpowiednim czasie, bo akurat na mnie rozładował swoją złość. To było niecodzienne, miłe i (tak mocno naciągając) urocze. Pan miał sporo odwagi, żeby wrócić i przeprosić. Prawdę powiedziawszy, to było bardzo dawno temu, a po dziś dzień do nas przychodzi, tyle że już z uśmiechem.

Naszym zadaniem jest też polecać.

Wiem, wszędzie starają ci się wcisnąć, co popadnie i jak leci i musisz się opędzać od tych wszystkich natrętnych spojrzeń i gadaniny. Raczej cię nie zaskoczę mówiąc, że nie robimy tego z przyjemnością, a z przymusu, który z czasem wchodzi w nawyk.

Pewna pani w odpowiedzi na moje błogie paplanie o wspaniałości czekoladowego ciastka odpowiedziała żebym popatrzyła na nią i na siebie. Oczywiście popatrzyłam. Byłyśmy podobnej budowy i do tej pory nie wiem czy to ja w tej rozmowie byłam z nadwagą czy ona.

Używasz rekomendacji?

 

 

Link do zdjęcia: https://www.flickr.com/photos/nlscotland/4700411088

  • Bardzo ciekawy artykuł, pozdrawiam serdecznie !

  • Informacja odnośnie gotówki do wydania: w świetle PRAWA, to klient, a nie sklep, ma obowiązek zapewnić taki środek płatności, aby zrealizować transakcję. Jeśli nie ma w sklepie gotówki, aby klientowi wydać, to obowiązkiem klienta jest zorganizowanie odpowiedniej kwoty. Nie jestem sprzedawcą, zawsze jestem klientem. Nie urządza mnie taki stan rzeczy, ale przyjąłem do wiadomości. Odkąd dowiedziałem się o takim przepisie, grzecznie udaję się rozmienić pieniądze.