O pisaniu w krokach pięciu

Pierwszy krok– pisanie. Człowiek pisze, bo chce, lubi, kocha to, przelewa emocje na papier lub w plik tekstowy. Ale co dalej? Postanawia tak zarabiać. W czym problem?

Krok drugi– szukanie pracy – zleceń. Mimo kilku porażek w końcu jest ogromny bum na staże i praktyki, i tanią siłę roboczą. Udaje się w końcu znaleźć. Zadowalająca stawka, wszystko wydaje się być odpowiednio dogadane.

Krok trzeci – wykonanie zlecenia – podzielony na dwa mniejsze kroczki.

Kroczek o przyjemnym numerze 1 to temat – który może mieć dwie wersje.  Wersja a) temat akurat niekoniecznie siadł trzeba, więc poszukać dodatkowych materiałów, sporo poczytać. Wersja b) udało się i temat jest idealny, ciekawy, wręcz fascynujący. Wiedza wydaje się być już na wystarczającym poziomie.

Kroczek numer 2 – pisanie. Spełnienie wytycznych związanych z długością, ilością znaków, interlinią, czcionką, itd. Tekst gotowy. Trzeba go teraz przeczytać spokojnie ze dwa razy, nanieść poprawki. Dla pewności można ten tekst komuś pokazać. W końcu jak człowiek dłuższy czas nad czymś siedzi to przestaje zauważać pewne rzeczy, a świeże spojrzenie zawsze się przyda.

Krok czwarty, czyli wysłanie swojej pracy.

Krok piąty – zapłata. Najtrudniejszy krok, ponieważ wykonywany przez dwie różne często nawet nieznane sobie osoby. Mimo wcześniejszego dogadania okazuje się, że osoba ( czyt. zleceniodawca), która wykazała chęć współpracy, zgodziła się na taką a nie inną zapłatę. Zgubiła dane do przelewu. Ma nagły problem z kasą. Ale skąd? Wypadek losowy i konto wyczyszczone do zera? Czy chęć wyzysku? Nadzieja, że znalazło się jelenia, który będzie pracował za miskę ryżu czy za bóg zapłać? Skąd u ludzi bierze się taki tupet by unikać płatności za otrzymaną usługę? Tego nie wiem, ale…. Wkurza mnie to.

Na szczęście występuje zmienność kroku piątego. Zdecydowanie przeważają zbłąkane duszyczki, które płacą za wykonywaną dla nich pracę. Chwała im za to.