Nowy miesiąc nowe możliwości

Tym razem mój tydzień z pisaniem rozpoczynam w czwartek, bo właściwie przez pół dnia twierdziłam, że dziś środa.

Tak, nawet zadzwoniłam do jednej z pań i ją zapraszałam na czwartek czyli jutro na 18:00, bo będzie super, fajnie i szkoda gdyby przegapiła możliwość uczestniczenia w zajęciach. W dodatku powiedziałam, że jestem taka super boska i pomocna, że nawet dzwonię dzień wcześniej by ona się mogła przygotować na te jutrzejsze zajęcia.

Byłam ogromnie zdziwiona jak się okazało, że dziś już jest ten czwartek, a ja myślałam że on jest dopiero jutro. Ja mam dziś środę, więc sobota pewnie będzie pracująca, skoro moja głowa gubi czas.

W połowie sierpnia ruszyłam z kopyta i osiągnęłam wiele dokładnie rozpisanych i założonych celi. Można powiedzieć, że spełniam się w tym co robię, a robię wiele rzeczy niemal jednocześnie i stale sobie coś dokładam. Żeby życie miało smaczek albo po to by zobaczyć jakie maksymalnie największe mogę mieć te wory pod oczami.

Warto testować i próbować, bo…

Bo ostatnio się zastanawiałam, dlaczego chciałabym coś osiągnąć i wiesz co mi przyszło do głowy? Nie wyjazdy za granicę, nie jakieś super fajne torebki czy szpilki, nie biżuteria, nie piękny samochód (nie mam jeszcze prawa jazdy), a spokój i cisza. Tylko tyle.

Oczywiście pominę te mgliste drinki z palemkami, serniki z lodami i tony malin i poziomek o każdej porze dnia i nocy.

I to jest właśnie powód dla którego robię więcej niż (chyba) powinnam i to jest właściwie cały winowajca moich coraz większych worów pod oczami, które przybierają barwę coraz bardziej intensywnego fioletu.

Istnieje na Facebooku taka grupa w której 1 każdego miesiąca, można się chwalić swoim biznesem z podniesioną głową, wciągniętym brzuchem i wypiętą piersią. Ja trzy dni spędziłam przy ławie na podłodze wrzucając wszystkie produkty do nowego sklepu, by się nim pochwalić.

Osiągnęłam swój cel, postawiłam sklep na nowo, a kiedy już zadziałał poczułam się jak paw

Jak małe dziecko, które przeżyło szczepionkę czy pobieranie krwi bez choćby jednej małej łzy. Dla mnie każde szczepienie było okropne, bo gdy widzę igłę, to jeszcze jest dobrze. Kiedy jednak widzę igłę, która zbliża się do mojego ciała, to robię się blada i zaczyna mi się robić słabo. Poza tym tyle razy mnie oszukano, że to nie będzie bolało, bo to ukłucie jakby komara. Bzdura i nonsens. Jedna z pań która tak twierdziła, wyrwała mi igłę z żyły, bo się zapomniała, a jeszcze inna szarpała mi nią w żyle, bo musiała zmienić pojemniczki. Bolało i to nie był komar, a słoń w składzie porcelany. Nienawidzę igieł i mimo zbliżania się do granicy magicznej 30, to się u mnie nie zmieniło.

Jeszcze bardziej nie lubię paradować przez miasto z pojemniczkiem wypełnionym moczem, bo to niby takie „nic”, a jednak obawa jest. Ja zawsze wtedy jakoś tak nawet ostrożniej idę, bo się boję, że rozleję z zakręconego pojemnika i kilku toreb foliowych. Rozleję i zaleję siebie i innych. Wszystko i będzie wstyd. Cóż.

Wszystkie nowe działania zaczęłam w połowie sierpnia i teraz powoli zbieram żniwo, tego wszystkiego. Tak już jest jak człowiek sobie coś wymyśli i robi, to co chce robić i prze do przodu niczym mały byczek, który jeszcze nie wie co się dzieje i dlaczego.

Wiele rzeczy mi się udało, wiele z nich jeszcze przede mną. Bardzo mocno postawiłam teraz na samorozwój by się uczyć i poznawać nowe rzeczy, by rozwijać umiejętności które już posiadam i te o których się dowiedziałam w międzyczasie. Chciałabym aby moje działania stale rosły w siłę i nadawały sens mojemu życiu.

Chciałabym osiągnąć sukces ale na własnych zasadach i bez owijania w bawełnę, bo na to mi akurat szkoda czasu.

Na ten moment coraz częściej się spotykam z tym, że ludzie zamiast powiedzieć „<am ochotę na gulasz”, tak bardzo kręcą i motają, że finalnie jedzą jagody.

Tak, jest tego plus, bo wspierają nasz lokalny biznes ale czy nie szkoda na to czasu? Czy nie lepiej powiedzieć prosto z mostu o co chodzi i dlaczego to zmierza w takim kierunku? Po co komuś taki nadmiar tej bawełny?

Udzielam się w kilku grupach na FB tych stawiających na firmę oraz rozwój i coraz częściej widzę jak ludzie szukają gotowych rozwiązań, które chcą skopiować u siebie.

Nie rozumiem tego, bo w jaki sposób Zbigniewa która robi kalesony, może kopiować kropka w kropkę Jadwigę, która na placu sprzedaje cebulę. Przecież to inna grupa docelowa, branżą, inne wszystko. Spójnych elementów jest zbyt mało, a mimo wszystko obserwuję to kopiowanie i rozkładam ręce, bo nie rozumiem dlaczego ludzie nie szanują swojego czasu.

Czasu który tracą na robieniu czegoś bezużytecznego, zamiast skupić się na priorytetach i iść do przodu. Po co się cofać, skoro można choćby małymi milimetrowymi krokami poruszać się do przodu. Wiem, że można pomyśleć, że dzięki temu ludzie się jednak uczą, choćby pokory.

Cudownie

Tylko ta pokora może pojawić się w innych momentach życia, a nie wtedy gdy stoimy przy kasie i niewiadomo czy wziąć pasztet czy cebulę.

W tym miesiącu rozpisałam sobie piękne i wyniosłe postanowienia na wrzesień. Ten miesiąc jest dla mnie jak dla większości nowy rok, którego ja zbyt hucznie nie świętuję, bo nie czuję już takiego parcia.

Nie pozostaje mi nic innego jak poproszenie byś trzymał za mnie kciuki, by wszystkie plany dotyczące mojego bloga, sklepu oraz nowej branży przynosiły owoce. Nie muszą być duże, soczyste czy dorodne, bo wiem że dojrzeją.

Niech się dzieje wola nieba.

I moja też.

Zobaczysz, jeszcze w tym roku się pochwalę, że zrobiłam sobie kawę i wypiłam ciepłą, bo już udało mi się stanąć na tyle mocno na nogach, że zamiast zlecenia brać na siebie, będę mogła pracować z ludźmi, którym będę te zadania zlecała. Możliwości mam, szansę też.

Zobaczysz.

Dodaj komentarz