Mój komputer w roli głównej

Mówi się, że o gustach się nie dyskutuje, ale podobno z wiekiem się zmieniają.

Kilka lat temu przy wyborze komputera pokusiłam się o zakup laptopa firmy Acer. Może faktycznie źle zrobiłam, ale potrzebowałam komputera do zwykłego użytkowania, a nie do gier, filmów, czy coś tam.  Owszem zdarza mi się na niego narzekać, przez co on się na mnie czasem obraża zawieszając się na kilka sekund. Na szczęście jego awaryjność jest minimalna, mimo już podeszłego wieku, co sobie chwalę.

„Lepszy taki niż żaden” – ja i głupie tłumaczenie.

Kulminacja

W ubiegły piątek nastąpił dzień, w którym zaczęłam żałować (trwało to 5 minut) nie tyle swojego wyboru, ale tego, że do tej pory nie kupiłam lepszego sprzętu. Z drugiej strony czy jest sens kupować nowy komputer, jeśli ten, który mam jest jeszcze dobry, działa i ma się dobrze? No dobra ma jeden to w dodatku nieestetyczny mankament, czyli pękniętą obudowę przy zawiasach. Jest sens?

Wszystko to przez rozmowę kwalifikacyjną na Skype.

Z doświadczenia wiem, że Skype o wiele lepiej działa w moim telefonie niż na komputerze m.in. przekłada się to na lepszą, jakość dźwięku. Niestety tym razem mój rozmówca uparł się, że rozmowa przez Skype z telefonu to nie rozmowa i natychmiast (!!!) muszę się relogować. Zrobiłam to, bo w końcu potencjalnemu pracodawcy się nie odmawia i tu pojawiły się jaja.

Nagle wszystko zaczęło się sypać. Połączenie ciągle się rozłączało, a pan ciągle narzekał na to, że mnie słabo słyszy, a kiedy mówiłam, że lepszym rozwiązaniem będzie rozmowa przez telefon to udawał, że nie słyszy. W końcu nie uwierzycie, ale sam na to wpadł:

– To może jednak się pani przeloguje?

– Oczywiście jak Pan woli.

Zalogowałam się ponownie w telefonie, pech chciał, że znów tajemniczo połączenie zostało przerwane. Pan się zdenerwował i zakończył temat fochem i mailem o treści:

„Ze względu na nieprzygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej oraz nie spełnienie warunków wstępnych do prowadzenia pracy, zmuszony jestem odrzucić Pani kandydaturę.

Nie posiada Pani narzędzi pracy niezbędnych do przeprowadzenia rozmowy kwalifikacyjnej, a także nie posiada Pani narzędzi do prowadzenia pracy, które są warunkiem wstępnym.

Dlatego nasza firma zdecydowała się nie podejmować z Panią współpracy.”

Skype

Wydawałoby się, że każdy, kto chociaż raz w życiu korzystał z tego rodzaju aplikacji wie, jak bardzo są niedoskonałe i nawet przy najlepszym urządzeniu mogą zwyczajnie nie działać.

W czasie urażonej dumy niestety oczywistości schodzą na drugi plan. Ciężko ludziom przychodzi przyznanie komuś racji, zwłaszcza, jeśli chodzi o elektronikę i osobą, która wie „lepiej” jest kobieta, a co więcej potencjalny pracownik. Wiem, że mogłam się nie wychylać. Tak już mam.

Internet

Może to wcale nie była wina Skype ani komputera tylko Internetu. Wiecie jak to jest. Niezależnie od wybranego dostawcy czy przestrzegania terminowych płatności, awarie bywają i nie mamy na to żadnego wpływu, no chyba, że faktycznie będzie się rzucało modemem o ścianę. Może to normalne, że rozmowy kwalifikacyjne przeprowadza się przez Skype. Ja się z tym spotkałam dopiero po raz pierwszy, a już wiem, że nie będę tego mile wspominała.

„Nieprzygotowanie do rozmowy”, czyli Twoja wina głupia babo.

Pan miał mi na tej rzekomej rozmowie kwalifikacyjnej wyjaśnić krok po kroku, na czym polega praca, więc ja miałam tylko i wyłącznie słuchać, a co za tym idzie nie musiałam nic mówić poza krótkimi: ok, dobrze, fajnie, oczywiście, itd. (ale dobry dźwięk tych słów był obowiązkowy). Co jeszcze? Szanowny pan zarzucił mi nieprzygotowanie do rozmowy, mimo że to ja czekałam na niego prawie godzinę z założonymi słuchawkami, które były podłączone go lepszego urządzenia tylko po to, aby rozmowa mogła przebiegać bezproblemowo, a sam przed ekranem swojego komputera pojawił się tak późno, bo miał inne zajęcia. I kropka.

„Nie posiada Pani narzędzi do prowadzenia pracy” narzędziami, które były mi niezbędne do podjęcia pracy, to poczta i Internet. Wymagania proszę ja Was szokujące, aż szczęka opada i rozłamuje się na miliony drobnych kawałeczków. W gruncie rzeczy nie wiadomo czy za całe zdarzenie odpowiedzialny jest mój Internet czy owego potencjalnego pracodawcy jedno jest pewne dobrze się stało.

Gdzie takt? Gdzie powaga?

Generalnie nie należę do osób nerwowych, jestem raczej spokojna, ugodowa i opanowana niezależnie od sytuacji. Od dłuższego czasu uważałam, że na tym świecie jest niewiele rzeczy, które mogłyby mnie jeszcze zdziwić, a tu proszę taka sytuacja.

Niepozorna i z zaskoczenia.

Pan pojawił się w moim życiu na kilka krótkich chwil, a na koniec sprawił, że ręce mi opadły do samej ziemi, a szczęka roztrzaskała się w drobny mak.

Gratuluję!

Dziękuję za niespodziankę i pozdrawiam serdecznie.

 

Link do zdjęcia: http://www.flickr.com/photos/lselibrary/4401344940/