Co mi szkodzi – CV gdzie popadnie

Na studiach miałam taką koleżankę, imienia może nie zdradzę, chociaż możliwe że powinnam. Długie imię na W.

Dziewczyna z Krakowa i mieszkała w Prokocimiu. Nigdy wcześniej nie pracowała, a przecież jak się idzie na studia, to ma się już te 20 lat z jakimś tam małym hakiem. Była trochę hejtowana że matka, ojciec i ojczym wiecznie żyć nie będą. I właściwie tym została trochę zmuszona żeby iść do pracy. Poszła ale po długim, długim czasie.

Ludzie dziwnie już patrzą na osoby, które mają trochę powyżej 20 lat i nie mają doświadczenia. Poza tym dziewczyna skończyła liceum z miernymi wynikami i nagle bach dostała się na studia, a właściwie to jej mama coś tam wycudowała i trochę poczarowała i się udało.

No i dziewczyna w końcu znalazła pracę. Swoją pierwszą pracę. Okazuje się że pierwsza praca jest super, a w dodatku na pół etatu jako biurwa. Biurwowanie jest bardzo dobre i sama pracuję w taki sposób, zarówno stacjonarnie jak i zdalnie, więc nie mam z tym stanowiskiem najmniejszego problemu, a nawet mi się podoba.

Ja pracuję zdalnie, a ona face to face z drugim człowiekiem

Dziewczyna jest dość specyficzna, ponieważ wydaje jej się że złapała więcej srok za ogon niż jest to możliwe, poza tym żyje w przekonaniu że jest najpiękniejsza, najmądrzejsza, najbystrzejsza i wszystko inne co tylko zaczyna się od słowa „naj”. Trochę zakrzywia czasoprzestrzeń tym, że wpisuje w CV znajomość angielskiego, na poziomie zaawansowanym, a powiesz do niej jedno najprostsze zdanie i masz ode mnie 100% gwarancję, że się na nim wyłoży.

Wiem, każdemu się zdarzy zapomnieć w innym języku prostego słowa albo nie wie jak coś powiedzieć. Ba! Mi się to czasami przytrafia nawet w języku ojczystym. Życie.

Kiedy używałam na co dzień języka angielskiego, to czasami mi się tak przytrafiało, że musiałam np. powiedzieć dom czy owoc i okazywało się, że mam tak wielką dziurę w głowię, że ta pochłonęła wszystko, co tylko mogła i ani jeden dom czy owoc się w nim nie ostał. Zatem bywa i tak, że człowiek na chwilę czegoś zapomni.

Czasami też jest tak, że kiedy mam gorszy dzień, jestem zmęczona jak diabli albo chcę powiedzieć zbyt dużo i zbyt szybko niż jestem w stanie, to zapominam słów albo tworzę jakiś dziwny twór – bełkot który ciężko określić, nawet przeze mnie mimo że to ja go powiedziałam.

Na szczęście nie tylko ja tak mam, więc uznajmy to za normę.

Wracając.

Moja koleżanka po jakimś tam dłuższym czasie pracy na pół etatu, gdzie jej pracodawca nie chciał jej podnieść pensji, ponieważ nie uważał że na te pieniądze zasłużyła, to ona postanowiła szukać pracy w innej firmie. I gdzie wysyłała swoją aplikację?

Wszędzie!

Mimo że skończyła jakąś szkołę policealną na kierunku Administracja, to początkowo wysyłała swoje CV na podobne stanowiska, ponieważ doświadczenie już miała w końcu pracowała w jednym miejscu przez 2 czy 3 lata w dodatku niedoceniona przez swojego pracodawcę.

Najpierw stanowiska asystenckie, bo doświadczenie jest, więc praca się na pewno znajdzie. Możliwe, bo praca była, a i telefony całkiem często dzwoniły jednak coś się psuło i kontakt się urywał tuż po rozmowie na której najwidoczniej nie robiła już tak dobrego wrażenia.

Kiedy okazało się że wysyłanie swoich dokumentów tylko na stanowiska biurowe nic nie działało i nie przynosiło żadnych plonów, to rozpoczęło się wysyłanie na różne inne stanowiska. Kolejno. Dziedzinami.

Recepcje w hotelach, gdzie również nie zaiskrzyło, bo najwidoczniej znajomość języka nie taka jak być powinna albo rozgarnięcie nietakie.

Obsługa sklepów – tutaj też się okazało, że niekoniecznie jest odpowiednią osobą by rozpocząć pracę w którymkolwiek sklepie w Krakowie.

Pralnie – po okresie próbnym, który trwał dwa tygodnie (za które nawet nie zapytałam czy dostała jakiekolwiek wynagrodzenie, ponieważ kontakt nam się urwał, gdyż poszedł ogromny foch) również jej podziękowano.

Okazało się, że nikt nie chce nigdzie zatrudnić dziewczyny, która jest ode mnie młodsza o rok. Dziewczyna z wykształceniem, doświadczeniem w administracji i można powiedzieć że z rozgarnięciem życiowym. Nie tylko nie może znaleźć pracy ale i nie jest w stanie nic z tym zrobić.

Przestała już wysyłać CV na konkretne stanowiska czy sprawdzone miejsca, bo przecież każdy z nas powinien wcześniej sprawdzić dokąd wysyła swoje dokumenty ze zdjęciem.

Zanim przestała, to otwierała ogłoszenie czytając tylko tytuł i wysyłała w ciemno.

Firma szuka kogoś z wyższym wykształceniem i ze znajomością 5 języków? PUF! Zgłoszenie poszło.

Kogoś kto umie stać na rękach? PUF! Zgłoszenie poszło.

Znającego nieznane? PUF! Zgłoszenie poszło.

Wychodziła z założenia, że może akurat się uda. Próbowała, próbowała i tak się przy tym namęczyła, że zapisała się w urzędzie pracy jako bezrobotna. Siedzi sobie w domu i zarabiała tyle, co w tej firmie z której finalnie została zwolniona za złe wykonywanie obowiązków.

Co w takim przypadku? Co jest lepsze?

Jeżeli mam problem ze znalezieniem nowej pracy, to może jest znak by coś zmienić w swoim zachowaniu na rozmowach o pracę, na dniu próbnym czy w swoich umiejętnościach i rozszerzyć swoje zdolności i umiejętności. Może CV jest nieodpowiednie? Zbyt ogólne CV może nie być zbyt mile widziane przez nowych potencjalnych pracodawców.

Mi się zdarzyło tak, że miałam różne CV, bo generalnie mówi się tak, a przynajmniej działy HR o tym mówią w taki sposób, a HR to dla mnie mocno drażliwy temat, bo bardzo często są to osoby po szkole czy studiach ale z zarządzania zasobami ludzkimi i nie mają zielonego pojęcia dla kogo rekrutują, a jak już zadają pytania, to nie wiedzą czy odpowiedź jest poprawna czy nie.

Osoba która do tej pory pracowała w Żabce na kasie nagle zostaje zatrudniona w dziale HR i rekrutuje programistów. Czy się na tym zna? Nie. Niewłaściwa osoba na niewłaściwym miejscu, ale hajs się zgadza.

To jest poniekąd piękne, bo pyta kogoś o znajomość programu, którego na oczy nie widział i ktoś mu może powiedzieć „masło bigos trzasło”, a ten pokiwa głową w zrozumieniu bo się nie zorientuje, że to psikus.

Jestem świadoma tego że w korporacjach to wygląda nieco inaczej, bo jest szef działu i ma pod sobą swoje małe mróweczki i to on przeprowadza testy znajomości czy kompetencji i mróweczka by dojść do mrowiska musi przejść daleką drogę.

Poza tym jest wiele osób, które znają teorię, więc w teorii wymiatają, a w praktyce są dupą wołową. Jestem tego świetnym przykładem jeśli chodzi o ogrodnictwo. Przerwałam studia, więc w teorii jestem super, a w praktyce? No way.

Znowu zabłądziłam.

Moja koleżanka, która jest otwarta lecz raczej do mężczyzn i doświadczenie posiada niemałe, jest na tym bezrobociu i jej to odpowiada.

Takie przekonanie „Co mi szkodzi” w niektórych przypadkach się sprawdza, bo jeżeli idę i do nowego miejsca czy widzę nowe danie, to często mi się zdarza nie spróbować nowej rzeczy, bo jestem osobą, która przywiązuje się do przedmiotów. Niektóre rzeczy jest mi łatwo zmienić, a do innych się mocno przywiązuję i to może jest właśnie to… To że nie mam problemu z przeprowadzaniem się czy zmianą pracy, to się raczej przekłada na to, że lubię jeść konkretne rzeczy. Jestem pod względem nowych smaków bardzo mocno ograniczona, ale problemy z jedzeniem są ze mną od dziecka.

Zachowanie „Co mi szkodzi” kiedy idę do sklepu i widzę, że moja ulubiona czekolada jest też w wersji z orzechami, to „Co mi szkodzi” kupię i spróbuję.

Dodaj komentarz