Marzę o białej sukience i dziecku

Lubisz gonić króliczka? Czy wolisz moment kiedy już go masz w ręce i zastanawiasz się, co teraz z nim zrobić? Zaakceptować? Wypuścić? Zamieszkać z nim? Posadzić drzewo i podawać cegły? Gotować mu? Prać? Sprzątać? Odkurzać?

Będę mierzyć wszystkich swoją miarką i powiem, że lubisz. Ja lubię, on lubi i ona też. Dążenie do celu zawsze jest ekscytujące, zabawne, ciekawe, niespodziewane. Nie powiem, że mrożące krew w żyłach, bo do takiego etapu jeszcze nie doszłam, więc zakładam, że coś takiego jest niemożliwe. 

Przemawia przeze mnie starość, doświadczenie i opowieści znajomych.

Gonisz tego swojego królika i już wiesz, że prawie go masz bo czujesz delikatność futerka i ciepło organizmu. Teraz zwykle zachodzą dwa zjawiska, a ich występowanie jest niczym nieokreślone. Kobiety są zmienne, ale to już przecież wiesz. Raz chcą mieć zwierzątko, a innym razem mają uczulenie na sierść.

Cofnięcie ręki

Nagle dotarło do ciebie, że posiadanie zwierzątka nie jest tym czego właśnie potrzebujesz, albo chcesz jakieś ale na pewno nie króliczka. Coś bardziej wyszukanego i niecodziennego. Jeszcze się porozglądasz.

Złapanie go za uszy

Miał być królik, to jest. Cały i w pełnej krasie.Ciepły i przyjemny w dotyku, cały i tylko twój. No przynajmniej przez jakiś czas. Oczywiście nikt ci nie da na niego gwarancji i nie zapewni o jego jakości. Trudno żeby była właścicielka reklamowała go jako najlepszą i najcudowniejszą istotę na świecie. Musisz się sama przekonać, że wiele potrafi i wiele musi się dopiero nauczyć. Taki los. I co… masz już tego swojego króliczka i okazuje się, że ma jakieś imię. Grzesiek, Mietek, Gienek, Rysiek czy jakkolwiek.

Przebywasz z Panem K coraz więcej i więcej, a potem jeszcze więcej i tak do oporu. W końcu cudem zamieszkujesz z nim i tak mija wasz anielski czas na wszystkim tym, co najprzyjemniejsze. I przychodzi nagle niespodziewanie ten moment. On klęka, a tobie przychodzi tylko na myśl, jak to się stało, że króliki umieją klękać? Daje co ma dać i tak się zaczyna jazda bez trzymanki. Uświadamiasz sobie, że ślub to nie do końca, to na co czekałaś przez całe życie, a posiadanie dziecka, jest odległe niczym wycieczka na księżyc, ale dobra w końcu połączyła was jakaś magiczna nadprzyrodzona siła i kopniak amorka, bo już dawno zapomniał gdzie zostawił swoje strzały.

Marzyłaś o białej sukience?

Ja mam z tym problem. Chyba jest ze mną coś nie tak. Mam defekt. Nie wyobrażam sobie siebie w przeogromnej bezowatej połyskującej sukni, koku z długim wielonem i wielkim bukietem w ręce. Kiedy idę na ślub, to nie myślę o tym jakby to było gdybym ja tam stała zamiast niej. W ogóle nie i nic z tych rzeczy. Może kiedyś tam narodzi się we mnie potrzeba posiadania papieru na związek. Póki co mam przebłyski instynktu macierzyńskiego, ale to tylko przy mojej chrześnicy i tylko dlatego że jest taka mała, słodka i przebiegła, bo potrafi rozkochać w sobie każdego bez wyjątku.

Biel, a w tej bieli…

No właśnie? To że nie siadam na łóżku i nie układam sobie w głowie jak będzie wyglądał kiedyś mój ślub i mąż, to nie znaczy, że nigdy o tym nie myślałam. Chociaż to nie do końca chodzi o myślenie. Raczej sen. Jestem już stara (Luby nieustannie mnie postarza, bo przecież rocznikiem trzeba i siwe włosy już są), a zaledwie trzy razy miałam przed oczami coś na kształt małżeństwa.

Pierwszy raz…

Kiedy ON na szczęście nie klęknął i dał mi pierścionek.

Drugi raz

Ze dwa lata temu, a link o tym masz tutaj .

Trzeci raz

Jakiś nieokreślony czas temu, ale jakoś nie bardzo dawno. Koszmary?

I teraz na to wpadłam, każda z tych sytuacji związana jest z zaręczynami, a nie z samym ślubem. Może powinnam zostać starą panną? W sumie już jestem stara i panną też jestem. 

 

Kota mi trzeba.

Białego kota.

Najlepiej wykastrowanego.

1 komentarz

  1. No cóż, każdy ma inne potrzeby. Wcale się nie czuj gorsza, że nie marzysz o białej sukni. 🙂 Pozdrawiam

Dodaj komentarz