Łap za guzik i szukaj zakonnicy z wiadrem

Blok, w którym wynajmujemy mieszkanie zadziwia nas nieustannie od wakacji. Był to czas, w którym sąsiad zza ściany chciał być naszym obrońcą, misjonarzem i adwokatem.

Dużo chciał dla „nas” zrobić, ale nic z tego nie wyszło. Biedny nie miał zielonego pojęcia o tym, co robi i kopał pod sobą coraz większe dołki i sam sobie kładł kłody pod nogi w końcu wpadł do jednego z tych dołków. Od dawna nie widziałam tego sąsiada ani jego pstrokatej konkubiny. Wstydzą się swojej nieudolnej walki o lepszy dzień, zbierają po cichu tajną broń na następne wakacje albo zwyczajnie przypadkowo się mijamy.

Ten sąsiad odpadł w biegach na najdurniejszą kartę w windzie i drzwiach do bloku, ale zostali inni, którzy dalej nas raczą listami w stylu „okradasz sąsiadów, jeśli płacisz mniej za śmieci” lub „w bloku są 92 mieszkania, a zameldowanych jest 112 osób, wstydźcie się!”.

Niestety się nie wstydzę.

Jeśli mieszkałabym sama, to nie meldowałabym bezdomnego żeby płacić więcej za śmieci. Chociaż. Myślicie, że powinnam zadzwonić do właścicielki żeby zameldowała u nas jeszcze 5 osób, bo ja mam bardzo dobre serduszko i z miłą chęcią powyrzucam moje pieniądze w błoto, a resztę oddam biednym sąsiadom, którzy kupili mieszkanie w nowym bloku i przeszkadza im wszystko poza własną głupotą.

Początkiem tygodnia pojawiła się kolejna kartka informująca o tym, że na dniach pojawi się kominiarz w naszym bloku i to w dwóch turach. Pierwsza rano między 9-11, a druga po południu 16-18. Wszystko ładnie i pięknie, tylko, kto powiesił tą kartkę? Co to za kominiarze i skąd się biorą? Ktoś nieczytelnie długopisem dopisał numer telefonu. Cała ta kartka, numer i całokształt zdarzenia nie wzbudzałby zastrzeżeń gdyby nie to, że dzień wcześniej kominiarz chodził po domach i tydzień wcześniej też. Ilu ich ma przyjść w ciągu dwóch tygodni do mojego mieszkania, żeby było wiadomo, że jest bezpieczne? I ilu jeszcze będzie chciało przyjść? Kalendarza od kominiarza z przyklejonym grosikiem też nie mamy.

Prawdę powiedziawszy panów z wtorku prawie wpuściłam, ale na szczęście usłyszałam ich rozmowę:

Kominiarz 1: Co to ma być? Wieszasz kartkę, że przyjdziesz i nikogo nie ma w domach. Nagle sami biznesmeni, co to dnia bez pracy nie wytrzymają. Powinni czekać w domach aż przyjdziemy.

Kominiarz2: To nie ich wina, ustalone są złe godziny, jak ktoś faktycznie pracuje, to proste, że go nie będzie w domu.

K1: Pierdolisz. Dzień wolny brać i czekać, aż przyjdziemy. Mam robotę do wykonania, a oni mi przeszkadzają.

K2: Przesadzasz. Wrócimy jeszcze raz, mówi się trudno.

K1: Pani, dokąd?

Pani: Tutaj obok

K1: Zaraz będziemy proszę czekać

Pani: Panowie ja nie mam teraz czasu zaraz muszę wychodzić

K1: Gówno mnie, to obchodzi.

Pani poszła do siebie. Dwóch buraków, którzy kominiarzami byli pewnie tylko z mundurku.

Ja do tego zawodu nic nie mam, chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że chyba jeszcze dalej ludzie żyją świętami i wolnymi dniami i łatwiej ich oszukać, nawet tych, którzy, na co dzień mają jakiś magiczny instynkt lub radar na głupotę i złodziei.

Rodzice od małego mi wpajali, że nie otwiera się drzwi obcym, kiedy jestem sama w domu, bo nigdy nie wiadomo, kto to jest i jakie ma zamiary. Po dziś dzień kieruję się tą zasadą i jeśli dzwoni do moich drzwi ktoś podejrzany to bez wyrzutów sumienia karzę mu całować klamkę. Może i jestem przewrażliwiona, ale za to bezpieczna.

Dziś już tylko jedna kartka okrasza nasze drzwi, reszta jak zwykle zniknęła. Spółdzielnia życzy nam wszystkim Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.

Irytują mnie takie kartki z życzeniami i maile od firm i portali. Wysyłają je do wszystkich i liczą na to, że człowiek się ucieszy i dobrze będzie ich kojarzył. Cała lista mailingowa wrzucona do jednego wora i każdy, ale to każdy dostaje to samo. Różnica tylko taka, że jedni zaczynają od „Szanowni Państwo”, a inni od „Nasza firma chciałaby”, „W imieniu” lub „Z okazji”. O wiele lepiej działa na mnie Jadzia z warzywniaka, która szczerze i z uśmiechem mówi „Wesołych świąt”.

No dobra prawda jest taka, że lubię ten warzywniak.

 

Link do zdjęcia: http://www.flickr.com/photos/stockholmtransportmuseum_commons/7294089286/