Kawa, moja wspaniała kawa

Jest jedna taka miła pani, która zamiast do pracy wychodzi na ulicę. Nie, nie po to, by sprzedawać swoje wdzięki za kilka (dziesiąt) złotych, ale po to by zaczepiać ludzi prosząc ich o kilka groszy na chleb.

Chleb jest magicznym słowem, które zależnie od regionu oznacza, co innego. W Bielsku w jednym z osiedlowych sklepików słyszałam, jak pan powiedział „chlebek poproszę”, a pani bez mrugnięcia okiem podała mu tanie wino marki Wino rocznik bieżący. Rozumieli się i doskonale znali swoje potrzeby. Lubimy takich stałych klientów, którzy mówią tylko „ dzień dobry, do widzenia” kładą odliczoną kwotę i wychodzą. Może lubimy, to za mocne słowo, są dla nas neutralni. Lubimy to, że do nas wracają, czasami nas zaskakują zmieniając repertuar, ale żałujemy, bo robią to zbyt rzadko.

Na jednej z krakowskich ulic można spotkać miłą straszą panią, która żeruje na ludzkich emocjach. Opanowała to do perfekcji. Najpierw na ulicy zaczepia ludzi prosząc o drobne, bo nie ma na chleb. Nagła potrzeba i ludzie dają. Kobietka nie wygląda źle, sprawia wrażenie poukładanej i spokojnej, a jednocześnie takiej, której coś w życiu nie wyszło i próbuje jak może związać koniec z końcem. Problem polega na tym, że to iluzja. Jej pomysł na życie, który działa perfekcyjnie.

Pierwsze wejście

Obskoczyła wszystkich klientów pytając ich czy mają jakieś drobiazgi, bo jej brakuje, ktoś coś jej dał. Musiałyśmy jej dyskretnie przypomnieć, że miała zakaz przychodzenia na „dej pani”. Uspokoiła się, ale nie na długo. Ominęła kolejkę i prosi o… kawę. Ledwo udało się ją przekonać, że kolejka jest jedna i żeby coś dostać musi poczekać. Nie chodzi tutaj o pokazanie wyższości nad klientem, a o to, że omijanie wszystkich, stawanie z boku i po raz kolejny bączenie pod nosem błagalnym tonem nie jest rozwiązaniem. Dostała swoją kawę idzie do stolika i nagle, co ja widzę wszystko w kawie witryna, podłoga, stół, a pani, co na to?

Kawa się rozlała

Szmata i mop w rękę i lecę sprzątać. Kobieta stoi cały czas koło mnie i pyta czy dostanie drugą. Odpowiadam kulturalnie, że owszem, ale musi za nią zapłacić, a ona mi na to, że jej strasznie słabo i musi się napić kawy. Powtarzam, że nie ma takiej możliwości, ponieważ nie rozdajemy nic za darmo, ktoś za tą kawę zapłacić musi, a ta w płacz. Widziałeś kiedyś płacz starszej osoby? Nie jest, to miły widok. Za pierwszym razem ma się ochotę uchylić rąbka nieba, za drugim kawałek mniej, a za setnym ma się ochotę powiedzieć, żeby spadała na bambus. Wiesz jednocześnie, co się dzieje w jej głowie, zdajesz sobie sprawę, że jej system działa i sporo ludzi daje się na to nabierać. Działa nader doskonale. Ja odmówiłam sprezentowania jej kubka kawy, to podeszła do jednej z klientek.

Pani: Kawa mi się rozlała, może mi pani kupić jedną?

Klientka: Bez kawy można żyć.

Można.

W końcu jakimś cudem wyszła i ku naszemu zdziwieniu po niecałych pięciu minutach wraca. Czego od nas chce? Kawy oczywiście. Dostała ją dla świętego spokoju, ale nie uraczyła nas przeprosinami za wprowadzenie chaosu, zrobienie bałaganu i żebranie, nie! Zarzuciła nam jeszcze, że nie wykonujemy swoich obowiązków, bo skoro ona kupuje u nas kawę, to powinnyśmy jej ją zanieść do stolika. Nic nie pomogły tłumaczenia, że nie jesteśmy barmankami ani kelnerkami i podawanie klientom kawy do stolika nie leży w naszych obowiązkach.

 

Tylu jest teraz oszustów, że ciężko rozpoznać, kto naprawdę potrzebuje naszej pomocy.

 

 

Link do zdjęcia: http://www.flickr.com/photos/nlscotland/4699581349/