Czy jeździć zimą na rowerze?

No jasne, że tak.

Tutaj w zasadzie mógłbym skończyć ten wpis, bo odpowiedź jest jednoznaczna.

Rozwińmy jednak trochę temat i zacznijmy od początku.

Od razu wspomnę, że nie będę tu pisał o jeździe na rowerze w zimę po mieście.

Często się spotykam z zaskoczeniem, że jadę do lasu na rowerze, a przecież jest środek zimy. Przecież jest zimno, śnieg, zimno, lód, zimno, ciemno, zimno, zimno… ZIMA jest stary! itd. Przecież rower jest na lato.

Bzdury! 

Nie ma złej pogody, pory roku i czasu na rower, jest tylko źle dobrany ubiór.

Powiesz:

Ale przecież jest temperatura na minusie, jadąc wieje bardziej, to jest zimniej.

Prawda ale też nie do końca. Jeśli masz odpowiedni ciuch, a właściwie zestaw ciuchów (i wcale nie jest ich aż tak wiele, o czym przeczytasz dalej), to jadąc w takich warunkach jest ciepło. Owszem, człowiek pedałując rozgrzewa się i szybciej zaczyna się pocić, co też jest pewnym problemem, bo wentylacja ciała z każdą kolejną warstwą ubioru jest coraz bardziej upośledzona, dlatego nie można przesadzić.

Można tu się rozpisywać na temat różnych producentów, technologii, materiału ale o tym napisane jest wiele od lat.

Wróćmy do ubioru. Przedstawię to na własnym przykładzie.

Jeżdżę głównie w lesie, unikam w miarę możliwości otwartych przestrzeni, nie lubię gdy wieje, chyba nikt nie lubi. Na rowerze wiatr jest moim głównym wrogiem. Poza tym w lesie jest przyjemniej, można spotkać sarny, lisy, czy inne dziki. Zawsze ciekawiej.

Po pierwsze, jeśli chcesz zacząć jeździć w zimie, to nie przestawaj jeździć w ogóle. Jesień jest świetnym okresem przygotowującym nasz organizm do coraz niższych temperatur i gorszych warunków. 

Bardzo świeży przykład z ostatnich dni:

Ja na rowerze jestem przynajmniej 2 razy w tygodniu an około 3h jazdy i codziennie do pracy i z powrotem, tydzień w tydzień, Angelika miała dłuższą przerwę. Pewnej niedzieli wybraliśmy się wspólnie na przejażdżkę. Było ciut powyżej zera, warunki trochę mokre, większość ludzi w czapkach, szalikach i puchowych kurtkach. Zrobiliśmy spacerowym tempem około 15 km. Oboje mamy odpowiednie ubrania na takie temperatury. Różnica jest tylko taka, że mi nic nie było, a Angelika skończyła z zapaleniem górnych dróg oddechowych.

Dla nieprzyzwyczajonego organizmu taka krótka wyprawa okazała się zabójcza.

Po drugie, zadbaj o odpowiednie ciuchy. Znów wrócę do jesieni, która jest świetnym okresem także dla stopniowego skompletowania odpowiednich warstw. Wiadomo, że im dalej w rok, tym temperatura spada.

Póki co mój ubiór wygląda następująco (póki co do -6 stopni C sprawdza się znakomicie):

Głowa:

  1. Czapka pod kask (kask jest oczywisty, prawda?) – jakaś z marketu ocieplana ale cienka z płaskimi szwami, obecnie na zmianę z kominiarką narciarską, koszt obu w granicach 50 zł. Dla mnie póki co wystarczająca kombinacja ale na większe mrozy będzie coś porządnego. Nie warto oszczędzać na głowie, ani jeśli chodzi o kast, ani jeśli chodzi o jej ciepło.
  2. Komin pod szyję – Może być też przedłużona kominiarka, najważniejsze, żeby chroniła szyję i nie pozwalała na dostęp zimnego powietrza pod kurtkę i bezpośrednio na szyję. Nie musi być ocieplana, ma chronić przed wiatrem.
  3. Okulary / gogle – bez oczu daleko nie zajedziesz, dlatego warto je dobrze chronić. Zimne powietrze, czy też opady skutecznie utrudniają nam widzenia. Będą parowały, szczególnie na podjazdach ale w górę jedziemy dość wolno i można je zsunąć. W goglach zaś podjeżdżać nie polecam. Szybko zawilgotnieją od środka i będą bezużyteczne, za to na zjazd nie wyobrażam sobie okularów. Komfort wokół oczu jest idealny.

Góra:

  1. Koszulka termoaktywna – ja mam zwykłą ze znanego sportowego marketu, chyba za 19 zł. Jest ciepła, cienka i przylegająca. Jej dużym minusem jest słabe odprowadzanie wilgoci, przez co skóra nie jest zbyt sucha ale spełnia zadanie – grzeje. Szybko się spiera i traci swoje właściwości, dlatego niebawem zmienię na coś innego.
  2. Bluza rowerowa – z tego samego marketu. Jest ocieplana, dobrze leży, na jesień z koszulką z pkt 1 wystarczająca, całkiem dobrze radzi sobie z odprowadzaniem wilgoci. Kosztowała coś w granicach 80 zł
  3. Kurtka rowerowa/windstoper – i ta także nabyta w sportowym markecie za 149 zł. Świetnie trzyma temperaturę i dobrze chroni przed wiatrem.
  4. Kurtka „wiatrówka” lub przeciwdeszczowa – cienka, którą można schować w kieszeń, idealna na długie zjazdy i powrót do domu, gdy jesteśmy zgrzani i przemoczeni. Ochroni przed pędem powietrza i nie pozwoli stracić ciepła ciała. Słabo oddycha, dlatego nie warto w niej jeździć cały czas. Bez nie  nie ruszam się z domu, a w razie dużych opadów zawsze mam możliwość dodatkowej ochrony. Kupiona za 49 zł.

Dół:

  1. Bielizna – najlepiej z windstoperem, który pozwoli chronić przed chłodem nasz klejnoty, mogą być też z pampersem, czyli wkładką, byle nie z gąbki, bo sobie odparzysz 4 litery i długo nie usiądziesz komfortowo, nie tylko na rowerze.
  2. Spodnie – ocieplane, na zimę, moim zdanie całkowicie pokryte membraną są bez sensu, najważniejsze kolana i krocze, jeśli nie masz odpowiedniej bielizny pod spodem.
  3. Ochraniacze na kolana – u mnie element obowiązkowy, raz, że dodatkowo chronią kolana przed zimnem, dwa – przed bolesnym skutkiem upadków, których w zimowych warunkach nie brakuje.
  4. Skarpety – zimowe na rower ale mogą też być snowboardowe, czy trekingowe. Ja mam i rowerowe grubsze i trekingowe z wełny z merynosów, jedne i drugie idealnie spełniają swoją rolę i grzeją stopy nawet gdy są przemoczone.
  5. Buty – najlepiej zimowe na rower, ja do pracy, czyli droga do 30 minut zakładam letnie z zaklejoną siateczką taśmą klejącą, dzięki czemu na krótkich dystansach zimne powietrze nie dostaje się do środka i stopy są ciągle cieple. Na dłuższe wyprawy i w las zakładam stare skórzane adidasy na zimę, są za kostkę, sztywne, nie przemakają i starczają na dobrze 4 godziny jazdy w śniegu.

Ten zestaw póki co mi wystarcza. Mamy zimę jaką mamy obecnie, w przyszłości, gdy mrozy sięgną poniżej -10 stopni, będę coś dobierał.

Najważniejsze jest utrzymanie ciepła ciała jednocześnie odprowadzając w miarę możliwości wilgoć jaką produkujemy w trakcie wysiłku. Na rynku jest bardzo duży wybór, są rzeczy tanie i drogie, często drogie są dużo lepsze, przede wszystkim jeśli mówimy o oddychalności materiału.

Ja póki co nie wydaję na ciuchy więcej, bo nie muszę, kilka drobnych korekt i będzie tylko lepiej, a że jestem spocony? Przecież jazda na rowerze to sport, a sport to wysiłek, a z wysiłkiem pot się leje 😉 Najważniejsze, że jest mi ciepło.

A jak wygląda jazda zimą w moim wykonaniu możecie zobaczyć poniżej:

 

I w troszkę bardziej zimowych warunkach: