Jedzenie po krakowsku

Na ulicach Krakowa pojawia się coraz więcej tzw.” szybkiego jedzenia”. Dostaniesz tu rybę, burgery, frytki, tosty, zupy, jogurty, kurczaka, itd.

Generalnie rewelacja.

O Frytkach Belgijskich z Wąskiej i Wawrzyńca pewnie już nie raz słyszałeś. Jakiś czas temu wygrali konkurs na wyjątkowy krakowski produkt kulinarny i chwała im za to, bo wykonują cudowną pracę z uśmiechem na twarzy. Wtedy nadchodzi taki moment, że już wiesz, że do nich wrócisz po kolejną porcję, to małe objawienie jest nieszkodliwe. Znakomite sosy i świetna obsługa, to coś czego każdemu krakusowi potrzeba.

Osławiony Moa Burger na Mikołajskiej odwiedziłam już chyba ze trzy razy. Czekanie na zamówienie trzymając w ręce kolorową łyżkę z cyfrą jest całkiem ciekawym doświadczeniem. Prawdę powiedziawszy, to chciałam napisać, że w tym miejscu totalnie nie ma się do czego doczepić. Jest świetne, pewnie już tam byłeś i możesz mnie poprzeć rękami i nogami, ale zaczęłam szukać dziury w całym. Jeden raz na trzy mięso w moim burgerze nie było zbyt dobrze rozmieszane. Z jednej strony było pikantne aż do przesady, a z drugiej słone, że aż język stawał kołkiem. Rozumiem, że nikt nie zrobił tego specjalnie i w sumie wypadki chodzą po ludziach i każdy może mieć gorszy dzień, dlatego ta wpadka w ogóle nie wpływa na moją ocenę. Generalnie smaczne i godne polecenia w dodatku rzut beretem do wszystkiego. 

O rybie na Rynku Dębnickim dużo słyszałam i są to same dobre opinie. Pozostaje mi pogratulować i trzymać kciuki. Gdybym tylko lubiła ryby, to na pewno byłabym tam częściej niż nigdy. Mimo to pozdrawiam!

The Chicken Club, to sąsiad Moa. Jadłam tam, bo miałam ochotę na coś zupełnie innego no i tak wyszło. Trochę długo kazali czekać na podanie, ale mimo wszystko mi smakowało. Jak przez mgłę pamiętam, że jadłam skrzydełka i sos bbq- smakował mi i świetnie akcentował smak kurczaka. Jeśli masz ochotę spróbować w końcu czegoś innego niż, to co jadasz na co dzień, to szczerze polecam ci to miejsce. Cisza, spokój i przemiła obsługa, a sam kurczak…. istne niebo. Może się zdarzyć tam, że moje postrzeganie tego miejsca zaburza nieskrywane uwielbienie do kurczaka w każdej możliwej postaci, więc uznajmy, że będzie lepiej jeśli sam pójdziesz i się przekonasz czy ten kurczak ma „ręce i nogi”.

Jeszcze jakoś w zimie spróbowałam burgera z żurawiną na Kazimierzu. Wtedy, to była nowa budka i kolejki były spore (dalej są spore), ale burger ogromny, pyszny i o mamo aż zaczynam żałować, że nie byłam tam od tamtego czasu. Biję się w pierś i postanawiam poprawę. Chociaż mięso z żurawiną, to zdecydowanie dziwne połączenie, to do teraz pamiętam jak atakowało moje kubeczki smakowe. Było warto, lecz po raz drugi nie wybrałabym takiego zestawu. Lubię żurawinę ale moim zdaniem o wiele lepiej pasuje do sera camembert.

Tarantiro na Bobrzyńskiego podobno chodzą tam krakowskie (i nie tylko) blogery. Tego nie wiem, mieszkałam obok i w sumie zauważyłam tylko, że pojawia się tam dość dużo ludzi, chociaż nie wiem czy robią dobre rzeczy. Nie jadłam. Miałam zamiar i nawet raz weszłam do środka, ale okazało się, że jednak jest już zamknięte i pan zaproponował mi filiżankę kawy. Znakomicie! Niestety chciało mi się jeść, a nie pić.

I na koniec moje najnowsze odkrycie na rynku, więc spokojnie można się tam udać zaraz po pracy.  Bobby Burger na Tomasza. Byłam tam już dwa razy i za każdym razem wychodziłam zadowolona. Za pierwszym razem zamówiłam sobie burgera z kurczakiem i frytkami. Dodatkowo dostałam kawałek… arbuza. Cudowne i urocze. Za drugim razem postawiłam na standardy i zamówiłam sobie zwykłego. Może jest to zależne od godzin w jakich tam byłam, ale za każdym razem było tam praktycznie pusto, co jest niezrozumiałe, ponieważ jedzenie mają znakomite do tego stopnia, że można je z czystym sumieniem polecać bez końca. Jedyny problem tego miejsca polega na tym, że frytki nie do końca są frytkami i jak dla mnie są zbyt pikantne, co zaburza smak całości potrawy. Nie ma jednak w tym nic złego, bo przecież można wziąć samą bułkę, albo dorzucić do zestawu napój i całość zostanie cudownie zbilansowana.

Jeszcze muszę się spróbować czegoś od Zacny Burger Milordzie na Norymberskiej i będę mogła spać spokojnie.

Proste rozwiązania są najlepsze.

1 komentarz

  1. Nie pozostaje nam nic innego jak zaprosić na zacnego 🙂

Dodaj komentarz