Jak napisać żebrzącego maila by nie wiało od niego wyciągniętą ręką?

Zastanawiałam się ostatnio nad blogerkami, które stale wyciągają rękę do różnych, właściwie chyba losowo wybieranych firm, by te w zamian za zdjęcie albo jakiś tekst wysłały do nich jakieś produkty (jakieś, jakieś, jakieś).

O dziwo zawsze myślałam, że taki typ blogerek ma ustawione widełki, nie tylko na cenę produktów ale też na ich jakość, dziedzinę, kategorię, rozmiar, itd. Teraz często okazuje się, że nieważne co ktoś ma, najważniejsze czy daje to za darmo. Mówiąc „za darmo” mam na myśli barter naszych blogerów z półki „Daj mi to, a ja Ci zrobię tego zdjęcie”.

Niestety nawet do mnie dotarła ta wielka moda i dlatego w końcu zdecydowałam się o tym napisać. Nie rozumiem dlaczego osoba, która swojej „oferty” nie potrafi poprawnie napisać, miałaby promować produkty z mojego sklepu. W jaki sposób dziewczyna, która ma zaśmiecone promocjami różnych marek swoje konta zarówno na Facebooku i Instagramie, miałaby reklamować też mnie? Kto miałby dostrzec moje produkty na tle tych wszystkich? Gdzie jakość mija się z celem i powołaniem. Gdzie często produkty do różnych grup docelowych są ze sobą wymieszane tak bardzo, że człowiek ma wrażenie że idzie ulicą i mija całe stado młodych cyganek z małymi dziećmi na rękach, które wyciągają rękę mówiąc „Dej, dej pani, dej”.

Dlaczego dziewczyna, która ma 16 lat robi zdjęcia i reklamuje krem na zmarszczki, pisząc że jest super, wow, najlepszy na świecie. Nie jesteśmy w telewizyjnej reklamie, gdzie kobieta chcąc zrobić pranie ubiera się cała na zielono i poprawia grupie ludzi humor przychodząc do nich z kapsułkmi proszku, pokazuje jak włożyć ową kapsułkę do pralki, wrzuca jakąś szmatę, włącza praleczkę, a potem piorą sobie razem, ciesząc się, śmiejąc i tańcząc. Fajnie jest. To w końcu takie szalone. Ciekawe dlaczego jak z Ojcem Sukcesu robimy pranie, to jakoś tak raczej niechętnie. Nie ze względu na problem z rozstaniem się z brudami. Raczej z braku czasu, lenistwa i zwykłej niechęci do przekładania brudów, a potem dźwigania wilgotnych rzeczy, strzepywania i wieszania na drucianej suszarce. Tylko Gotham się cieszy, bo on jakoś tak lubi tę suszarkę. Pewnie dlatego że mu drży i ucieka spod łapek, dzięki temu wydaje mu się że walczy z wielkim potworem, który…. płynę z złą stronę. Wracając.

Szkoda tylko, że tak nie wygląda realne życie. Wszyscy wiedzą, że reklamy kłamią i są mocno przerysowane. Bloger to osoba, która mówi prawdę i opisuje SWOJE życie, SWOJE przekonania. Opisuje SIEBIE w taki czy inny sposób. W jaki sposób 16 letnia blogerka reklamująca krem na zmarszczki jest w stanie mnie przekonać, że jest osobą rzetelną, prawdziwą i że robi to co kocha? Nie wiem. Coraz częściej na tych wszystkich blogerskich grupach widzę wyciąganie rąk po kosmetyki. Wyciągają i dostają. Maseczkę którą w sklepie mogą dostać za 1,50 zł albo szampon, który kosztuje max 10zł. To nie jest blogowanie, to zwykłe robienie z siebie tablicy ogłoszeń i to za darmo. Jeśli jesteś w stanie poświęcić swój czas żeby za maseczkę za 1,50zł (słownie: jeden złoty pięćdziesiąt groszy) robić zdjęcia, obrabiać, napisać tekst i go promować, to powiem Ci że jesteś idealnym kandydatem jako pracownik, który za uścisk ręki szefa jest w stanie pracować i jeszcze się cieszyć, że trzeba robić nadgodziny. To się wydaje takie polaczkowate na pierwszy rzut oka ale właściwie to takie nie jest. Każdy z nas chce coś osiągnąć. Jedni wyciągają rękę po cudze, a inni robią wszystko by nie musieć wyciągać tej ręki. Dlatego otworzyłam swój sklep. Chcę być niezależna, niestety trafiają do mnie żebrzące wiadomości, które powodują że od razu coś we mnie gotuje i narasta. W końcu to pękło i wylało.

Niestety.

„Wielkie” blogerki, które wyciągają rękę po produkty, oferują swoje usługi, piszą o tym jak bardzo są fantastyczne i sławne, a właściwie kiedy proszę je (zawsze kontaktują się ze mną jako pierwsze i zawsze przez Instagram) żeby napisały do mnie maila z konkretną ofertą i żeby była napisana pełnymi zdaniami, to się okazuje że z 10 nie odezwała się do mnie ani jedna. Dlaczego? Może dlatego że łatwiej jest pisać w wiadomościach na Instagramie żebrząc o bransoletkę, a jak już trzeba być trochę bardziej odpowiedzialnym człowiekiem i napisać konkretnie, co się jest w stanie zaoferować, to się okazuje że najzwyczajniej w świecie się nie da. Wiesz tacy blogerzy, którzy  dużo robią i właściwie za nic, są teraz bardzo pożądani. Mogłabym z tego skorzystać, miałabym świetną reklamę niemal za darmo ale jakoś nie widzę tego by moja marka była kojarzona z czymś takim. Jest to strasznie płytkie i mdłe. Takie nijakie. Jak widzę takie blogi albo instablogi, to od razu wychodzę, wyłączam, przełączam. No nie lubię.

Nie lubię jak młodzi ludzie, którzy zamiast być zaradni, idą na łatwiznę i chcą sobie skrócić drogę doświadczenia i życia. Dorosłe życie. No właśnie… Dorosłe życie. Spotykam się z ludźmi którzy są ode mnie starsi lub są w moim wieku. Często są mocno ograniczeni i osiadają na laurach. W przyszłym roku kończę 30 lat, a już dużo przeszłam w swoim życiu. Wielu rzeczy spróbowałam, wielu odmówiłam, bo zwyczajnie wiem że źle bym się z tym czuła. Jeśli znasz dobrze siebie i swoje możliwości, to dlaczego osiadasz na laurach, znajomościach i czekasz? Na co tu czekać? Na starość? I na to aż będzie można w końcu powiedzieć „Zmarnowałam życie”? Poważnie?

Weź dupę w troki i weź się za siebie, a jeśli jesteś osobą, która stale wyciąga po coś do kogoś swoją łapę, to uważaj bo ona Ci w końcu zwiędnie i nie będzie już taka zwinna by złapać lecące cuda.

Zdajesz sobie sprawę ile jest blogerek modowych (śmiech na sali), które by mieć o czym pisać nawiązują współpracę z Chińskimi sklepikami (tak, tak właśnie tak), które wysyłają im śmieciowe ciuchy, które ich nic nie kosztują, a owe dziewczynki się jarają jak dzieci, które widzą Smoka który zionie ogniem na Wawelu? Rozumiesz to? Bo ja nie. Równie dobrze zamiast czekać na przesyłkę z Chin i ich problemy z cłem, bo to wszystko trwa około miesiąca jak nie dłużej (tak kupuję na Aliexpres), to mogłyby sobie iść do galerii do sieciówek i zrobić „stylizację”, zdjęcie w lustrze i odwiesić po wszystkim ciuch na wieszak. Tak. Bo to przynajmniej będzie jakoś wyglądało. Wiem że robienie czegokolwiek już jest jakieś i to już jest coś ale znacznie lepiej robić coś, co jest ukierunkowane, dobre i konkretne. Takie z czego człowiek staje się dumny, a nie żebrzący i obliczający za ile będzie kolejna darmowa paczka i ile trzeba się naprosić żeby coś dostać i publicznie narzekać, że jakaś pani z Chin ich olewa.

Dlaczego olewa? Może treści wpisu albo zdjęcia nie są na tyle zadowalające i zwyczajnie nie chcą kontynuować tejże wspaniałej współpracy. Co jest zabawne? W związku z tym, że jestem na tych grupach na fb gdzie łączą się blogerzy, wiem że ta dziewczyna ma na imię Echo. Wiem że większość blogerek ma problem z angielskim i potrzebuje tłumaczeń, bo nie są w stanie się same dogadać żeby ładnie poprosić o nowa bluzkę. Wiem że wymieniają się mailami do osób, które gdzieś, kiedyś, komuś coś zaproponowały. Wiem że wymieniają się treścią „ofert” i właściwie wysyłają jedną i tę samą tylko podpisaną innym nazwiskiem. Wiem że oszukują ze statystykami.

Co dalej z tymi wszystkimi cudami?

Do śmieci?

No, chyba tak. Albo sprzedać. Najlepiej sprzedać i dać o tym znać wszem i wobec. Najlepiej na blogu, na tej samej stronie, co zachwalający wpis. Jeszcze lepiej podpiąć ten wpis do tekstu oferującego sprzedaż. Bo wiesz ta bluzka i ten krem, to był mega super hiper świetny i najlepszy ale sprzedaję go, więc jeśli chcesz to daj mi znać, to podam ci numer konta.

PUF!

Och, i znowu wracamy do prawdomówności blogerów.

Ja raz jeden współpracowałam w formie barteru Nie dlatego że nie miałam propozycji. Zwyczajnie dlatego że nie chcę. Były to płatki Lubella i to całe pudło, które opisałam, sfotografowałam, a następnie oddałam jakiejś miłej pani, która miała małe dziecko, które wielbi płatki. Ten chłopczyk był tak szczęśliwy jak zobaczył te płatki, że aż się serce człowiekowi cieszy. Pomogłam biednej i potrzebującej rodzinie. Wcześniej często oddawałam swoje ciuchy w których już nie chodziłam, a szkoda mi było wyrzucić.

Jest różnica między robieniem czegoś bezinteresownie dla kogoś, a robieniem czegoś tylko po to żeby mieć z tego jakiś zysk.

Fajnie jest być popularnym.
Fajnie jest być kimś.

Fajnie jest mieć, to coś.

Ale jeszcze lepiej jest być szczęśliwym człowiekiem, który żyje według swoich zasad i nie ma problemu żeby spojrzeć sobie w lustro. Ja ostatnio mało śpię ale to dlatego że pracuję więcej, ponieważ mam priorytety i zadania, które przynoszą mi już owoce.

Kwitną na wiosnę.

Raj!

P.S.
Tak uczepiłam się do kobiet, ponieważ to one zawalają rynek swoimi blogami o modzie, kosmetykach, ciuchach, książkach, dietach, jedzeniu i całej reszcie. Nie, nie przeszkadza mi to. Niech je prowadzą. Niech piszą. Tworzą. Robią zdjęcia. Kreatywność się życiu przydaje i to na każdym kroku, a nie tylko po to żeby uzupełnić puste miejsce w CV.

P.S. 2
Nie odpowiem Ci na tytułowe pytanie. Widziałam takie gdzieś na grupie, brzmiało mniej dosadnie: „W jaki sposób mogę napisać do firmy, bo mają fajne rzeczy ale żeby nie było to takie oczywiste że chcę coś od nich dostać?”.