Interesy, biznesy, hobby, ludzie i na koniec pytanie… warto było?

Mam za sobą ciężkie tygodnie i jestem w połowie kolejnego. Końca tego wszystkiego nie widzę ale to dobrze, bo to znak że moja marka rośnie w siłę.

Przecież to o to w życiu chodzi.

Może nie do końca o to, żeby mieć coś swojego i koniecznie płacić duży ZUS, ale by czuć że jest się we właściwym miejscu i czasie. I co najważniejsze umieć to docenić.

Dziś czytałam historię dziewczyny, której życie nagle z dnia na dzień odwróciło się do góry nogami. Dodam że na gorsze. Czytałam to i zastanawiałam się w jaki sposób ja mogę pomóc tej dziewczynie.

Przelew? Ciuchy? Dobre słowo? Wsparcie?

Historia była długa ale dobrze się skończyła. Dobrze, tzn. że dziewczyna się zorientowała że sama sobie źle życzyła i tylko czekała na to aż jej się powinie noga, a wręcz odliczała dni.

Teraz mamy niestety takie czasy, że widzimy nie tylko (jak kiedyś) co się dzieje u Stefana za płotem ale też to co się dzieje u Mariana na granicą czy u Kryśki na drugim końcu Polski, a to już wiele osób kłuje w oczy, bo.. jak oni mogli?

No jak on mogli?

Przecież mamy kryzys. Przecież bezrobocie. 500+. No jak to?

Tak to jest że jeśli ktoś chce czegoś więcej niż to co się komuś rzekomo należy, to od razu znajduje się sztab ludzi, którzy otwierają tej osobie portfel i wyliczają. Co? Gdzie? Komu? Na co? Śledzą każdy krok i podpowiadają jak żyć, a ja się pytam, dlaczego? Skoro mają czas na pełną inwigilację mojego życia, to dlaczego ze swojego nie zrobią ideału? Dlaczego nie znajdą sobie cudownego hobby dla którego poświęcą swój czas?

Przykładowo na samochód, który będą pucować kilka razy dziennie, jeździć na myjnię, i wychwalać w niebiosa (tak, pozdrawiam, doceniam i trochę się śmieję). Albo na rower. Nowa rama, hamulce, oświetlenie, tarcze, itd. (tak, też pozdrawiam, też doceniam i też się trochę śmieję).

Kobiety już tak mają, że nie skupiają się na jednej rzeczy, lecz patrzą na wszystko w jakiś taki szerszy sposób. Nie do końca potrafię to określić w taki sposób w jaki bym chciała. Jakby to powiedziała kobieta od PO z mojego liceum „gdyby się czytało więcej książek, to i zasób słów byłby większy”. Tak! Pewnie tak, bo póki co czytam te branżowe i biznesowe, więc moje słownictwo się ogranicza do biznesu, pieniądza, reklamy, mediów, itd.

Może przez to nie będę specjalistą, może przez to nigdy nie napiszę super fachowej książki, jak zrobić cośtam w jakimś tam czasie.

Trudno.

Kilka dni temu zobaczyłam ogłoszenie, że jakaś dziewczyna się rozwodzi, ma 2 dzieci, a z trzecim jest w ciąży, nie pracuje i generalnie prosi o pomoc. Mam sporo ciuchów. Jak na osobę, która nie pracuje jako modowy bloger, to powiem szczerze, że się wysypują. Na szczęście nie żyję w iluzji „nie mam się w co ubrać, nie wyjdę z domu”. Mam wysypujące się ciuchy z szafy, nie używam żelazka i nie mam zamiaru. Odezwałam się do tej dziewczyny i zaoferowałam pomoc. Dogadałam się nawet z innymi dziewczynami z Krakowa, że wszystkie się spotkamy i razem wyślemy jedną wielką paczkę.

Dlaczego?

Bo trzeba sobie pomagać i człowiek nigdy nie zna dnia ani godziny.

Zanim się dogadałyśmy, gdzie i o której się „jutro” spotkamy okazało się, że to oszustwo. Ściema najzwyklejsza i z premedytacją, a dziewczyna ma 20 lat, nie ma męża i nigdy nie miała. Z dziećmi podobnie, a co najlepsze od dwóch lat prowadzi taki interes.

Interes życia można by powiedzieć, chociaż ja bym była raczej bliżej tego że do rzyci.

Paczka na szczęście nie poszła. My się zniesmaczyłyśmy ale pewnie pomożemy jeszcze nie raz.

Potem dotarły do mnie informacje o akcji ratunkowej. Jak dla mnie była udana, wrażliwa, mrożąca, cudowna, ryzykowna, ale udana.

Po tym wszystkim mocno mnie zdenerwowało i rozbroiło jedno zdanie, które gdzieś zobaczyłam „Polacy ci nie wybaczą że przeżyłaś”. Ja składam w tym momencie kolejny raz wniosek o to by mnie nie wrzucano do jednego wora z ciemną stroną nie tylko Internetu jak i naszego społeczeństwa.

Jeśli pan „dziennikarz” uznał, że nie wybaczy, to niech napisze „ja nie wybaczę”, bo niby jakim prawem wypowiada się również w moim imieniu?

Z zasady nie mam nic do nikogo i szanuję ludzi, którzy są wokół mnie.

Zatem zanim jeszcze raz ktoś wypowie się w moim imieniu, to niech chociaż zapyta czy myślę podobnie.

Na koniec…

Jakiś czas temu wylała się ogromna fala hejtu na jedną parę blogerów. Wiesz… można. Właściwie człowiek może wszystko. Ja się tylko zastanawiam, po co? Do tej pory czytam niedobitków hejtu, którzy dalej włażą z ubłoconymi butami do czyjegoś życia.

Wchodzą. Zdejmują swoje ubłocone buty i okazuje się że mają gnój na skarpetkach i kawałki słomy.

Nikt z nas nie chce być samotny, więc po co robić komuś krzywdę na siłę?