Gosia Ciechanowska i blog Gosiac

Po dłuższej przerwie wracam z wywiadem z Gosią Ciechanowską… Połączyło nas wino, przerzucanie gnoju, ganianie kur i łatwość w budowaniu długich zdań na zadane pytanie.

Jeśli śledzisz na bierząco udostępniane przeze mnie wywiady, to się przekonasz o czym mówię. Szkoda tylko że wcześniej podjęłam decyzję o zadawaniu każdej osobie tych samych pytań, bo mogłoby być ciekawie. Chociaż z drugiej strony kto by to wszystko czytał?

Skąd jesteś?
Pochodzę ze wsi pod Inowrocławiem, ale działam w Inowrocławiu, tam chodziłam do szkoły i kiedy ktoś mnie pyta to jestem Inowrocławianką. I tak o mnie pisano: Inowrocławianka wydała książkę, a nie „dziewczyna ze wsi nauczyła się pisać i coś tam wydała”. Wiesz jak jest. Kiedy ktoś usłyszy, że w dzieciństwie prawdopodobnie przerzucałaś gnój, lub przykładałaś rękę do tuczenia i zabijania zwierząt, które trafiają na sklepowe półki – już Cię nie chcą. Na szczęście ja zabijać i tuczyć nie musiałam (właściwie w odwrotnej kolejności), ale gnój przerzucałam, krowy doiłam i kury goniłam.

Co robisz na co dzień?
Na co dzień pracuję. Mogłabym powiedzieć. Właściwie to wiecznie szukam pracy – gdzie się złapię to wychodzi źle. Albo okrutna korporacja, która zabija wszelkie ambicje, albo trafiam na firmy Krzak. Taka ciekawostka z moich poszukiwań, właściwie historia z rękawa, którymi mój blog jest przepełniony: ostatnio trafiłam do firmy, gdzie miałam być pomocą techniczną. Co się okazało? Pierwszy dzień pracy przywitał mnie nietypowym obrazkiem, gdyż w dziwnym pomieszczeniu stała masa komputerów, masa peruk, jeszcze więcej ubrań i tandetny wystrój. Z wrażenia usiadłam. Okazało się, że cała rozmowa kwalifikacyjna to pic na wodę, bo tak naprawdę firma poszukiwała dziewczyn do seks czatów. Jedyna pociecha – o urodę nie muszę się martwić, skoro przeszłam ich ,,casting” nawet nie wiedząc, że to casting – muszę być dobra! Na co dzień piszę też książki. Nie zapytasz co od święta? Od święta czytam dzieciom! Tłumaczę to sobie, że chcę dbać o ich rozwój, a tak naprawdę to lubię się przebierać. Spełniam swoje marzenia o byciu księżniczką.

Dlaczego założyłaś bloga?
Blogi prowadziłam odkąd pamiętam. Wyobrażasz sobie, że pierwszy został założony gdy byłam w czwartej klasie podstawówki? I o dziwo, nie było to to, o czym piszą dzisiejsze dzieci. Ja swojego pierwszego bloga założyłam z koleżanką. Ja pisałam o Britney Spears, ona o Shakirze. Dziwactwo? Cholerne! Robiłyśmy konkursy rozmazując znalezione w Internecie zdjęcia i pytając czytelników „Jaka to gwiazda popu?!”. Wzięcie było, nie powiem, że nie. W tle zawsze leciała muzyczka. Pamiętam jak dziś, że grafikami to my nie byłyśmy. Całość była nieźle oczojebna i dzisiaj pewnie nikt by na niego nie zajrzał. A więc można powiedzieć, że udostępnianie swojej spuścizny w Internecie towarzyszy mi od zawsze. Mogę to podciągnąć pod jakieś swoje uzależnienie? Potrzeba wyżywania się na Internautach też by pasowała, ponieważ nie piszę o rzeczach przyjemnych. Blog, który teraz jest, jest i tak łagodny! Na blogspocie to się cuda działy, uwierz. Pisane było o feministkach, zielonojadach (czytaj: wegetarianach), czarnych i białych ludziach (aby trochę rasizmu dodać) i o wszystkim o czym ludzie nie lubią rozmawiać. Hm, chyba napisałam głupotę, bo teraz mówi się o wszystkim. W kolejce po masło porozmawiasz o seksie, homoseksualistach, feministkach i o sąsiadce spod piątki. I tak jak o sąsiadce spod piątki mówiło się zawsze, tak o reszcie nie. A ja piszę wprost, tak jak jest, bez poprawności politycznej – i myślę sobie wtedy „niech mnie ludzie nawet za to zjedzą, ja im nie przeszkadzam, gdy piszą o innych gównianych sprawach, które w ogóle mnie nie obchodzą!”.

Od jak dawna go prowadzisz?
Pod nazwą ,,gosiac” tworzę od marca. Wcześniej działałam jako ,,gosia-bloguje”. A więc najnowsza odsłona mojego bloga jest jeszcze bardzo młoda, świeża i prawdopodobnie nadal jest dziewicą. Ale swoje pióro i swoje nazwisko w Internecie mam już jakieś cztery lata.

Jak powstała jego nazwa?
Z nazwą to dziwna sprawa. Siedziałam i nie wiedziałam co wymyślić. Mówię sobie: byle bez polskich znaków! No to wymyśliłam nic nieznaczące: gosia-bloguje. Po czasie pojawił się pierwszy komplement – jeden z internautów napisał, że powinnam zmienić na Gosia Mówi Jak Jest. Nie wiem czy kojarzysz i nie wiem czy ktoś z czytających załapie, ale biorąc pod uwagę tematykę mojego bloga – wielki komplement. Wpadłam w taki samozachwyt, że do dzisiaj z niego nie wyszłam i rozwijam się prężniej, niż wcześniej. To było tak cudowne, że głową o sufit haczyłam. Haczę do tej pory oczywiście. Czy takie chwalenie samego siebie jest złe? Moim zdaniem nie będzie, było, ale nie będzie. Oczywiście od momentu, kiedy to Jakóbiak zwizualizował swoje marzenia występu u Ellen, właściwie ja tego nie nazywam wizualizacją a publicznym masturbowaniem się. Mówiąc prościej: moje chwalenie się to przy tym nic, więc kto by zwrócił na to uwagę?

O czym tak właściwie jest Twój blog?
Tego pytania nie mogłam się doczekać, bo właściwie nie wiem. Nawet w ostatnim poście o tym pisałam. O czym do cholery jest mój blog? No nie wiem. Wkleję Ci tutaj odpowiedź mojego czytelnika, bo on wie chyba lepiej, a więc cytując: „Twój blog to wyjebana ekspresja Twojej artystycznej duszy i ogromnej checi do dzielenia sie ze swiatem calym spektrum doznan, ktore odbijaja sie echem na Twojej mlodej psychice”. Moi czytelnicy też mają nierówno pod sufitem – w końcu gdyby tak nie było to by mnie nie czytali. Co nie? Ja ujęłam to delikatniej, że po prostu mój blog to miejsce, gdzie udostępniam swoje życiowe anegdotki, niepokojące historie wyciągnięte z rękawa i inne cuda na kiju. Na kiju – dosłownie.

Jaką masz grupę docelową?
Mój blog trafia głównie do ludzi dojrzałych. I głównie do mężczyzn. I pytanie dlaczego? Ja wiem dlaczego. I żeby tu nie urazić kobiet – bo sama jestem kobietą – mamy cholernie słabe poczucie humoru. Macie właściwie. Albo ja mam chore? Nieważne. Chodzi o to, że ciężko mi znaleźć bratnią duszę w kobiecie. W Internecie też mam z tym problem. Ogólnie sama tematyka jest ciężka, bo która młoda kobieta, przeglądając sto stron dziennie poczyta sobie o herezjach politycznych? Mało takich. Ale spokojnie, działam na rzecz kobiet. Wykorzystuję to, że głównymi odbiorcami są mężczyźni i w sposób spokojny, opanowany i przede wszystkim podchwytliwy przemycam im informacje o kobietach. Czyli czego mają unikać, jak reagować na nasze uciążliwe PMS i inne straszne rzeczy. Oni naprawdę nie lubią tych tematów, ale, co mnie to? Niech czytają! Świat nie składa się tylko z przyjemnych rzeczy.

Wolisz minimalizm czy przepych?
Wolę generalizację. Ale to zupełnie coś innego. Ale mam manię generalizowania. Nie chcę żeby ktoś to kojarzył ze słowami ,,wrzucać do jednego wora”. Polecam zasięgnąć porady słowników, przed napisaniem jakiegokolwiek hejtu. I wracając do pytania – lubię i to i to. Kiedy piszę o sobie wolę minimalizm, kiedy chodzi o pisanie uwielbiam przepych. Jeśli używam wulgaryzmów – ma kipić i ma być rzeźnia, jeśli ma być płaczliwie to ludzie mają się masochistycznie ciąć czytając moje posty, a na powstałe rany mają wysypywać sól z nadzieją na rozgrzeszenie. Przegięłam? Więc chyba wolę przepych.

Czy wiążesz swoją przyszłość z blogiem?
Jasne! Chociażby z tego względu, że nie wyobrażam sobie życia bez moich czytelników. To naprawdę bardzo dziwni ludzie, ale uwielbiam ich ponad wszystko.

Czy jesteś systematyczna?
W ogóle. Moje posty pojawiają się z dupy. Dosłownie. Jak mam wenę to co chwilę coś udostępniam i nigdy nie chowam nic w roboczych. Muszę dzielić się na świeżo. Mam wtedy w głowie taki transparent z napisem ,,niech leci w eter!”. A czasami cisza i tylko przypominam o sobie na swojej tablicy na google+.

Czy Twoi znajomi wiedzą, że prowadzisz bloga?
No ba, wiedzą i są molestowani żeby go czytać. Jestem typem bardzo otwartego człowieka. Kiedy myślę ,,przeczytaj mój wpis” to po prostu mówię ”przeczytaj mój wpis”. Dopiero kiedy pomyślę ”proszę” to dorzucam to do swojej wypowiedzi. To moi znajomi wypełnili pierwszymi lajkami moją stronę na Facebook’u, chociaż kompletnie nie mam do niej serca.

Kto robi Ci zdjęcia?
Zdjęcia? Jestem złodziejem, stety i niestety. Kradnę obrazki z internetów. Ale spokojnie! Pewna dziewczyna zaczyna tworzyć dla mnie grafiki więc i one pojawią się na mojej stronce. Nie wiem jak ona to wytrzyma bo to bardzo spokojna kobiecina jest, a tu trzeba wjeżdżać z buta. Prawie jak Sobota. Skupiam się głównie na treści. Dla rozluźnienia atmosfery czasem wrzucę mema – wszyscy kochają memy! Szczególnie te chamskie.

Sama dbasz o Social Media?
Wspomniałam – nie mam do nich serca, ale sama dbam o wszystko. Ze sprawami czysto technicznymi pomaga mi mój narzeczony. Współczujcie mu, bo sama mu czasem współczuję. Bywa, że wymyślę sobie jakieś cudo i tłumaczę mu to łopatologiczne mniej więcej tak: kochanie, ja bym chciała, żeby jak się kliknie o tu, to się takie coś tu teges, i wtedy wiesz, rozumiesz? Chłop ma przerąbane. Ale o dziwo – tworzy! To się nazywa magik. Chodzenie po wodzie przy tym to nic.

Masz logo?
Logo? A po co? A na co to komu potrzebne? Ryj swój wstawiam. Lepszy ryj, niż cycki, chociaż cycki też mam całkiem niezłe. A tak poważnie to nie mam loga, i np. w profilówce na fejsie jest moja buzia. Powinnam stworzyć? Może coś kiedyś malnę, albo wspaniała Ola malnie. To ona jest grafikiem, który postanowił mi pomóc w tworzeniu tych destrukcyjnych treści.

Czy uważasz że reklamy na blogu są potrzebne?
Reklamy? Przepraszam, ale nie mam pojęcia o czym mówisz. Reklama czegoś co ja używam czy te reklamy co się w nie klika i są piniondze? Pieniądze są spoko, a więc taka reklama to nic złego – wyjdę na łapczywą? Nie zamieszczam reklam. Ani takich, ani innych.

Często usuwasz komentarze?
Nie wiem czy to powszechne czy to co napiszę to kompletne dziwactwo: w życiu nie usunęłam ani jednego komentarza. Jak ktoś pisze, że chujowe, spoko, co mi do tego? Usunięcie takiego czegoś byłoby żenujące i świadczyłoby też o mnie, a gdy ktoś napisał słaby i mało inteligentny komentarz to świadczy tylko i wyłącznie o nim. Każdy ma prawo pisać co chce, to jest Internet, a Internet to państwo nad państwami. Bez jakiejkolwiek konstytucji, bez zasad, bez kogokolwiek, kto by wyciągał konsekwencje. Więc niech się dzieje co chce.

Co pomaga, a co Ci przeszkadza w pisaniu bloga?
Przeszkadza mi chęć spania – bo uwielbiam spać. Mogłabym spać całą dobę. Z przerwami na seks, jedzenie, seks, jakąś toaletę. A tak to spanie ponad wszystko. A więc moje ciągoty do spania są głównym powodem małej systematyczności. Pomaga mi wino – najlepszy sposób na odprężenie i rozwinięcie języka. Wtedy żadne słowo nie ucieka. Można pisać bez końca – każdy temat to temat rzeka.

Kiedyś blogi były anonimowymi pamiętnikami, jak myślisz dlaczego to się zmieniło?
Bo kiedyś w Internecie można było być chociaż odrobinkę anonimowym. Nie było zapalonych hejterów i uzależnionych od mediów społecznościowych koreańskich internautów (podobno oni rządzą światem). Tacy to każdego znajdą. Choćby Ci łeb ucięło i płeć zmieniło – prędzej czy później oni znajdą z czyjej klawiatury coś wyszło. No i chęć bycia celebrytą. Kiedyś trzeba było być uzdolnionym aktorem, utalentowanym piosenkarzem lub po prostu trzeba było mieć w sobie to coś. Dzisiaj wystarczy napisać kilka słabych tekstów, ale pochwalić się na przykład obciąganiem kutasów znanych osób i zdradzić kilka szczegółów – stajesz się gwiazdką młodej Polski. Nie tylko Polski zresztą. Cały świat tak żyje w Internecie. A więc jest wybór: albo będziesz powolnie dążyć do wymarzonego sukcesu, albo pochwalisz się seksualnymi przygodami, które świetnie się sprzedają.

Kto według Ciebie jest najlepszym blogerem?
To mnie zaskoczyłaś – totalnie. Możemy pominąć to pytanie? Oczywiście żartuję. A tak szczerze to nie czytam blogów, zdarza mi się od czasu do czasu coś tam poczytać, bo koleżanka tworzy – więc czytam, bo ktoś coś podeśle – czytam bo dobre. Ale nie mam ulubionego i najlepszego blogera. Nie prowadzę rankingu. Oglądam za to Zdupy – jak dla mnie, mógłby prowadzić bloga. Wtedy bym czytała. Nałogowo. A jeśli chodzi o czytanie – czytam książki. Umberto Eco głównie. Dla mnie to mistrz ironii. Kiedy zmarł, może to dziwne, ale to przeżyłam. Nie mogłam uwierzyć, że już nigdy nie będę z niecierpliwością czekać aż coś napisze. Cokolwiek. Książkę, felieton, esej. Aż wróciło do mnie teraz to straszne uczucie.

Jaki masz stosunek do hejtu?
Uwielbiam! I nie nazywam tego hejtem tylko gównoburzą. I uwielbiam z tego względu, że już mam na to sposób. Kiedyś przeżywałam, bo nie da się nie przeżywać. Nie można słuchać się rad ,,a miej to w dupie” albo coś takiego. No nie da się. Czytasz i jest smutno – bo ktoś ocenia, a cholernie się myli. A sposób mam taki, że odpowiadam na te hejty. Zwykle w sposób przytakujący takiej głupiej osóbce. Ktoś pisze, że mam powiedzmy… parszywy ryj (zmyślam, bo nigdy takiego komentarza nie dostałam) to odpisuję – wiem, dlatego przychodzę z tym do Ciebie, błagam, namaluj mnie jak jedną ze swoich francuskich dziewczyn. Poważnie. I hejtu coraz mniej. Chyba się boją, bo zawsze odpisuję! Taka ze mnie franca. Nie odwracam głowy i nie usuwam. Bo mam ważną zasadę – kiedy ktoś pluje to nie udaję, że deszcz pada.

Zdarza Ci się hejtować innych blogerów?
Nie czytam blogów, więc nie zdarzało się. Raz tylko. Ale czy to hejt był? Zależy kto co za hejt uważa. Napisałam, że zanim cokolwiek opublikuje to powinna to przeczytać (wydało się, że to blogerka była) bo błędów co niemiara! Błąd stylistyczny poganiany ortograficznym, a ten ortograficzny to spieprza przed językowym. Czy to hejt?

Czym się kierujesz w życiu?
Czym się kieruję? Jejku. Nie mam pojęcia. Dobrem swoim i dobrem mojego Przemysława? Nigdy bym nie chciała, żeby to co robię kiedykolwiek nas skrzywdziło. Ale jak się domyślasz – przy tej tematyce i jak widzisz przy tym jak piszę ciężko o nie krzywdzenie. Boję się, że kiedyś coś nie tak pójdzie, że kiedyś mi się za te rasistowskie i ciężkie teksty oberwie. No ale biorę to na klatę. Mama często mi powtarza ,,Jezusie kochany, ciebie to kiedyś te araby zabiją za to co o nich piszesz”, a ja zamiast brać to do siebie to publikuję kolejny post pod tytułem ,,nie zgadzam się na meczety, minarety i terroryzm”.

Ile osób miesięcznie Cię odwiedza?
Kolejne dziwactwo – nie sprawdzam! Chyba nie nadaję się na współczesnego blogera.

 Jakaś magiczna rada dla świeżo upieczonych blogerów?
Nie czytanie magicznych rad. 🙂

Zareklamuj swojego bloga
Słaba jestem w reklamach. Niech ten wywiad świadczy o mnie. Jak nie zachęcił, a odstraszył, to może i dobrze? Ludzie o słabych nerwach nie powinni mnie czytać – łatwo o zgubę.

Coś jeszcze chcesz dodać?
Jasne! Że za mało tych pytań. Takie ogólnikowe bardzo.:)

Dodaj komentarz