Gdzie jest kosz?

Wszystko co nas otacza, wydaje się być takie proste i życie przez to wydaje się być takie ustandaryzowane. Są jakieś tam normy przekazywane z pokolenia na pokolenie i ludzie sobie w nie tak mocno wierzą i twierdzą, że to jest dobre i nawet nie przyjdzie im do głowy by wyjść z pudełka.

Pudełka które malują na swój ulubiony kolor i nadają mu określoną formę i zakres. Niektórzy mają pudełka ze stali, inny z drewna czy kartonu.

Od czego to zależy?

Od tego jak bardzo ktoś jest w stanie manewrować swoją własnością. W drewnie możesz rzeźbić ale z granicami. W końcu nie jest ono nieskończone. Papier się poddaje choćby w kontakcie z wodą, a stal… Jest ciężka i bardzo trudno nią manewrować.

Gdzie w swoim domu trzymasz kosz?

Ja mam pod zlewem, a jak gotuję to go wyjmuję na wierzch i on sobie tak stoi za mną. Dzięki temu mogę wygodnie wyrzucać rzeczy, które nie są mi potrzebne, obierać warzywa, itd. Jest to bardzo pomocne, że mogę sobie nim tak manewrować zależnie od tego czego mi akurat potrzeba.

Gdzie trzymasz papier toaletowy?

Nie, nie ten którego aktualnie używasz? Masz jakiś specjalny pojemnik na awaryjne rolki? Czy może jakaś super wygodna półka, która w momencie krytycznym jest na wyciągnięcie ręki? Ja nie mam takiej półki. Papier trzymam w oryginalnej folii i wyjmuję kolejną rolkę gdy istnieje taka potrzeba. Jedyną stałą jest to, że jest on w łazience. Już się kiedyś spotkałam z tym, że ludzie trzymają papier toaletowy w jakiejś pięknie zdobionej szafce na korytarzu. Fajnie. Tylko w razie gdyby zabrakło to co wtedy? Latać z gołym dupskiem i szukać czy może kogoś wołać by dopomógł w potrzebie?

Trzymasz masło w lodówce?

Ja czasami, to właściwie zależy od temperatury. Mieszkam na poddaszu, więc niektóre rzeczy i zachowania muszę dostosowywać do pogody jaka jest na zewnątrz, ponieważ nie mam (na szczęście) w domu klimatyzacji. Kiedy jest chłodniej, to trzymam masło na zewnątrz, ponieważ nie lubię twardego masła i wprost trafia mnie szlag kiedy chcę zjeść kanapkę z masłem i pomidorem, a tu okazuje się że masło muszę skrobać i ono niszczy mi kromkę chleba. Robią się dziury, grudki i wygląda to mało apetycznie i estetycznie. Kiedy jest zbyt ciepło, to chowam masło do lodówki, bo inaczej by mi się strasznie szybko zepsuło, a co za tym idzie były by to pieniądze wyrzucone do kosza.

Kiedy wchodzisz do sklepu to witasz się z obsługą?

Ja zwykle tak, chyba że wchodzę do małego sklepu i widzę, że ludzie z obsługi są zajęci, to nie zawracam im głowy. Witam się dopiero gdy podchodzę do kasy. Wynika to głównie z tego, że kiedy pracowałam w sieci krakowskich piekarni, to witałam i żegnałam się już jak automat, ponieważ wymagało od nas mówienia „dzień dobry” za każdym razem kiedy ktoś wchodził lub wychodził. Niezależnie od tego jak duża kolejka była w środku. Czujesz absurd sytuacji? Dlaczego musiałyśmy tego pilnować? Ponieważ raz w miesiącu odwiedzał nas tajemniczy klient, który oceniał szybkość obsługi, to czy mówimy te wszystkie piękne wiązanki, czy polecamy, ćwierkami, mamy czysto i czy się pięknie witamy ze szczerym uśmiechem na ustach. Nikogo oczywiście nie obchodziło ile godzin pracujemy i który dzień z kolei. Każda z nas musiała być radosna, autentyczna i „szczera” reprezentując markę, bo przecież wszystko było smaczne, świeże i warte uwagi. Według właścicieli pewnie tak. Dla nas już niekoniecznie. Dlaczego? Bo nie wszystko się sprzedaje jak świeże bułeczki i nie wszystko każdemu smakuje w taki sam sposób, a czasami zwyczajnie cena nie jest adekwatna do jakości produktu, co finalnie wpływa na jego sprzedaż. Pamiętam że kiedyś tajemniczy klient odjął mi punkt za brak powitania przy drzwiach tylko dopiero przy kasie. Pamiętam że był to dzień babci i miałam drugą zmianę, więc zahaczyłam o największy ruch. Wyobraź sobie w małym pomieszczeniu tyle osób, że ludzie ledwo się mieszczą i stoją jeszcze na schodach w kolejce, a ty musisz mówić przy otwieranych drzwiach radosne „dzień dobry”. Pamiętam też że zrobiło mi się przykro, bo zrozumiałam że trafiłam na osobę, która nie miała zielonego pojęci jak to wygląda i miała grube klapki na oczach. Moja kierowniczka zadzwoniła do szefa, szef do firmy i odzyskałam swoje punkty. Bo obsługa jednak musi być realna i adekwatna do sytuacji.

Kiedy wyjmujesz śmieci z kosza, to od razu idziesz do kontenera?

Coraz częściej spotykam się z tym, że ludzie wystawiają swoje śmieci za drzwi. Im śmierdzą więc chcą się ich pozbyć, a nie zwracają uwagi na to, że te same śmieci mogą komuś innemu przeszkadzać. Takie śmieci zostawiają po sobie swój brudny ślad, który zostaje na dłużej. Tu powinno pojawić się raczej pytanie: „Czy jesteś dobrym sąsiadem?”

Ja jestem. Nie przeszkadzam innym, bo nie chcę by mi ktoś przeszkadzał.

Gdy wsiadam na rower, to zwykle wybieram drogę na której jest jak najmniej asfaltu

Tą jakże inną i znacznie wyższą jakość jazdy pokazał mi Ojciec Sukcesu. Sprzedałam swoją klimatyczną Gazellę by kupić rower mtb. Pasujemy do siebie, może nie tak dobrze jak do mojego klasyka, którego oddawałam z bólem serca i zakręciła mi się łza w oku, a nawet przez chwilę chciałam powiedzieć, że zmieniłam zdanie, ale… Na tym rowerze lepiej mi się jedzie nawet po drodze. Nie muszę wkładać tyle energii w przemieszczanie się z jednego punktu do drugiego. Mam wręcz uczucie, że mój rower sam jedzie, co oczywiście nie jest prawdą.

Sprzątamy kiedy mamy ochotę, a nie dlatego że trzeba – nie myjemy okien na święta

To jest cudowną sprawą, której się nauczyliśmy już jakiś czas temu i nie mamy zamiaru tego zmieniać. Przyjęło się, że w sobotę trzeba odpicować całe mieszkanie, bo to wolny dzień, który trzeba wykorzystać na odkurzaniu, praniu, wdychaniu kurzu, babraniu się w brudach i całej „aromatycznej” reszcie. Poza tym przecież sobota to jedyny możliwy dzień na sprzątanie, bo przecież od poniedziałku do piątku trzeba iść na etat, a w niedzielę nie można kiwnąć palcem, bo to dzień święty. Jedno wielkie oszustwo. Mi się czasami zdarza, że zamiast zbierać się do pracy, to zamiatam podłogę albo wkładam rzeczy do zmywarki. Dorosłe życie wymaga organizacji według własnych zasad, a nie wpajanych przez rodziców i dziadków czy jeszcze dalsze pokolenie. Oni wtedy pracowali inaczej, ja teraz inaczej i nie, nie myję okien na święta. Zatem jeśli uważasz że z brudnymi oknami nie będzie świąt, to wybacz ale w tym roku możesz sobie zaplanować te kilka dni inaczej, bo karpia, opłatka ani prezentów nie uświadczysz. Nie i kropka.

Używamy ręczników papierowych zamiast szmatek, szmateczek i innych materiałowych płacht

Moim zdaniem używanie szmacianych ręczników w kuchni, zakrawa o kolekcjonowanie brudów i zarazków. Niby wyciera się czyste ręce w ten ręcznik ale przecież się kurzy. Tym samym ręcznikiem ludzie wycierają garnki, blaty, sztućce, ręce czasami nawet czoło, gdy okazuje się, że te żebra są bardziej wymagające niż by się wydawało na początku. Zatem używaj papieru jak i ja używam. Owszem generuję śmieci i wyrzucam je przez to znacznie częściej niż inny szary człowiek w Krakowie ale… Przynajmniej mam pewność, że wycieram dłonie w czysty kawałek papieru, a nie szmatę która 10 razy spadła, dwa razy położyłam ją na ramię na którym wcześniej trzymałam kota i jeszcze po drodze wytarłam blat. Fu.

Używamy na co dzień „odświętnego” szkła

U mnie w domu, w domach moich babć, całej reszty rodziny oraz znajomych jest takie magiczne szkło z wyższej półki, które sobie stoi gdzieś tam na regale i… Generuje kurz. Dlaczego? Bo było drogie albo jest prezentem i szkoda by się zniszczyło. Ja w swoim domu mam tylko dwie filiżanki i kubek, które dzierżą honorową funkcję zbierania kurzu. Dlaczego? Filiżanki dostałam i są ręcznie malowane, poza tym są na espresso, a ja już nie mam ekspresu i jak już piję kawę to z kubka ze zdjęciami chrześnicy. Natomiast kubek, który ma podobą funkcję co filiżanki, to Ojciec Sukcesu dostał kiedyś od swojej mamy, która od lat mieszka za granicą i nie widują się zbyt często. Przez co jest to kubek tylko na specjalne okazje. Pozostałe szkło normalnie i bez wystawiania na piedestały. Skąd takie podejście? Lubię zmienne, więc wiem że nie zniosłabym tego by mieć do końca życia jedne i te same szklanki do whisky czy kubki. Ooooo nieee.

Zatem jak widzisz czasami warto wyjść z pudełka i zobaczyć, że poza nim też jest życie. Świat może jest bardziej kolorowy i ciekawy. Wiele osób apeluje by wychodzić z własnej strefy komfortu.

Próbowałeś już kiedyś?

Warto!

Polecam

Angelika Buczek

3 komentarze

  1. Ktoś kto wymyślił, że sobota jest od sprzątania, raczej nie miał zbyt ciekawego życia 😉 Też naprawdę nie rozumiem, czemu po całym tygodniu pracy, pierwszego wolnego dnia miałabym się zrywać bladym świtem i łapać za ścierę.
    Pozdrawiam

  2. Piękny wpis. Uwielbiam taki styl pisania – lekki, prosty, przyjemny, ale wciągający.
    Aż chciałoby się krzyknąć: chcę więcej!
    Wiele zwyczajów mam podobnych, jak Ty. Ale nie wszystko.
    Masło na przykład. Nie przepadam za masłem, ale leży zawsze w lodówce. Może dlatego, że nigdy nim nic nie smaruję… używam go tylko do smażenia lub pieczenia 😉

    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    • Ojciec Sukcesu, 22 sierpnia 2017, 22:53

    Rowerem tylko po bezdrożach, błądzić do celu, jakiego? Jaki się trafi po drodze, byle mocy, wody i chęci starczyło. Jeszcze tylko kilka podjazdów, żeby móc zjechać i poczujesz to co ja dziś w nogach majlow 🙂

Dodaj komentarz