Fetysz – Tara Moss

Kupiłam tą książkę już jakiś czas temu. W sumie to bardzo dawno temu i jakoś nie do końca wiem dlaczego to zrobiłam.

Po przeczytaniu opisu na okładce wydawało mi się, że będzie niezła. Nie mogę powiedzieć że fantastyczna ale akurat wtedy szukałam czegoś dość lekkiego i dla odmiany. Pomyślałam sobie, że to będzie świetny wybór, ale moje rozczarowanie przyszło dość szybko. O wiele za szybko.

Podejście pierwsze – Tramwaj

Kupowanie i dostawanie książek zawsze mnie uszczęśliwiało. I to o wiele bardziej niż wyjście na zakupy by poszerzać swoją i tak już dość dużą garderobę. Do tej pory nie rozumiem zjawiska kupowania drugiej takiej samej ale jednak troszkę innej bluzki. Zupełnie nie potrzebuję mieć 5 takich samych par spodni. Ok, wsiadam do tego tramwaju i wyjmuję swoją nową książkę,a tu zaraz słyszę, że co to za ludzie i jak można czytać takie rzeczy. Ano można. Oczywiście, że można. I kiedy wysiadając ją zamknęłam jakoś nie ciągnęło mnie żeby ją znów otworzyć. Nie przez gadaninę jakiej byłam świadkiem, bo to było zwyczajne ocenianie ksiazki po okładce, a przez to że poziom treści i jakości zwyczajnie mnie do tego nie zachęcał. Koniec podejścia pierwszego.

Podejście drugie – Urlop

Kiedy się ma tyle czasu co na urlopie? Chyba tylko na L-4 albo na bezrobociu. Można wtedy zrobić sobie nawet całą listę książek, które warto przeczytać. Ja nie robiłam miałam tą jedną w zanadrzu do której jakoś dalej nie mogłam się przekonać. Wyjeżdżając zapakowałam ją do walizki z nadzieją, że może jednak tym razem się uda, ale nie. Nie wyszło. Przerażało mnie to jakoś wewnętrznie, bo za pierwszym razem mnie do siebie nie przekonała.

Podejście trzecie – Dojazdy

No i znowu powróciłam do tramwajów. Po długiej przerwie okazało się, że jednak muszę dojeżdżać do pracy. Skończył się dobry okres w którym wychodziłam rano i szłam spacerkiem całe 15 minut i już byłam w pracy. Teraz wsiadam, kupuję bilet, kasuję i otwieram książkę. Fetysz, który w końcu udało mi się skończyć i powiem ci szczerze, że wcale się nie dziwię, że zajęło mi to aż tyle czasu. Przebrnęłam przez całość.

W końcu.

Co możesz znaleźć w środku?

Gościa, który przez swoją chorobę psychiczną atakuje kobiety w szpilkach, ponieważ wydaje mu się, że każda kobieta która chodzi w szpilkach to prostytutka, jak jego matka przed laty. Skończyła z zawodem w wyniku wypadku, a dokładniej podpalenia, którego dopuścił się jej syn. Amputowano jej nogi, a on Ed w jednym z pokoi zrobił sobie swoją małą świątynię w której zbierał trofea. Począwszy od butów, przez palce u stóp, stopy, obrączki. No dobra, obrączka była tylko jedna. Sytuacja była na tyle ciekawa, że gość pracował w kostnicy i jak na typowego psychopatę przystało nie wzbudzał niczyich podejrzeń. Przykładny obywatel na schwał.

Każda sąsiadka by powiedziała, że do kościoła chodził i kołnierzyk zawsze miał wyprasowany, a jak trzeba było, to i zakupy wniósł i ramię pomocne chętnie podał jak trzeba było przejść przez pasy. Cud chłopak, nic tylko go swatać z własną córką.

Gdzieś mniej więcej pod koniec okazało się, że pracował tam tylko dlatego żeby mieć stały i niezmienny dostęp do skalpeli i innych niezbędnych przedmiotów do rozczłonkowywania ciała. Dlaczego je zabijał? Bo żył w stereotypach, źle sobie kojarzył, nie każda kobieta, to prostytutka, nie każda jest głupia czy ograniczona.

Ofiary, ofiarami, ale on głównie „polował” na te które były podobne do jego matki w młodszych latach, jakoś przed wypadkiem. Było to oczywiste (po części), że mścił się na innych kobietach za nieudane życie i to sprawiało, że szukał wiatru w polu i symbolicznie zabijał napotkane kobiety, tak jakby zabijał wspomnienie matki i swoje dzieciństwo. Było to proste i po części wygodne, ale na dłuższą metę nie miało racji bytu.

On tego nie wiedział, ale ty już wiesz i jeśli stoisz w księgarni i się zastanawiasz czy ją kupić czy nie, to już wiesz… nie rób tego. Szkoda kasy. Kup sobie za to lepiej coś ładnego. Dopasuj szminkę do butów czy nowy lakier do paznokci z torebką, cokolwiek.

 

Masz hajs?

Dodaj komentarz