Dzień nie jak co dzień

Dlaczego inny?  Wstałam o godzinie 8 z kwadransem (czyt. w środku nocy). Prysznic, tusz na rzęsy i w drogę.

Gdzie?

Na rozmowę w sprawie pracy na drugim końcu miasta. Długa podróż, pięcioma autobusami, więc zdecydowanie za długo a przede wszystkim męcząco.  31 stopni, koszula i szpilki, brak śniadania, jeden papieros i łyk kawy,  zdecydowanie nie sprzyjało to mojej podróży.


Moje spóźnialskie drugie ‚ja’ na szczęście się nie odezwało. Ba! Nawet udało mi się dotrzeć kilka minut wcześniej, ale w sumie nie tym się chciałam z Wami podzielić.

W ostatnim autobusie, który już docierałam do upragnionego do celu był chłopak. Niedoszła gwiazda, która rozdawała w miejskim przybytku swoje wizytówki z numerem telefonu, adresem e-mail jak, gratis dostawało się słowne polecenie obserwacji przyszłych osiągnięć (rzekomej rozpoczynającej się kariery).

Na koniec załącznikiem do „do widzenia” była informacja o możliwości odsłuchania nagrań na youtube :). Na moje szczęście w nieszczęściu otrzymałam jedną z nich (chyba na poprawę humoru)  trochę się pośmiałam, że taka a nie inna forma reklamy rozczochranego gostka w dresach i ogromną czarną reklamówką z napisem Hugo Boss. Z drugiej strony mało, kto by się odważył na taki krok.

Reklama sama w sobie, niby nic, a człowiek go zapamięta.