Dlaczego warto mieć dzień wolnego?

Weekend od dzieciaka kojarzony jest jako dwa dni wolnego. Gdzie w sobotę pomaga się w sprzątaniu, a w niedzielę odpoczywa i je schabowego z ziemniakami i rosół. Z czasem weekend przybiera zupełnie innego znaczenia. Z wiekiem nabiera zupełnie innych cech, jest inaczej postrzegany, inaczej się go spędza – celebruje. Chociaż jeden dzień wolnego może zmienić nasze życie.

Jak to możliwe?

Od dziecka uczono nas, że dzień wolnego – siódmego dnia (tj. niedziela) Bóg odpoczywał i wtedy też my nie powinniśmy pracować. Wiele osób z mojego otoczenia twierdzi, że każda praca która zostanie rozpoczęta lub wykonana od A-Z w niedzielę nie jest super wartościowa i niebawem, jak nie od razu ulegnie zniszczeniu.

Ja tam jestem prosty człowiek i może nie do końca wierzę w aż takie cuda. Wierzę w to że niedziela to idealny dzień na odpoczynek, zupełny i całkowity reset systemu. Następnego dnia już poniedziałek i trzeba pracować na większych obrotach niż w inne dni. W końcu poniedziałek jest po weekendzie czyli dwóch dniach w których ludzie mają więcej czasu na przeglądanie internetu i robieniu zakupów online, itd.

Poniedziałek

Poniedziałek to dla mnie dzień krytyczny. Skumulowany. W obu miejscach powstaje wiele rzeczy do zrobienia, a raczej nadrobienia. Nie ma czasu na leżenie plackiem i użalanie się nad sobą. Przynajmniej ja mam taki tryb pracy. Nie wiem jak jest u Ciebie.

Od jakiegoś czasu nauczyłam się rozkładać swoje zajęcia na godziny i dzięki temu przeplatam cięższe rzeczy łatwiejszymi, a co za tym idzie każde zadanie niezależnie od pory dnia jest poprawnie wykonane.

Gdzieś czytałam, że rano człowiek ma najwięcej pary. Owszem też tak mam. Ale dopiero popołudniami  pracuję dla siebie, więc gdybym żyła w przekonaniu że tylko rano można wydajnie pracować, to mój sklep by nie istniał. Jaki byłby sens próbować skoro już sam pomysł jest z góry skazany na porażkę?

Można

Tak, można pracować wydajnie niezależnie od pory dnia. Wystarczy odpowiednio podejść do sprawy. Na „hurraaa” niewiele można zrobić. Bez odpowiedniego planowania jest podobnie.

Nie mam zamiaru w tym momencie zmieniać się w Twojego personalnego trenera i podpowiadać Ci czy kierować Cię w odpowiednią stronę, bo nie o to nam w tym momencie chodzi.

Ja od trzech lat nie rozstaję się z moim kalendarzem. Nie ma takiej siły, poza czasem kiedy z Ojcem Sukcesu jeżdżę na rowerze.

W moim kalendarzu poza masą małych kolorowych karteczek zapisanych różnymi kolorami (priorytety, rzeczy mniej i bardziej ważnej mają swoje odpowiednie kolory) długopisów z różnymi informacjami, pomysłami które wpadają i wypadają z głowy jak strzała. Są też daty urodzin i imienin ważnych dla mnie osób, ponieważ pamięć jest zawodna, a Facebook jako podpowiadacz, to nadal Facebook. Zwłaszcza że jakoś ostatnio moja podświadomość sama zadecydowała by używać Facebooka jak najmniej i jeśli już to głównie do pracy. Zatem nie wiem, co się u kogo dzieje. Nie wiem kto jakie wrzuca super wspaniałe sentencje i cytaty, które nigdy mnie nie obchodziły, a raczej irytowały. Nie jestem zmuszana do oglądania zdjęć znajomych, a raczej ich dzieci, które jak to dzieci są super ale…

Dzięki temu mam więcej czasu na zadania zapisane do wykonania. W tym samym kalendarzu do odpowiednich dni przypisane są konkretne rzeczy do wykonania, jak np. wpis na bloga, nowe produkty w sklepie, reklamy, promocje, wymiany banerów, krótkie podpowiedzi ze statystykami. Czasami nawet z dużym wyprzedzeniem planuję rzeczy do wykonania.

Super!

Serio kalendarz, to super miejsce. Niektórzy stosują Bullet Journal i tam sobie kolorują, notują, rysują, itd. Ja to samo robię z moim kalendarzem. Nie jest idealny. Czasami po nim kreślę i nie mam w związku z tym wyrzutów sumienia i nie mam przed tym oporów. Nie wiem nawet dlaczego miałabym mieć skoro to jest mój kalendarz i ma usprawniać moją pracę. Nie jest to przecież zeszyt do katechezy, który jest sprawdzany raz w semestrze czy jest odpowiednio prowadzony, starannie i czy jest w nim wszystko o czym mówiła kobieta stosująca kalendarzy jako idealną metodę antykoncepcji i szukająca busa, ponieważ była w ciąży z szóstym dzieckiem. Nie pamiętam gdzie to było ale jakoś mocno zostałam pochwalona właśnie za jakoś mojego zeszytu. Jest to raczej bezwartościowa wiedza o mnie jednak piszę to gdyż od zawsze lubiłam kolorować. Uwielbiałam nadawać barwy przedmiotom. Soczyste kolory mieszające się ze sobą i starocie. Ach!

Do tej pory nie mam ani kredek ani kolorowanki ale odbijam sobie jak opiekuję się chrześnicą. 🙂 Słyszałam wiele dobrych rzeczy o kolorowankach dla dorosłych, które podobno są antystresowe i poprawiają koncentrację. Kiedyś kupię, jednak to chyba jeszcze nie pora.

Odwróciłam trochę Twoją uwagę by po chwili zadać Ci pytanie: Dlaczego jest Ci potrzebny ten jeden dzień wolnego?

Po to by zresetować głowę? Robić zupełnie inne rzeczy niż na co dzień?

Rób przez jeden dzień wielkie nic i zobaczysz, że Twoja koncentracja i kreatywność wzrośnie i to znacząco.

Ja w moje wolne dni staram się nie włączać nawet komputera. Telefon ładuję jak mam 1%. W ostatnią niedzielę cały dzień spędziłam na rowerze, słuchałam webinaru, czytałam, gotowałam obiad, itd. Robiłam rzeczy na które nie mam czasu w ciągu tygodnia.

Niestety.

To nie jest tak, że tylko w niedzielę jem obiad. Nie. W ciągu tygodnia też jadam lecz w niedzielę mamy tyle czasu z Ojcem Sukcesu, że możemy spokojnie bez pośpiechu gotować wspólnie obiad o dowolnej porze. Jemy jajka na miękko i odpoczywamy.

Może Ty masz więcej wolnych dni. Może pracujesz inaczej. Pewnie nawet masz inny system wartości, tego nie wiem.

Ostatnio dołączyłam do grupy, gdzie jesteśmy w trzy dziewczyny i wypisujemy tam swoje plany i potem weryfikujemy czy wszystko nam wyszło, tak jak założyłyśmy na początku. Zwykle m.in. takie zadania planuję sobie wstępnie w niedzielę, bo wtedy mam czysty umysł, wolny od codziennych zadań i jest mi zwyczajnie łatwiej.

Wybierz sobie swój jeden zupełnie wolny dzień od codzienności i przekonasz się, jak wiele dobrego z tego wyniknie. Oczywiście nie wyobrażam sobie, że oddasz dziecko do dziadków, psa zamkniesz na cały dzień na balkonie, a telefon i komputer oddasz sąsiadowi.

Nie.

Ja tak nie robię.

Wszystko na swoje granice.

Wszystko z umiarem.

Dla zdrowia Twojego i Twoich najbliższych.