Dlaczego ktoś ci ma mówić co jest dla ciebie najlepsze?

Kiedy byłam mała, to i owszem mama mi mówiła w co się mam ubrać, co zjeść i o której muszę iść spać. Planowała mój dzień i weryfikowała poprawność jego wykonywania.

Jednak dobre czasy się skończyły kiedy mając 6 lat po raz pierwszy całkiem sama pozmywałam naczynia, powrzucałam warzywa na zupę, robiłam sobie już wtedy sama kanapki, od dawna się sama ubierałam i wychodziłam na plac zabaw z kluczem zawieszonym na szyi z czerwonym breloczkiem.

Gdzie byli wtedy moi rodzice?

Pracowali na to by było mi i siostrze dobrze. Byśmy miały co jeść i w czym chodzić. Takie proste rozwiązanie.

Oczywiście to były zupełnie inne czasy. Rodzice stawiali na nasz rozwój i samodzielność, by nie było takiej sytuacji, że spóźnił im się autobus albo musieli zostać dłużej w pracy, a my siedzimy głodne przez cały dzień.

Same wiele robiłyśmy i takie uczenie od najmłodszych lat dużej samodzielności sprawiło, że obie bardzo szybko dojrzałyśmy i wcześnie wyprowadziłyśmy się z domu, by zacząć pełną parą stawiać na siebie, karierę i rozwój osobisty.

Mimo braku obecności 24/h rodziców obie jesteśmy w pełni sprawne i to pod każdym względem, a co więcej poszłyśmy na studia. Jak widzisz pozwalanie dziecku na spełnianie swoich pasji, zachcianek i próbowanie swoich sił w wielkim świecie nie spowoduje od razu, że zamieszka pod mostem i zmarnuje swoje życie.

Co to, to nie.

Możliwości każdy z nas ma wiele. Rozumiem w pełni, że każdej matce niekoniecznie polce zależy na tym by jej dziecko było zdrowe, dobrze jadło i by przynosiło ze szkoły same 5, a najlepiej 6. Świadectwo z paskiem i żeby zostało lekarzem albo prawnikiem, bo tylko w taki sposób osiągnie sukces.

Czy wiesz że Jobs nie skończył studiów?

Nie skończył, a przez bardzo długi czas, a w niektórych nawet nadal siedzi przekonanie, że produkty Apple są burżujskie, kosztują miliony i są odstrzelone od rzeczywistości, bo komu normalnemu jest potrzebna przeglądarka Safari, która nic a nic nie jest bezpieczna i właściwie nie powinna istnieć? Ja z niej korzystam. Wiem że jest okrutnie zła, ale z przyzwyczajeniami nie wygrasz.

Jeśli taki Jobs buddysta, mógł osiągnąć sukces i zbudować super markę z której sama korzystam i to od lat, to dlaczego ja miałabym nie dążyć do tego samego?

Przecież to nie ma sensu

Nauczyłam się, że jestem panią swojego losu i czasu. Nikt niczego za mnie nie zrobi, bo zwyczajnie nie ma takiego zapotrzebowania. Wiem co chcę w życiu robić i w którą stronę chciałabym pójść.

Ostatnio nawet zauważyłam, że coraz bardziej pomagam ludziom uwierzyć w siebie i we własne możliwości. Wiesz ile na tym zarabiam? Nic. Wiesz ile czasu mi zajmuje poprawienie komuś humoru w przeliczeniu na cały tydzień? Gdzieś w granicach 30-60 minut. Przelicz to sobie. 7 dni to 168 godzin. 168 godzin z czego teoretycznie muszę spać po 8 godzin dziennie. Czyli odpada nam 56 godzin. 168 – 56=112. 112 godzin, a ja z tego wszystkiego tylko jedną godzinę, między wierszami przeznaczam na to by powiedzieć komuś, że robi dobrą robotę i powinien robić to dalej.

Do każdego z nas docierają czasem takie chwile zwątpienia i w takich przypadkach nie można zrobić nic innego jak robić dalej swoje, a jeśli przy okazji usłyszy się od kogoś coś miłego, to aż rośnie serce.

I to jest właśnie tak bardzo ważne

Chwile zwątpienia, to rzecz naturalna, ale czy tak samo naturalne jest wyciąganie od drugiej strony informacji na temat tego, co się powinno robić? Szukanie odpowiedzi na pytanie „Co jest dla mnie najlepsze?” u zupełnie obcych ludzi, którzy nie mają do tego odpowiedniego doświadczenia czy umiejętności jest jak stwierdzenie, że jest się najlepszym na świecie saperem.

Każdy wie, że saper myli się tylko raz

Zatem jeśli nie znam Marioli z Gdyni, to owszem mogę ją zapytać, co mam zrobić, bo boli mnie palec. Ona mi może opowiadać o okładach z kapusty, jajka, kwaśnej wodzie lub zwyczajne zaproponować uderzenie w kolano, bo wtedy przestanie boleć palec. Można kogoś zapytać o taką pierdołę ale w przypadku większych spraw wymaganie od kogoś, że ktoś powie, co masz robić, jest równie dobre jak uderzenie głową w ścianę i to z rozbiegu.

Dostałam ostatnio maila „Czy uważa pani że dam sobie radę?”, chciałam odpowiedzieć „Skąd ja to mam wiedzieć?”, ale się powstrzymałam. Chociaż niewiele brakowało. Mimo wszystko wydaje mi się, że byłaby to najodpowiedniejsza odpowiedź.

Skąd ktoś, kto mnie nie zna może wiedzieć co jest dla mnie najlepsze? I mi radzić, co mam robić? No jak? Nawet psycholog nie mówi na dzień dobry „Proszę zakończyć znajomość z tym osobnikiem”.

Jestem mocno staroświecka i już nie raz mówiłam, że urodziłam się za późno. I może to przez to nigdy w życiu nie powiedziałam do kogoś „Weź mi powiedz, co ja mam zrobić”, raczej pytam „Co ty byś zrobił w takiej sytuacji?” i tutaj podaję możliwości jakie mi chodzą po głowie.

Dlatego jeśli często zadajesz innym takie pytanie, to musisz wiedzieć, że najprawdopodobniej denerwujesz te osoby. Mnie to irytuje i to całkiem mocno. Tym bardziej jak ktoś mi co chwilę je zadaje. Jakbym była wszechwiedzącą wyrocznią.

Niestety nie jestem, a szkoda. Chciałabym wiedzieć więcej i szybciej.

Co dla ciebie jest najlepsze?

Dodaj komentarz