Cztery raz NIE dla Pana Greya i jego 50 twarzy

W 2014 roku w lipcu przeczytałam 50 Twarzy Greya i wniosków miałam wiele. Każdy był negatywny.

Kiedy czytałam tę książkę okrzykniętą przez wszystkich jako cudo wszechświata, to miałam poczucie inności i odstępstwa od reszty, ale im dalej szłam w głąb w poszerzeniu swojej wiedzy o tej… książce, to docierało do mnie że jest coraz więcej osób podzielających moje zdanie.

Potem nadszedł czas na filmy

Kiedy pierwsza część pojawiła się w kinach… TFU! Zanim pierwsza część pojawiła się w kinach czytałam coraz to nowsze i coraz to ciekawsze nowinki, co się znowu popsuło podczas kręcenia kolejnych scen. Jakie sceny po raz kolejny trzeba było powtarzać, bo główna bohaterka jest aktorką z doskoku i dostała swoją rolę po tajemnej znajomości.

Wszystkie te newsy nie docierały do mnie dlatego że ich szukałam. Docierały do mnie, ponieważ osoby, które mam jako znajomych na Facebooku usilnie pilnowały każdej nowinki z planu i wręcz ustawiali się już w kolejce żeby pójść na ten film. Mimo że książka. Właściwie to ani jedna z tych trzech nie porwała połowy populacji choćby na milimetr.

Sytuacja dość zabawna i trwała jakiś czas, bo przecież pierwsza część pojawiła się w kinach w walentynki i wszystkie wielbicielki i o dziwo wielbiciele tej trylogii, chcieli koniecznie zobaczyć ten film na premierze. Pamiętam, że ja wtedy miałam ciekawsze zajęcie, bo robiłam naleśniki, ponieważ uznałam, że je uwielbiam i nigdy nie mam czasu by je sobie zrobić, zatem było to idealne miejsce i czas. Cóż.

Każdy z nas ma inne priorytety

Oczywiście w związku z moja ciekawską naturą film obejrzeć musiałam. I obejrzałam jak tylko pojawił się online. Zdania co do jakości tego tworu nie zmieniłam, wręcz byłam zaskoczona, że udało się zrobić coś gorszego niż sama trylogia. Trwałam w tym do czasu…

Do czasu kiedy kilka dni temu trafiła w moje ręce książka „50 twarzy Greya oczami Christiana” i opadło mi wszystko, co tylko opaść mogło, a nie spodziewałam się, że mogłoby. Wprowadziło mnie to w pewnego rodzaju zadumę.

Osobiście uważam że jeśli ktoś przy pisaniu pierwszej książki popełnił aż tyle błędów każdego rodzaju i popełnia je na każdej stronie owej książki nawet po kilka razy, to przy kolejnej książce pozwoli sobie na słownictwo wyższych lotów. Stworzy ciekawszą historię, sprawi że czytelnik odleci podczas opisów wydarzeń, ale nie… autorka nie zrobiła nic.

Dasz wiarę?

Kiedy zakładałam bloga, to nie potrafiłam zapełnić jednej kartki papieru. Wydawało mi się, że krótkie myśli są znacznie lepsze niż szerokie i długie opisy zdarzeń niczym opisy przyrody przez jednych wielbione, a przez innych znienawidzone i powodujące odruchy senności.

Szlifowałam to każdego dnia i brałam do siebie niemal każdą uwagę. Rozwijałam siebie, swoje słownictwo i możliwości.

Czasami wszystkich mierzę swoją miarką

Niekiedy mi się wydaje, że pewne rzeczy są tak bardzo oczywiste że w swoistą zadumę wprowadza mnie fakt, że ktoś czegoś nie wie albo zachowuje się inaczej niż tego wymaga sytuacja. Wydawało mi się że jeśli jedna- pierwsza książka jakoś poszła, ale to jakoś jest raczej słabe niż dobre, to jest znak by coś z tym zrobić. Walnąć kijem, poszerzyć, niechaj rośnie w stronę światła. Ale nie, nie tym razem. Autorka mam wrażenie, że nie zrobiła nic by porwać kolejną rzeszę wielbicieli. Osiadła na laurach bylejakości i tego, że komuś tam się podobało.

Jakoś przetrawiłam fakt stworzenia 3 książek tej samej bylejakiej i mdłej jakości. Jakoś mi się to udało, ale szlag mnie trafił jak czytałam ostatnią jej książkę, tę napisaną oczami Christiana.

Czegoś bardziej słabego nie było mi w życiu dane wcześniej trzymać w dłoniach, to było jak śmiech przez łzy. Miałeś pretensje do tego, że Anastazja cały czas przewraca oczami i jej bogini w jej wnętrzu ciągle fika koziołki? Serio? Na swoją odpowiedzialność przeczytaj to coś. Inaczej nie będziesz w stanie następnym razem ocenić, jak bardzo człowiek może się pomylić dając komuś szansę na coś dobrego czy choćby trochę lepszego.

Jestem tak bardzo rozczarowana, że aż moja wewnętrzna bogini pakuje walizki i wybiera się do autorki tych 4 książek aby kopnąć ją w dupsko by ta wzięła się za siebie i może przy okazji odblokować jej słownictwo.

Mam nadzieję, że choćby odrobinę podzielasz moje zdanie. Jeśli jeszcze tego nie robisz, to musisz koniecznie zmarnować te kilka godzin. Przeczytać ostatnią część oczami jakże czarującego i przerysowanego Christiana. Poznać jego punkt widzenia. Zobaczyć że jedno jest warte drugiego. Mimo że bohaterów dzielą klasy społeczne, zawartość konta, wykształcenie, obycie, czas, doświadczenie życiowe, to obie postaci zostały stworzone według jednego schematu i są tak samo ograniczone.

Wiem, wiem… Ciągnie swój do swego.

Wiem doskonale. 🙂

Ale bez przesady.

    • Aleksandra, 30 sierpnia 2017, 13:05

    A mnie denerwują negatywne opinie na temat książek i filmów „50 twarzy Greya”. Przepraszam bardzo, ale czego powinien spowiedziewać się czytelnik/widz sięgając po te dzieła? Ambitnej, górnolotnej literatury? No proszę Was.. To sofrporno dla mas a nie Paulo Coelhio. Rozumiem, ze komuś może się nie podobać, ale nie rozumiem rozczarowania serią 🙂

      • Angelika, 30 sierpnia 2017, 13:18
      • Autor

      Wiesz przeczytałam w swoim życiu wiele książek i (dopiero) po raz pierwszy spotkałam się z tym, by na każdej stronie pojawiały się te same zwroty. Chciałam porównać Greya do Harlequinów ale z tego co pamiętam, to była lepsza lektura. I jakoś tak powiewało od nich większym polotem i finezją.

      Nie musisz rozumieć mojego rozczarowania czy tego, że ja czegoś nie lubię. Nawet nie ma sensu i szkoda Twojego czasu na zdobywanie informacji dlaczego tak jest. Z drugiej strony przekonywanie mnie, że Grey to softporno to jak powiedzenie do wegetarianina „Spróbuj tego kurczaka, jest wyborny, nie jesz mięsa? Przecież kurczak, to nie mięso”.

      Dziękuję. Pozdrawiam.

  1. Tak, Grey w oczy kole – jeśli lubisz tematykę pełną napięcia erotycznego lub jakiegokolwiek innego, bardzo polecam Ci ksiązkę Nabokova „Lolita”; zarówno książka jak i film – poezja.

      • Angelika, 30 sierpnia 2017, 14:14
      • Autor

      Zanotowałam sobie. Dziękuję za polecenie. 🙂

  2. Mnie od tego filmu stanowczo odciągnęła dziewczyna. Argumenty miała tak mocne, że nawet mnie nie interesują nowe części.

      • Angelika, 30 sierpnia 2017, 14:49
      • Autor

      Ja spróbowałam, bo z natury należę do grona tych (umiarkowanie) ciekawskich. W czasie oglądania tego filmu nadrobiłam wszystkie zaległości jakie miałam na blogu i w swoim sklepie. Zatem… To był w sumie jedyny plus całej tej sytuacji. 🙂

  3. Dla mnie to była strata czasu. Czytałam wiele ciekawszych książek z wątkiem erotycznym. A ta książka podobnie jak i film to dno. Przykro mi Fani Greya ale po stokroć Nie, Nie, Nie…

  4. Nie czytałam ostatniej części i w ogóle nie jestem specjalną fanką całej serii. Skuszona całkiem dobrym marketingkiem chciałam sprawdzić co i jak a jako wówczas singielka, łykałam wszelkie romansidłopodobne historie jak gąbka ;D
    Tak czy siak, moim zdaniem, nie napisałaś nic konkretnego na temat dlaczego mówisz tej książce nie. Piszesz,że jest słaba, że autorka się nie postarała, że popełniła dużo błędów aleee… Dlaczego słaba? Jakie te błędy? I podkreślam raz jeszcze: nie bronię Greja 🙂 Nie twierdze, że nie masz racji jednak jak dla mnie mało konkretów. Pozdrawiam serdecznie.

      • Angelika, 30 sierpnia 2017, 16:01
      • Autor

      Wiesz gdybym miała wytknąć każdy konkretny błąd, to musiałabym Ci przepisać całą książkę, a nie od tego tutaj jestem. Poza tym nie mam zamiaru analizować tego tekstu do tego stopnia, bo zwyczajnie szkoda mi na to czasu. Ta książka nie jest tego warta. Wyraziłam swoje zdanie i właściwie tyle. Wspomniałam jakie są te błędy i wydaje mi się, że jest to wystarczający zabieg. Napisałam dlaczego… Może przeczytaj mój tekst spokojnie raz jeszcze i na pewno odszukasz w nim kwestie, których piszesz że nie ma. Jeśli nie znajdziesz, to daj mi znać, pomogę. 🙂

      Niestety musiałam usunąć ostatnią linijkę z Twojej wypowiedzi, ponieważ bardzo nie lubię reklam w komentarzach.

  5. Dopiero teraz przeczytalam Twoja odpowiedz dla Aleksandry. 🙂 pozdrawiam raz jeszcze!

  6. A ja się przyznam, że jak na razie oglądałam pierwszą i drugą część Greya. I podobały mi się, ale druga część o wiele bardziej niż ta pierwsza. Nie jestem jakąś wielką fanką filmów erotycznych więc nie rażą mnie w oczy rzekomo amatorskie sceny. Co do głównej bohaterki – wg mnie ma w sobie coś co da się lubić, jest naturalna. Ale każdy ma prawo do własnego zdania i nie przeszkadza mi , że komuś może się nie podobać.

Dodaj komentarz