Dlaczego nastąpił koniec współpracy?

Och ile już razy ja słyszałam to pytanie. Każdy pyta „Dlaczego?” i liczy że potencjalny pracownik powie wszystko jak faktycznie było.

Czas pomyśleć nad tym pytaniem i nad sensem jego istnienia.

Czy faktycznie jest jakiś sens w tym pytaniu? Przecież niewiele osób powie jak faktycznie było. Dużo osób owinie swoją historię w piękną bawełnianą szmatę. Tak, cały mobbing, niewypłacone pensje, siedzenie po godzinach i pracę w weekendy. Pozostała część odpowie „ponieważ chciałbym się rozwijać, a tamta firma mi tego niestety nie mogła zapewnić, ponieważ doszedłem już do najwyższego stanowiska i pojawiła się ściana, której nie udało mi się przeskoczyć”. Albo wyrecytuje jeszcze inne wyuczone bzdety pierdolety.

Czy ktoś się przyzna, że zmienia pracę bo ukradł? Albo że miał szefa, który zagląda pod spódniczki i ma lepiące ręce? Czy powie, że musiał przychodzić dwie godziny przed otwarciem i 3 godziny po zamknięciu firmy, mimo że pracuje na etat czyli po 8 godzin dziennie i tylko za te 8 godzin ma faktycznie zapłacone? Czy przyzna się, że dał się tak oszukiwać, że w miesiącu, który ma 31 dni, miał tylko 3 dni wolnego? Czy opowie swoją historię?

Nie, bo i po co?

Przecież taki rekruter, który często nie ma odpowiedniego przeszkolenia poza studiami, jest na nieodpowiednim miejscu. Ma problem z zachowaniem taktu i przyzwoitości.

Taka osoba nie jest psychologiem i w żaden sposób nie pomoże, a przepieranie swoich prywatnych brudów u obcej osoby w pokoju trąci terapią, więc ja zwykle odpowiadam wymijająco, chociaż kąśliwie.

Ostatniego miejsca w jakim pracowałam nie wspominam zbyt miło i jakiś czas temu w końcu o tym opowiedziałam w miarę możliwości dosadnie, lecz z nutką tajemnicy, ponieważ nikt z was nie musi znać aż takich szczegółów. 🙂

Jakiś czas temu, gdy szukałam dla siebie dodatkowego zajęcia, a raczej możliwości dodatkowych pieniędzy, to… Byłam na jednej rozmowie, gdzie spędziłam jakieś 1,5 godziny i już czułam się zmęczona całą sytuacją. Doszłam do etapu w którym chciałam powiedzieć „Dobra, skończmy to, ja już nie chcę tej pracy, nie chcę dla was pracować” ale wytrzymałam mimo że rozmawiałam z osobami, które uważały się za najlepsze na świecie. Najmądrzejsze, naj, naj, naj i to w każdej dziedzinie życia. Miałam uczucie, że wysysają ze mnie życie.

Urlop!

Urlop? Po co ci to? No po co ci urlop? Przecież masz pracę, która sprawia ci przyjemność, a skoro sprawia przyjemność, to tak jakbyś odpoczywał. Poza tym są wolne weekendy. Nie wszystkie, bo ktoś musi pracować, ale są.

Chcieli bym stała się dla nich robotem nie do zdarcia, który obejmie 3 stanowiska, a niebawem 4 i to za 1500 zł netto. Najgorsze było to, że oni mi chcieli wmówić, że to kupa pieniędzy i na pewno znajdzie się wiele osób, które by chciało ją dostać. Gdybym nie musiała utrzymać siebie, mieszkania i kota, dodatkowo nie miała prywatnego życia, sklepu i bloga, to pewnie bym się zgodziła na takie niewolnictwo. Jednak na tym etapie życia, uważam że praca na kilku stanowiskach za prawie najniższą krajową jest oszustwem, które powinno się zgłosić, by ktoś się tym zajął. Przede wszystkim pokiwał paluszkiem w odpowiedni sposób lub nacisnął odpowiedni guzik.

Omnibus

Nie chcę być omnibusem. Chcę być specjalistą w wybranych przeze mnie dziedzinach i w nich się rozwijać. Nie chcę być osobą do wszystkiego. Każdy wie że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, a poza tym szybko się kończy.

Zatem ta rozmowa nie była najciekawsza i najmilsza ale nie mam problemu by o niej opowiedzieć, chociaż nazwę tego miejsca zatrzymam dla najbliższych. 🙂

Gdy chodziłam na te spotkania o pracę, to każdy zadawał mi to pytanie („Dlaczego nastąpił koniec współpracy?”). Jedna pani była mocno natrętna i nie dawała za wygraną na moje wymijające i spławiające odpowiedzi, a jednocześnie zachęcające do zadania kolejnego pytania.

Zachowanie

Byłam nieuprzejma, aczkolwiek stanowcza odpowiadając „Muszę powiedzieć, że pani zachowanie nie jest na miejscu. Jednocześnie uważam, że nie jest pani odpowiednią osobą, której chciałabym się zwierzać ze szczegółów mojego życia. Odpowiedziałam, że ostatnią pracę nie uważam za najlepszą i nie chcę o niej mówić, więc bardzo proszę uszanować moje zdanie. W przeciwnym wypadku będę musiała zakończyć nasze spotkanie”. Wiesz co było najlepsze? Pani się uśmiechnęła i coś tam zanotowała. Rozmawiałyśmy dalej, ale ja już byłam do nich negatywnie nastawiona i następnego dnia gdy zadzwoniła do mnie owa pani, to najzwyczajniej w świecie jej podziękowałam argumentując swoje stanowisko.

Nie chcę pracować  z ludźmi, którzy nie szanują mojego zdania. Ani z tymi, którzy testują mój spokój i cierpliwość. Z natury jestem osobą, która nie znosi wymuszania, bo niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki buduje się we mnie mur i odcięcie kontaktu.

Szanować w życiu trzeba nie tylko rodziców i dziadków, ale też zdanie innych osób.

Jeśli rekrutujesz i ktoś ci wmówił, że pytanie „Dlaczego nastąpił koniec współpracy?” jest super i warto drążyć temat, to żyjesz w błędzie. Ludzie kłamią i opowiadają farmazony.

Poza tym wszystko działa w dwie strony. Idąc na rozmowę o pracę staram się sprzedać siebie jako idealnego pracownika, wprost skrojonego na miarę dla danej firmy. Z drugiej strony rekruter sprzedaje firmę jako odpowiednie miejsce, które chętnie się zaopiekuje pracownikiem.

Jeśli dochodzi do starć, czy spięć, to niestety na ugorze nie da się zbudować dobrej i owocnej współpracy, bo zawsze coś komuś nie będzie pasowało.

Po co to komu?

Strata czasu.

Pieniędzy na dojazdy.

I nerwów.

Dodaj komentarz