Daj mi coś czego nie potrzebuję

Jak często dzwoni do Ciebie ktoś kto nie powinien i w jakich proporcjach są to telemarketerzy z produktami „must have”?

Ciężko jest mi określić ile razy w roku do mnie dzwonią chcąc wcisnąć coś, co zupełnie nie jest mi potrzebne, nie tyle do szczęścia, co do wyrzucenia czy podtarcia sobie pośladków. Wczoraj dzwonił dwa razy mój bank. Za pierwszym razem było mi ciężko przerwać panu który uraczył mnie swoim telefonem, a chciałam mu tylko powiedzieć, że jestem aktualnie w pracy i nie mogę rozmawiać. Pewnie się zastanawiasz dlaczego odebrałam ten telefon skoro jestem w pracy. Zrobiłam to ponieważ różne wypadki chodzą po ludziach i z doświadczenia wiem, że wszystko się może zdarzyć, więc już wiem, że telefon trzeba odbierać choćby po to żeby poinformować drugą osobę, że się oddzwoni. Takie życie i buty. Nauczysz się tego z czasem (o ile jeszcze tego nie umiesz). Za drugim razem ten sam pan już kulturalnie zapytał zanim zaczął swoje bajabongo czy mam chwilę na rozmowę z nim.

Pewnie czemu nie

I się zaczęło. Z góry poszło założenie, że potrzebuję karty kredytowej, bo przecież każdy musi taką mieć, a jeśli jej nie ma to jest bucem. Trudno jestem bucem, nie potrzebuję karty kredytowej, nawet jeśli dzięki niej mogę sobie w każdej chwili kupić coś czego jeszcze nie mam i na zdrowy rozsądek jest mi to aktualnie niepotrzebne. „Ma pani 52 dni na spłatę”- argument, który miał mnie przekonać i rozpalić potrzebę posiadania plastiku.

Pan: Kredyt gotówkowy?
Ja: Nie!
P: Kredyt odnawialny?
J: Nie!
P: Jak to nie? Niech mi pani wyjaśni, dlaczego nie chce pani kredytu

No i się zaczęło

To przecież on dzwoni do mnie, a nie ja do niego. Nie wykazywałam zainteresowania nawet najmniejszym kredytem, więc zupełnie nie rozumiem dlaczego mam się tłumaczyć, że czegoś nie chcę. Nonsens. Ale dobrze, jeśli jest taka potrzeba, to z przyjemnością.

Kredyty są dla ludzi potrzebujących. Chcesz nową lodówkę, bo aktualna wystawiła cię do wiatru, a chwilowo nie posiadasz wystarczającej ilości gotówki by zakupić nową i żeby jeszcze wystarczyło od pierwszego do pierwszego, to bierz i się nie zastanawiaj. Musisz pilnie naprawić samochód, bo nim dojeżdżasz do pracy, albo to dzięki niemu masz pracę, a jesteś w dołku, to bierz- nie zastanawiaj się. Przecieka ci dach i kapie do obiadu, to bierz! Pralka tylko namacza, ale już nie wiruje, to bierz! Jeśli jednak chcesz kupić nową parę dżins, bo pozostałe pięćdziesiąt ci się znudziły, nowy czajnik, bo stary nie pasuje do nowych zasłon, kurtkę, bo weszła nowa moda, albo potrzebujesz cudownego nowego telefonu, bo wszyscy inni mają, a ty jeszcze nie, to zastanów się raz jeszcze nad swoim życiem. Co jest ci potrzebne, a co uważasz że takie jest.

Rozumiem, że zamiast lodówki można trzymać rzeczy na balkonie. Zamiast pralki można prać ręcznie, a zamiast telefonu można przychodzić z niezapowiedzianą wizytą.

Są różne typy ludzi i ich założenia, jedni chcą spędzić całe życie na kredytach, a inni odkładają i dopiero wtedy pozwalają sobie na zakup dobrego i konkretnego produktu. Reasumując nie każdy chce i potrzebuje nagłego zastrzyku gotówki, bo np. akurat nie ma, co z nią zrobić. Ja nie potrzebuję i już miałam dość mówienia, że nie chcę, bo posiadane przeze mnie przedmioty są zadowalające, kiedy pan mnie w końcu zaskoczył tym, że on może sprawdzić moją zdolność kredytową. 

Przepraszam po co? Nie chcę pieniędzy. Karty. Kredytu. Aaaaa!

Mówię, więc panu, że z tymi kredytami na siłę, jest jak z kupnem samochodu kiedy się nie ma prawa jazdy. Jest niewiele takich osób, które nie mają papieru, ale mają pojazd i robią to tylko dlatego, że wydaje im się, że dzięki temu szybciej pójdą na kurs. Możliwe. Są też ludzie którzy kupują za małe rzeczy, bo kiedyś schudną do takiego rozmiaru i będzie jak znalazł. Ja nie należę do takich osób. Nie chcę karty kredytowej, ani kredytów, bo nie miałabym co z nimi zrobić. Zwyczajnie, a posiadanie takich produktów tylko dlatego, że pól ulicy je ma, jakoś mnie nie przekonuje.

 

Będę chciała, to pójdę i powiem, że chcę.

Jestem dużą dziewczynką i wiem czego mi potrzeba do szczęścia.

 

 

 

P.S.

Rozmawiałam z panem mimo szczerej niechęci do tego co mi chce wcisnąć, bo wiem jak ciężka jest praca z ludźmi.