Czy wychowały cię wilki?

Tytuł (jeśli bardzo naciągnę) jest trochę zadziorny, bo w sumie pocieszny bardziej. Oczywiste że nie. Chociaż?! Czasami mam wrażenie, że wiadomo dlaczego ludzie szukają połączeń genotypu u owoców, warzyw i zwierząt.

50% podobieństwa z bananem? Serio?

Pochodzenie od małpy coraz częściej wydaje mi się być bardzo prawdopodobne, a jak takie osoby chcą mi pokazać rodzinne zdjęcia mam wrażenie, że zaraz zobaczę goryla albo jakąś w miarę ładną odmianę małp. I niekiedy jestem rozczarowana, że widzę na nich tylko ludzi, delikatnie rozmazanych lub w staranie dobranych ciuszkach, idealnej fryzurze i kołkiem w dupsku. No niestety. Ja słabo wychodzę na zdjęciach, bo zwykle wyglądam jak tzw. pół dupy zza krzaka. Tu delikatnie rozmazane, troszkę pomięte lub rozczochrane.  W sumie to może dlatego mam tak mało zdjęć.

No i dobra jesteśmy sobie tymi ludźmi, to skąd się bierze tak wiele dziwnych i nielogicznych jak dla mnie zjawisk. 

Brak umiejętności sprzątania po sobie.

Brak kultury i taktu.

Usilne wbijanie komuś szpilek prosto w nos.

Nieumiejętność wycierania butów.

I tutaj muszę przerwać wyliczankę. Zawsze mi się wydawało, że każdy potrafi wycierać buty, bo przecież nikt nie mieszka w chlewie i większość posiada coś takiego jak wycieraczka, czy jakaś tam (wielokrotnie zaobserwowana) szmata przed drzwiami w którą wyciera się trzewiki. Ok, niektórzy nie mają wycieraczek u siebie ale użyczają sobie po sąsiedzku, a jeszcze inni uważają, że mieszkają na tyle wysoko, że ten syf z ich podeszwy w magiczny sposób wyparuje, odpadnie, zniknie. Oczywiście powoli odpada i tutaj się bierze przekonanie, że własnego syfu z wspólnych miejsc się nie sprząta, bo po co przecież jest pani sprzątaczka która przyjdzie raz w tygodniu i jedną szmatą ogarnie okna, stoły, podłogę i jeszcze kilka innych miejsc, które będzie miała na swojej drodze. Nic nie poradzisz taki zawód. Wracam do tematu wyjściowego- wycieranie butów. Jak już mówiłam myślałam, że każdy potrafi wykonywać tak prostą czynność, bo no nie ukrywajmy jest banalna, ale nie. I zrobiłam wielkie oczy jak podsuwam pannie mopa żeby wytarła w niego swoje brudne buty, a ta zamiast je wytrzeć zaczyna mi po nim dreptać. I tupta tak sobie, a ja obserwuję i do końca nie wiem, co się dzieje. Potuptała i odwraca się dupskiem. Chce iść. Nie ma takiej możliwości. Zwracam kulturalnie uwagę, dlaczego wdeptuje mi ten syf w mopa zamiast wytrzeć swoje szanowne buciki i iść dalej do przodu. Wyszło na to że mówiłam sama do siebie, a panienka nie potrafi wycierać butów. Wydaje mi się to absurdalne, dla ciebie może być codziennością, ale nawet moja prawie trzyletnia chrześnica potrafi wytrzeć swoje mikroskopijne buciki i przede wszystkim wie, że trzeba to zrobić. Poza tym jeśli wejdzie w psie odchody, to przecież musi je jakoś zgarnąć, a nie  wdeptywać w podeszwę żeby było równomiernie rozprowadzone.

Dlaczego rzekomo dorośli ludzie nie wiedzą o rzeczach oczywistych, przecież gdzieś mieszkają i na pewno nie chcą wnosić sobie do domu różnych syfów, piasku, nadmiaru wody, śniegu czy cokolwiek innego, co akurat spotkają na swojej drodze. Myślałam, że każdy ma w sobie coś z leniwca, ale tutaj coraz częściej okazuje się że nie, mój błąd. Wielki błąd. Coraz częściej się mylę jeśli chodzi o zachowanie ludzi, ponieważ wydaje mi się że coś jest normalne i oczywiste, a wychodzi na to, że to tylko moja dziwna wizja, która wcale, a wcale nie ma racji bytu w realnym życiu. No cóż. Niestety nic nie mogę na to poradzić. Dziwniejsze jest to jak niewiele osób się zmienia lub raczej dopasowuje do sytuacji w jakiej się znajduje, co też jest nie ukrywajmy smutne i człowiek zaczyna wołać o pomstę do nieba albo do kierowniczki żeby coś zmienić, chociaż cokolwiek i odrobinę, bo przecież żyć jakoś trzeba czy raczej funkcjonować. Jeśli chodzi o brak taktu, to również mogę się odnieść do zachowania dziewczyn z pracy, dlaczego? No nie ukrywajmy ale pracuję najdłużej, co na dłuższą metę niewiele znaczy ale jestem też od nich trochę starsza i ta trocha czy też odrobina, to zaledwie 3- 4 lata, bo to zależy w sumie od kogo. Jedna z nich mała pyskata franca stara się głupim dogryzaniem nadrobić braki. Jest ich sporo. Chyba jej się wydaje, że jeśli będzie dużo mówiła, to będzie lepiej dla niej i całego otoczenia, ale jest w błędzie i to przeogromnym. Nie od dzisiaj wiadomo, że krowa która dużo ryczy mało mleka daje, no i to się sprawdza w 100%, a nawet z dość sporym zapasem. Jak dla mnie to jej słowa nie mają żadnego znaczenia, spływają po mnie jak woda po kaczce. Jej się wydaje, że jest strasznie śmieszna, a przez swoje żenujące przedstawienia jest raczej żenująca niż rewelacyjna, spoko czy chociaż trochę fajna. Jest żadna, słaba, nijaka, beznadziejna. Żeby ci to bardziej przybliżyć, to poziom żartu sięga panu spod monopolowego. Mam nadzieję, że rozumiesz co mam do przekazania. Jeśli jesteś człowiekiem nijakim, który ma niewiele do powiedzenia światu, to lepiej nie mów nic. Zostań samolubnym narcystycznym domatorem. Nie zniżaj się do poziomu szarego człowieka, nie rozmawiaj z plebsem.

Plebs.

Nie powiem prosto z mostu, że każdy z nas należy do plebsu, bo mogłoby cię to urazić i nawet nie doczytasz, co mam faktycznie do powiedzenia. Uważam, że nikt z nas nie jest w ogólnym pojęciu idealny i dla każdego. Oczywiście dla swojej połówki, matki, babci i wszystkich ciotek będziesz najwspanialszym, najmądrzejszym człowiekiem i jedynym w swoim rodzaju, ale w ogólnym rozrachunku możesz wypadać raczej słabo lub przeciętnie. Wiem po sobie, że jednej koleżance jestem w stanie powiedzieć, że ma się nie przejmować pierdołami, podnieść głowę do góry, wypiąć cycki i podbijać świat, inną wysłucham i przytaknę, bo przedstawi mi swoje słabe zdanie i możliwe wyjścia, bo ma gotowe rozwiązanie i generalnie, to co ja mam do powiedzenia nie jest zbyt ważne, ma ono na celu tylko podpiąć mój głos do danej listy. Rozumiesz, czujesz kiedy stajesz się ankietowanym niczym w Familiadzie, a kiedy faktycznie ktoś się liczy z twoim zdaniem, łącznie z pomocą i wsparciem. Reasumując dla mnie i swojej sąsiadki możesz być plebsem, a dla pani z warzywniaka i piekarni możesz być całym światem.

Nie będę się rozdrabniała na to kto, skąd pochodzi i prawdopodobnie dlaczego nie potrafi sprzątać. Ludzie najzwyczajniej w świecie nie potrafią ogarnąć po sobie swojego mikro syfu. Mam coraz częściej wrażenie, że włożenie brudnego talerza do otworzonej zmywarki jest jak droga krzyżowa dla ateisty. Można, bo można, tylko po co, słaba impreza. O wiele łatwiej wyhodować sobie całą górę i żeby w końcu brakło możliwości do napicia się czegokolwiek czy zjedzenia, bo najzwyczajniej w świecie nie ma na czym. Często też nie ma gdzie, bo jak się zostawia wszystkie okruszki jak leżą, to później pojawia się problem, ponieważ wszystkie posiłki z poprzedniego dnia trzeba jakoś zgarnąć ze stołu i pozmywać naczynia lub wsadzić do zmywarki. W taki sposób z zwykłego głupiego śniadania robi się cały rytuał. 

Przez pewien czas byłam pedantką. Wszystko musiało mieć swoje miejsce, bo tak jest przecież najłatwiej. Zamiast szukać wiatru w polu idzie się w konkretne miejsce. Idąc na studia dowiedziałam się, że nie każdy tak ma i trochę poluźniłam, mimo że często chodziłam zła jak osa, że nikt nie docenia mojej pracy, ma ją w głębinach zakończenia pleców, lub w nosie. Jak komu wygodnie. Teraz mam wrażenie, że wróciłam na studia. Serio. Odmładza mnie to.

Najs. 

Ja mam 20 lat.

Ty masz 30 lat.

Przed nami…