Czy wracasz dwa razy do tych samych książek?

Wychodzę z założenia, że czytasz ksiazki. Jakiekolwiek. Oczywiście nie mam teraz zamiaru wnikać w to czy je kupujesz, kradniesz, pożyczasz czy dostajesz. To twoje sumienie.

Zastanawia mnie do ilu z tych już przeczytanych książek udało ci się wrócić? Wiem, że jest teoria, że każdy ma swoją ulubioną książkę i wraca do niej w wolnej chwili, w chorobie, smutku czy coś tam. Zdaję sobie też sprawę z tego, że dla większości na obecną chwilę taką ulubioną książką będzie 50 Twarzy Greya i nic nie jestem w stanie na to poradzić. Taki los. Ciekawa jestem tylko do ilu z nich wracasz, lub czy chociaż do jednej?

Będę mało pomocna ale w sumie, to ja chyba nie mam takiej swojej ulubionej ksiazki, którą przeczytałam już setki razy i bez problemu mogłabym ją przeczytać jeszcze raz. Jest to trochę dziwne, ponieważ przeczytałam ich już tysiące i z takiej puli mogłabym wyłuskać coś nad czym warto jeszcze raz usiąść. Nie ma to wielkiego znaczenia, ponieważ przede mną jeszcze dziesiątki tysięcy świetnych dzieł i bestsellerów.

Mogę dwa razy oglądać ten sam film, czytać ten sam artykuł czy przeglądać w kółko te same zdjęcia, ale jakoś nie mogę się przełamać do przeczytania po raz drugi tej samej ksiazki. I nie czuję się z tym wyobcowana czy zdegustowana swoim zachowaniem. Zwyczajnie wiem, że kiedy pójdę do księgarni, to uda mi się znaleźć coś na podobnym lub wyższym poziomie niż to co dopiero skończyłam czytać. Jeśli jednak mam dzień lenia, a nie mam żadnej ksiazki w zanadrzu, to szukam ciekawych blogów i z przyjemnością pozdrowię wszystkich domorosłych pisarzy amatorów, którzy przyciągają ciekawym początkiem, a odstraszają nudnym i monotonnym rozwinięciem, a na koniec dorzucają coś, co pasuje do całości jak świni kokardka i człowiek się zaczyna zastanawiać, jak to się stało, że się tutaj znalazł i szuka małego krzyżyka pomagającego w cichej ucieczce.

Wyjście po angielsku

Taka ucieczka nie dotyczy tylko blogów czy artykułów przypadkowo znalezionych w sieci. Ludzie uciekają też przed kiepskimi książkami. W przypadku książek, to raczej słaba sprawa, bo zwykle finansujemy je sobie sami. Wyobraź sobie sytuację, gdzie kupujesz jedną książkę, potem drugą, a w końcu trzecią i czwartą i pech chciał, że żadna z tej zacnej czwórki nie jest tym czym powinna być. Zaczynają się schody i kombinowanie, sprzedać, pożyczyć w nadziei, że komuś się spodoba na tyle, że jej już do ciebie nie wróci, czy też może dać ją komuś w prezencie z pośpiesznie napisaną dedykacją i datą. Nigdy nie wiadomo, które wyjście będzie najlepsze, bo zawsze istnieje ryzyko, że ktoś oceni twój gust i powie, że jest beznadziejny.

Ich prawo

Niech mówią, co chcą i kiedy chcą, oceniają, obgadują, plotkują, niech sobie używają jeśli tylko to poprawia im humor. Tobie podoba się 50 Twarzy Greya, a innemu W Pustyni i puszczy takie są już niezbadane prawa losu. Gorzej z ocenianiem, mało kto ma do tego prawo, a niewiele osób w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, że się naśmiewa i jego zachowanie jest hipokryzją w czystej nieskalanej formie.

Oczywistym jest też, że możesz robić i mówić, co chcesz, ale zamiast wyrzucać tą książkę, bo myślisz, że jest beznadziejna, to oddaj ją nawet bezdomnemu. Nie wycieraj sobie nią tyłka, bo sobie rury zapchasz.

 

 

hapshaps

  1. Wyjdę teraz na strasznego narcyza, jeśli powiem, że jedyne ksiazki, do których wracam kilkakrotnie to te, które sama napisałam? 😉

    1. Narcyz?

      Jestem przekonana, że robiłabym tak samo.

  2. Mam bardzo podobnie, też praktycznie nie wracam do raz przeczytanych książek. W sumie sama nie wiem dlaczego… Oczywiście nie da się powtórzyć tego pierwszego dziewiczego odkrywania nowych książkowych światów, nieznanych bohaterów i wydarzeń. Ale są przecież ksiazki, których fabuła zdążyła nam przez lata wyfrunąć z pamięci. Albo pozycje, które zrobiły na mnie wyjątkowe wrażenie. A jednak nie wracam…

    W temacie książek, może zainteresuje Cię to:
    http://pojedyncza.blog.pl/2015/10/19/o-ksiazkach-slow-kilka/

  3. Może kiedyś, gdy będę miała mnóstwo czasu, nie będę miała laptopa i sieci, albo prądu, wrócę do ulubionych staroci, po to, żeby przypomnieć sobie uczucia, jakie wywołało we mnie kiedyś „Przeminęło z wiatrem” czy „Chata Wuja Toma”. Mam jednak ksiazki, po które sięgam kilka a nawet kilkanaście razy w roku, pomimo, że znam je dobrze – to albumy. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz