Cudowne spotkanie z marką kosmetyczną

W poniedziałek umówiłam się mailowo na spotkanie, które miało odbyć się dziś. Umówiłam się z Katarzyną, a rozmawiałam z Grażyną aspirującą na światowej klasy modelkę ale o tym później.

Odpowiedziałam na ogłoszenie pomocy biurowej, której ktoś potrzebował na kilka godzin w miesiącu. Czekałam na to spotkanie z ciekawością, ponieważ tuż obok Ojciec Sukcesu chodzi na zakupy – jak sam twierdzi ma dość drogie hobby i zachcianki, czasami mam wrażenie że już nadchodzi ten moment w którym spadam z pierwszego miejsca. Ale może jak będę cicho i nie będę podsuwała tego pomysłu, to stanie się to później niż wcześniej. Plan na życie. 🙂

Sytuacja była następująca, przychodzę na umówione spotkanie na konkretną godzinę. Pani mnie informuje, że muszę poczekać jakieś max. 10-15 minut, bo ona akurat musi z kimś porozmawiać.

Zatem czekam, 15 minut, a potem 20. Dalej nic. Stwierdziłam, że pójdę sobie na Kleparz, kupię warzywa, chleb i umówię się na barszcz na sobotę, a jak wrócę to będzie akurat. Wracam, minęło łącznie 35 minut, a tu dalej nic, muszę czekać dalej. Już po raz drugi zapalił mi się czerwony neon z napisem „Idź stąd!”, ale jako że jestem wytrwała i cierpliwa, to stwierdziłam że skoro miałam czekać od poniedziałku do czwartku, a tu 10-15 minut, a ja już to sterczę ponad 40, to trudno. Może to będzie moja praca marzeń i szkoda będzie stracić taką WIELKĄ szansę.

Gwoli ścisłości dodam że nienawidzę kiedy ktoś się spóźnia. Szlag mnie trafia kiedy ktoś spóźnia się na spotkanie ze mną, bo mam wrażenie że mnie nie szanuje i mojego czasu. Każdy z nas doskonale wie, że czas to pieniądz. Zwłaszcza jak się ma działalność gospodarczą i ZUS do zapłacenia. 🙂

Robię głębokie wdechy i powolne wydechy, czas leci. Mam dziś napięty grafik, więc niemal przebieram nogami. W końcu jest! 50 minut, Katarzyn w swoich za małych czarnych sandałach na koturnach z diamencikami do mnie wyszła mało nie wybijając zębów. Oto jestem i w końcu moja kolej. Podano mi różowy taborecik i kazano usiąść w przejściu i jakaś młoda dziewuszka ciągle mi się kręciła za plecami bez „przepraszam”. Powtarzałam sobie w kółko „Jestem cierpliwa, spokój, spokój jest najważniejszy”.

Siedzę sobie na tym różowym taboreciku i nagle słyszę, że umówiłam się z Katarzyną ale spotkanie mam z Grażyną, bo to Grażyna jest ważną osobą i odpowiedzialną za takie spotkania. Dodatkowo Grażyna rzuciła do mnie tekstem „Jak widać nie ma Katarzyny ale jestem ja”. Super, bo ja akurat jeszcze nie wiem kto jest kto, więc równie dobrze mogła by się nie przedstawiać. Swoją drogą to takie oczywiste, że jak umawiasz się z Katarzyną, która ci pisze że koniecznie musisz o nią pytać, to na 100% spodziewasz się rozmowy z kimś innym. Trudno… Trafiła mi się Grażynka, która jak sądzić można po odzieży nie ubiera się w sieciówkach czy na szmatkach, ale jest najpilniejszym, a co za tym idzie najczęstszym klientem Tandety. Poważnie, zwykle tego nie robię ale jakbyś zobaczył jej strój, makijaż i sposób mówienia, to byś powiedział, że dziewczyna jest wyszykowana i już tylko czeka na otwarcie klubu, bo jest impreza w stylu Raszyn from Raszyn.

Wystarczy!

Grażyna rzuciła mi na stół katalog znanej marki na A i zaczęła przerzucać kartki, pokazywać perfumy, kremy, tusze do rzęs. Patrzę na to i myślę sobie „no nie”, ale jestem chodzącym spokojem zatem czekam aż w końcu zacznie się zbliżać do brzegu, a ta mi coraz dalej odływała. Minęła już ponad godzina odkąd przyszłam i nadal nic nie wiem. Ta się rozkręca i opowiada mi o jakichś zniżkach, rabatach, gratisach i nadszedł ten moment. Moment zagłady i coś we mnie pękło.

Nienawidzę takiego „pitu – pitu”. Zamiast powiedzieć czegoś wprost, to takie cudowanie i owijanie w piękną w tym przypadku różową wstążkę rzeczy istotnych. Znaczących. Zatem powiedziałam „Przepraszam ale jestem tu już godzinę i 20 minut, a ja nadal nie wiem na czym miałaby polegać moja praca, czy możemy w końcu przejść do konkretów?”. Kobieta się zmieszała i miałam wrażenie, że po raz pierwszy ktoś ją sprowadził na ziemię i nie pozwolił tak pieprzyć bez sensu.

Dowiedziałam się, że cytuję „nie płacimy za siedzenie tutaj lecz za efekty i nowe konsultantki, które naganiają dziewczyny z ulotkami z ulicy”. Dasz wiarę? Byłam tam łącznie 90 minut i nikt nie przyszedł. 🙂 Także pieniądze nie sypią się z nieba i nie leżą na ulicy. Poza tym liczyć na obcą obijającą się osobę, to też słabo.

Do kogo mieć później pretensje że nie mam jak zapłacić za jedzenie dla Gothama? Do siebie? Do niego? Czy do tej kobiety, która stoi cały rok na ulicy i zagania ludzi?

Jeśli ja miałabym dostawiać pieniądze za to że ona mi kogoś tu zagoni, to ciekawe czy ona dostaje pieniądze za podpisaną przeze mnie umowę, czy jednak ma jakąś podstawę?

Niestety muszę się oficjalnie do tego przyznać, że zmarnowałam swój czas i teraz muszę nadganiać. I po poznaniu szczegółów współpracy z marką na A, już wiem dlaczego te ogłoszenia w Social Mediach i na tych wszystkich portalach z ogłoszeniami są takie poukrywane, dlaczego nikt z wypiętą piersią się nie przedstawia jako konsultant.

Przecież taka jest prawda. Na jabłko nie mówimy że jest gruszką, więc dlaczego nikt nie zaprasza do swojej mikro marki i firmy którą reprezentuje tylko tworzą z tego taką niespodziankę? Przecież każdy z nas ma już stały dostęp do internetu i każdy z nas może sobie sprawdzić, co jest przy ulicy Długiej ileśtam.

Czy to takie podwójne żerowanie na głupocie szarego człowieka?

Na koniec powiedz mi proszę w jaki sposób miał mnie przekonać do współpracy prezent w postaci zegarka, który mogłabym dostać gdybym uzbierała zamówienia na 200 zł? Oczywiście dostałabym go tuż po tym gdybym za niego zapłaciła chyba 2 albo 3 złote. Czy coś za co płacę jest nadal prezentem? Dodam że owy zegarek można kupić na Aliexpress za niecałe 2 złote.

Prezent taki że hoho.

Żyleta!

Już wolę sobie zapłacić te niecałe 2 złote, zamówić ten zegarek i poczekać 21 dni i będę go miała bez późniejszego uganiania się na ludźmi i proszenia by pracowali dla mnie. Na mnie. Za mnie.

To co robimy mały quiz?

Firma kosmetyczna na cztery litery, a pierwsza to A. Kto wie?

Dodaj komentarz