Co robisz rano przed wyjściem z domu?

Ostatnio przeglądałam wiele stron o tym jak żyć cudownie i co robić żeby być jeszcze bardziej produktywnym człowiekiem. Niestety nie wszystkie te porady mogę dopasować do siebie.

Wciąż i wszędzie apelują by przed wyjściem z domu nie sprawdzać poczty, odczytywać wiadomości na Facebooku czy wchodzić na Instagram i oglądać te wszystkie cudowne zdjęcia, które nie wiem jak ktoś zrobił, bo często wyglądają wprost jak z bajki.

To wszystko chyba zależy od odpowiedniego rozłożenia swojego czasu, motywacji i przede wszystkim chęci. Znam doskonale ten typ człowieka, który siedzi całymi dniami na czterech literach robi przy tym wielkie nic i użala się nad sobą, bo przecież jest takim zabieganym człowiekiem i nie ma na nic czasu. Fakt, ciągłe poszukiwania pilota na kanapie i przełączanie kanałów w poszukiwaniu tego na którym faktycznie leci coś ciekawego, to wybitnie zajmująca praca. Nie mówię że każdy ma być super kreatywny i pracowity ale też nie popadajmy ze skrajności w skrajność.

Ja też mam czasami takie dni czy raczej wieczory, że mam ochotę położyć się w wannie z winem, czekoladą i pianą. Leżeć i robić nic. Tak zwyczajnie. Leżeć w wannie i się relaksować. Niestety nie mam wanny, pianę mam jak zmywam naczynia, czekoladę jem co dzień, a wino… wina w sumie nigdy za wiele. 🙂

Mój mózg jest jakoś dziwnie skonstruowany i czasami mam wrażenie, że on nigdy nie odpoczywa. Dlaczego? Ostatnio obudziłam się i zamiast jakiegoś „dzień dobry”, „gdzie kot”, „miłego dnia”, powiedziałam „przyśniła mi się super grafika na koszulki”. No i takim sposobem bez dumania, siedzenia i wymyślania mam pomysł. Podzieliłam się nim w pracy i okazało się, że to świetny pomysł.

Wczoraj zrobiłam sobie 20 minut odpoczynku od wszystkiego. Tak wiesz żeby uspokoić lawinę zbyt szybko mknących myśli i wiesz co? Umysł oczyściłam ze śmieci ale przypomniałam sobie o rzeczach do zrobienia, pomysłach do zrealizowania i wymyśliłam ciekawe ułożenia produktów do zdjęć.

Jestem pracoholikiem.

Taka jest prawda i niestety nie umiem już z tym walczyć. Nie umiem siedzieć i robić nic, ciągle coś notuje, zapisuje, tworzę, zmieniam, poprawiam, ciągle coś. Oczywiście jednocześnie marzę o tym by wyjechać w góry i usiąść sobie na ławeczce przed schroniskiem z kubkiem gorącej czekolady. Usiąść i patrzeć. Napawać się widokami, spokojem, ciszą, zapachami. Ładować wszystkie akumulatorki. Nawet te o których istnieniu do tej pory nie miałam pojęcia. Każdemu się należy odrobina szczęścia.

Na mnie nie działa argument, że to poranne sprawdzanie wiadomości, to zwykłe rozgrzebywanie które psuje humor. Mi to pomaga. Wyobraź sobie że włączasz maila, a tam się okazuje, że firma której zleciłeś jakieś zadanie zrobiła je po łebkach. Nagle rosną złe emocje… Ok, to nie najlepsza sytuacja o poranku. Rozbudzasz się wstajesz i zaczynasz się zbierać do pracy. I zanim odpiszesz owej firmie, to wszystkie emocje w tobie ostygną i jesteś w stanie spokojnie i rzeczowo odpisać na wiadomość, naprowadzić czy nawet spokojnie zadzwonić i porozmawiać. Ja to wszystko uważam za ogromny plus.

Ostoja spokoju

Zawsze byłam oazą spokoju i taktu. Zawsze hamowałam w sobie emocje i uczucia by osoby z którymi współpracuję nie widziały tego jak się czuję, czy mam problemy, itd. Teraz z wiekiem, czasem i stażem pracy mam takie chwile, że spokojnym głosem mówię „wkurwiłam się dziś rano” i opowiadam tą sytuację śmiejąc się przy tym. Taki człowiek się robi z wiekiem. Nieobliczalny. W mocno dla mnie stresujących sytuacjach drży mi głos. To chyba raczej nerwy. Nie jestem typem człowieka, który w reakcji na stres zamyka się w sobie, zapomina języka w gębie albo nazwiska. O nie. Ale niektórzy tak mają, więc jak sobie te brednie z maili odczytają rano, to przynajmniej mają te kilka godzin na to by odtajać i oczyścić umysł, usunąć blokadę mówienia składnie i ładnie.

Poza tym ja sobie lubię rano popatrzeć na ładne zdjęcia na Instagramie. Wybrałam sobie taką branżę, że musze stale obserwować rynek by nie być na bierząco, a krok do przodu. Gdybym robiła to co inni, to ciągle bym była krok za kimś. Bez sensu. Szkoda mojego czasu i energii.

Sprzątanie

Gdzieś przeczytałam że jeśli pracuję w domu, to nie powinnam sprzątać, gotować, itd., bo przecież normalnie człowiek nie zabiera do pracy śmieci, szmaty, brudnych majtek i talerzy. Fakt. Tylko każdy z nas wie, że przerwy sobie trzeba robić, zwłaszcza jak się ma siedzącą pracę. Mi to sprzyja. Wstać raz na jakiś czas, wziąć szmatę do ręki i zmyć blat, umyć umywalkę, podłogę, itd. Nie mówię, że robię w tych przerwach generalne porządki ale tak sobie trochę podskubuję listę rzeczy do zrobienia w domu. Ruszam się, więc mój mózg się dotlenia. Odcinam się chwilowo od tego co robiłam i od razu robi mi się lepiej. Podchodzę do wykonywanego zadania trochę inaczej. Tobie też zalecam robienie przerw w pracy. Ruch to zdrowie. Nawet jeśli chodzi o zejście z 3 piętra (nie mam windy) i wyrzucenie śmieci.

W innym miejscu przeczytałam że ludzie pracujący w domu nie odbierają prywatnych telefonów. O zgrozo gdybym miała każdy prywatny telefon odrzucać albo ignorować, a potem oddzwaniać, to bym całymi wieczorami siedziała na telefonie, a tak to odbieram załatwiam szybko sprawę i wracam do zajęć. Nie wybija mnie to z rytmu. Mnie, jeśli Ciebie wybija, to faktycznie nie odbieraj tego telefonu. Szkoda potem twojego czasu na wbicie się znowu w jednostajny i wygodny tryb.

Lubię pracować w domu.

Mam cudownego kota i mnóstwo rzeczy do zrobienia, więc… Miłego dnia i wracajmy już do pracy.