Chyba powinnam się leczyć

Jest niedziela godzina 16, a co ja robię od rana? Pracuję. Co robiłam wczoraj w nocy? Podobnie. Jedynie w piątek udało nam się wyrwać z Ojcem Sukcesu i poszliśmy oblewać wiek chrystusowy i w sobotę miałam małe zachwiania z prawidłowym funkcjonowaniem organizmu ale się udało. Przetrwałam.

Swoją drogą polecam z całego serca restaurację na Wąskiej. Pierogi i kaczka cudo!

Wracając do mojej niedzieli. Siedzę spokojnie przed komputerem i moje palce z doświadczeniem chodzą coraz szybciej. Model kartkowy z zapisywaniem pomysłów, które przychodzą tu i teraz, a za chwilę znikają z kolejną myślą działa niezawodnie. Skrzętnie zapisywany kalendarz mam zawsze pod ręką i czyste kartki w kratkę w rozmiarze A4.

Dlaczego to wszystko tak wygląda? Bo szanuję swój czas i jak siadam do pracy, to robię wszystko by zrobić co muszę zrobić i nie wstawać kilkadziesiąt razy na minutę, bo ołówek, kawa, cukier, poduszka, masło, słońce, a na koniec przypomnienie, że nie podlałam Bonsai. Chociaż pracuję tyle, że właściwie jak już wstaję, to czuję się jak staruszka której zabrano laskę za złe zachowanie. Ojciec Sukcesu ciągle mi powtarza „musisz jeść i wstawać”. No to czasem wstaję i jem.

Odkąd pamiętam miałam problem z tym żeby siedzieć w pracy i nic nie robić. Uczucie że nie mam co robić, bo np. dzień się kończy, a ja już skończyłam. Albo nie ma sezonu, więc i sprzedaż kuleje doprowadzała mnie do szału, bo wymyślałam sobie 1000 rzeczy, które mogą w tym czasie zrobić tylko po to by nie siedzieć bezczynnie. To jest chyba właściwie mój problem. Każdemu się czasem zdarza że ma gorszy dzień. Mi też. Tylko jednego dnia robię mniej, a następnego staram się wszystko nadrobić.

Żyję z przekonaniem, że jeśli ja jestem zadowolona ze swojej pracy i mój szef również nie narzeka, to wszystko jest w porządku. Jestem wtedy pewna, że w razie wycieczki po podwyżkę, wolne, dłuższy urlop zareaguje znacznie lepiej niż w przypadku gdy zorientuje się o zaległościach jakie się za mną ciągną od wielu, wielu dni.

Od jakiegoś czasu prowadzę własną firmę i bloga. Kilka dni temu rozszerzyłam sprzedaż o kolejną dużą kategorię, nadal szukam chętnych osób do współpracy i nowych możliwości. Niebawem otwieram galerię sztuki i z tym też jest dużo pracy, wydzwaniania, dopytywania, ustalania. Po raz kolejny robię coś od zera z ogólnym zarysem, który trzeba dopieścić i dopracować by działał idealnie i po pewnym czasie w miarę samodzielnie. I to stacjonarnie i w internecie.

Pracuję dużo, a może nawet za dużo. Zajmowanie się Brzdącem jest fantastyczne i cudowne. Właściwie to pomaga mi w wielu rzeczach.

Napomknę również, że ja też mam chwilę słabości gdzie chciałabym wyłączyć swój telefon i odciąć internet by nikt się do mnie nie dostał zarówno drzwiami jak i oknem. Mam takie dni. Może nie wyłączam telefonu ale odpowiadam w pilnych sprawach. Nie mam też oporu przed odebraniem telefonu w taki leniwy dzień. Wychodzę z założenia, że nikt nie dzwoni do kogoś w niedzielne popołudnie z pierdołą, a z pilną sprawą, której termin realizacji się kończy, czas leci, a ktoś zostawił nas z czymś na lodzie.

Dodam jeszcze że jest wiele firm w Krakowie, które powinny przejść kurs asertywności i kultury osobistej, bo to co się wyprawia, to jakieś jedno wielkie nieporozumienie.

Żeby nie było, że rzucam słowa na wiatr. Jedna z sytuacji, która doprowadziła mnie do śmiechu i jednocześnie wywołała szok. Wiesz taki śmiech przez łzy. Sytuacja wygląda następująco. Mamy czwartkowe godziny poranne, dostaję sygnał, że chłopak który robi nam remont w lokalu nie da sobie rady w skuwaniu podłogi i przydałby się ktoś kto to zrobi. OK, włączam gumtree biorę telefon i dzwonię. Jeden pan powiedział mi, że on się takimi ciężkimi sprawami nie zajmuje. Żebym do niego zadzwoniła jak będę chciała wymienić uszczelkę, pomalować ściany, zedrzeć tapetę, itd. Generalnie lekkie prace, to ja w śmiech i pytam czym się pan zajmuje, bo w ogłoszeniu jest wyraźnie napisane, że remontami w pełnym zakresie. Pan na to, że i owszem ale tylko w lekkiej wersji. Poinformowałam pana, że malować, ściany, zdzierać tapety, itd, to ja sama potrafię i podziękowałam. Kolejny Pan że jemu się teraz nie chce i żebym zadzwoniła w poniedziałek, to on się zastanowi czy weźmie to zlecenie czy nie. Szlag! Dzwoni hajs, a on mi mówi że nie! Ok, kolejny pan z przyjemnością przyjechał. Zobaczył i że za dwa razy więcej niż mu chcę dać on to zrobi, to ok. Niech robi. Przyjechała cała ekipa, posiedzieli 30 minut i poszli. Tak najnormalniej w świecie wszyli, bo za tyle to im się nie opłaca robić… Rozumiesz? Nawet mnie nie poinformowali, że mają mnie w dupie. Nic. Powiedział mi o tym chłopak, który był na miejscu.

Ja rozumiem że przesadzam z ilością pracy jaką sama wykonuję ale ci ludzie popadli w odwrotną skrajność.

I niech mi ktoś jeszcze powie że panuje bezrobocie i nie ma pracy. Mam mnóstwo historii i argumentów, które pozwolą na obalenie tej teorii.

Praca jest tylko trzeba chcieć pracować, a nie siedzieć na dupie i malować paznokcie czy co chwilę przeglądać FB.

Wygadałam się.

Dziękuję.

Pozdrawiam.

Udanej niedzieli.

Kiss!