Kino, teatr czy ksiazki?

Podczas silnej zbuntowanej nauki (nie, nie mówię o studiowaniu) człowiek jest zmuszony, by chodzić do takich przybytków jak kino czy teatr, by chłonąć (lub udawać) całym sobą lektury. Nakłada się na niego, również obowiązek czytania książek ew. streszczeń, opracowań lub też słuchania opowieści kolegów o tym, co się wydarzyło między okładką, a ostatnią stroną.

Co takiemu czytelnikowi/słuchaczowi  zostaje w głowie? Informacje czy książka była w cienkiej czy grubej oprawce, jak dużo miała stron, co było na okładce, jak długo trwało przedstawienie i czy siedzenia były wygodne, a nawet możliwe, że ocenę ze znajomości tekstu. Tylko, po co?

Wtedy każdy z Nas był zmuszany do tego, aby czytać i do tego kina/teatru chodzić. Każda książka, film i sztuka była  o niebo lepsza niż obowiązkowa. Jeśli nikt nie zmuszał było cudownie, a kiedy nałożony był przymus polaczek szukał sposobu jak wykiwać osobę, która wydała taki rozkaz.

Do dziś jestem z siebie dumna za przeczytanie całego „W pustyni i w puszczy”. „Potopu” niestety nie przebrnęłam. Nie wiem czy żałować.

Czasem człowiek ma ochotę na odrobinę „szaleństwa” i pojawia się u niego chęć pójścia do kina lub teatru na coś nowego. Odmienia wtedy swoje życie, choćby na chwilę. No i dobra. Wchodzi w Internety i sprawdza repertuar. Gdzie i o której jest jakiś seans, żeby  sobie móc spokojnie w gronie nieznajomych obejrzeć film. Zwykle jednak nie ma nic wartego uwagi. Wysnułam nawet pewną teorię. Przeciętnie raz w roku pojawia się w kinie jakiś film, który ma potencjał. Tego nie da się ukryć. Ludzie wielkimi grupami idą do kin i wykupują wszystkie miejsca. Tak się dzieje przez jakiś tydzień dobra niech będzie, że dwa weekendy, a co później? Przechodził  ktoś z Was ostatnio koło kina? Świecą pustkami. Może to przez ceny biletów, a może przez to, że dużo ludzi woli sobie ze znajomymi usiąść w domu przed monitorem czy telewizorem i z piwem w ręku oglądać wybrany przez siebie film.

W takim razie może teatr? Ciszej. Nikt nie je, nie siorbie, nie kręci się daremnie, itd. Co prawda ze sztukami bywa różnie. Teatr jest specyficzny i naprawdę trzeba go lubić, bo z przymusu to można zjeść mięso, a ziemniaki zostawić. Lubić tą bryzę, która spada na człowieka, kiedy aktor akurat odwrócił się w stronę widza, a widz nieświadomie usiadł zbyt blisko. To nie są minusy, raczej bym powiedziała, że dodatki do przedstawienia. W końcu to są żywi ludzie i muszą mieć jakieś ujście… emocji:) Do teatru bilety akurat ciężko dostać. Do samej Bagateli bilety są już wykupione na 2-3 miesiące do przodu.  Inne teatry? Podobnie. Ludzie jednak lubią teatr:)

 

Zastanawiało mnie kiedyś jak można nie czytać? Nie mówię tu tylko o książkach, ale o gazetach, wiadomościach, nowinkach itd. Na co dzień, co chwilę człowiek coś czyta, więc wniosek jest prosty, nie da się nie czytać. Gazety jak to gazety, mało w nich przydatnej wiedzy, tak nie zaprzeczam mam kilku faworytów, ale ich też nie kupuję. Mam taki zwyczaj, że nie kupuję gazet. Wiadomości rano w Internecie. Książki. Książki to coś, co zabierało mi czas od najmłodszych lat. Jak byłam mała to chciałam mieć pokój z takimi uroczymi półkami, a na nich setki, ba! Tysiące książek. Mówią, że człowiek wyrasta z głupot, a tu jednak nie.

 

Ci, którzy nie czytają książek, nie oglądają filmów i nie chcą chodzić do kina, niech czytają blogi:)